czwartek, 3 stycznia 2013

40.

Tak więc witam kochani moi czytelnicy w 2013 roku! 
mam nadzieję, że będę bardziej ogarniać z rozdziałami niż to miało miejsce w 2012 :P        
nawet nie wiecie jaką radością napawa mnie fakt, że napisałam ten rozdział właśnie hm... w takiej postaci jakiej go za chwilę przeczytacie...
nieskromnie powiem, że to chyba najlepsze "coś" co do tej pory skleciłam... 
wyluzujcie się i nie stresujcie treściami zawartymi w tym cudownym 40. rozdziale (jak ładnie się złożyło okrągły rozdział w nowym roku :D) 
zapraszam fejsbukowiczów na stronę bloga -> http://www.facebook.com/DuffowaCzyliBlogDustNBones
i zapraszam do zadawania pytań (zerknijcie na "Uwaga kochani" xd)
no... na koniec powiem... czytając to, bawcie się dobrze i jeśli chcecie poznać odpowiedzi szybciej niż przed publikacją 41. poczytajcie uważnie bloga, bo naprawdę tutaj są WSZYSTKIE informacje i wskazówki :D
***
         - Co ty robisz? – zawołała i próbowała wyszarpnąć rękę – Idioto, jesteś kompletnie pijany! I do tego naćpany!
         - Musimy, kurwa, pogadać! – wyprowadził kobietę z domu weselnego, w którym bawili się goście pary młodej – Musisz mnie wysłuchać!
         Poprowadził ją na tył budynku, ciągle trzymając jej ramię w bolesnym uścisku. Lustrował ją wzrokiem. Wręcz pochłaniał ją swoim spojrzeniem, wyobrażając sobie, co kryje się pod tą białą sukienką. Wyglądała olśniewająco. Zawsze była śliczna, ale dziś przebiła jego nawet najbardziej nierealne i śmiałe wyobrażenia. Jednak… musiało być jakieś „ale”. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie obecność na jej palcu złotej obrączki. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że kilka godzin wcześniej przysięgała Duffowi miłość i wierność, aż do śmierci. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że powiedziała to cholerne sakramentalne tak. Wszystko byłoby idealnie, gdyby to on co noc pieprzył ją do upadłego. Wszystko byłoby idealnie, gdyby słuchał jej jęków przy swoim uchu a nie przez cholerną ścianę. Wszystko byłoby idealnie, gdyby to on zamiast Duffa mógł ją posiąść. Wszystko byłoby idealnie, gdyby mógł dać upust wszystkim swoim emocjom i uczuciom, które targały jego ciałem. Wszystko byłoby idealnie, gdyby teraz mógł zedrzeć z niej tą pieprzoną suknię.
         - Puść mnie, bo to boli! – szarpnęła się - O co ci chodzi? Czemu do cho… - urwała zaskoczona tym, do czego chłopak się posunął.
         Dłonie. Te męskie, silne dłonie. Tam gdzie nie powinny być. Tam gdzie, nigdy nie powinny nawet próbować jej dotykać. Bolesny ucisk na piersiach, gdy dłonie brutalnie się na nich zakleszczyły i wręcz miażdżyły je poprzez materiał sukni. Nie była w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Nie była w stanie wykrzyczeć mu, że nie ma prawa dotykać jej w ten sposób. Nie była w stanie krzyczeć, żeby ją puścił. Nie była w stanie nawet wyszeptać, żeby przestał. Nie była w stanie się wyszarpnąć, bo szok był silniejszy. Szok był silniejszy niż jej instynkt samozachowawczy, który podpowiadał jej, żeby zaczęła krzyczeć i szarpać się, był silniejszy niż złość na mężczyznę, który zbyt śmiało sobie poczynał.
         - Popełniłaś kurewski błąd! Jeden wielki pierdolony błąd! – warczał i coraz mocniej ściskał jej biust, rozkoszując się tą chwilą – to nie on powinien być pieprzonym panem młodym! Słyszysz, kurwa?! Nie on powinien się z tobą pierdolić! Nie ten chuj powinien cię dotykać i obłapiać! I to kurwa jeszcze na moich oczach!
         Sparaliżowana patrzyła w te oczy, oczy, które kiedyś kojarzyły się jej z bezpieczeństwem… z troską… z zaufaniem… a teraz? Złość… furia… agresja... nienawiść… wściekłość… żal… bezradność… smutek… pożądanie. Jedyne, co zdołała zrobić, to przecząco pokręcić głową. Nie spodziewała się, że to jeszcze bardziej go rozsierdzi.
         - Jak mogłaś tego, kurwa nie widzieć?! Jesteś tak zaślepiona?! Jesteś tak głupia?! Jak mogłaś nie widzieć, że cię kurwa kocham! Że kochałem cię zanim ten chuj zaczął się do ciebie przywalać i posuwać?! Myślałaś, że co kurwa czułem, jak słyszałem te twoje jebane jęki?! Co kurwa, czułem jak wpierdalał w ciebie co noc tego swojego małego chuja?! Myślałaś, kurwa, o tym?!
         - C-co? – wydukała i zamrugała szybko kilka razy, czując nagłe zawroty głowy – c-co t-ty…
         Nie zdążyła zadać pytania do końca. Śmierdzący papierosami i alkoholem oddech. Zaraz po tym nachalne i zachłanne usta miażdżyły jej wargi. Nie była w stanie nawet się wyszarpnąć. Nie była w stanie się sprzeciwić, gdy zaczął ją brutalnie całować, prawie wpychając jej język do gardła. Łzy stanęły jej w oczach, gdy jeszcze mocniej złapał jej piersi, prawie uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch. Po chwili poczuła jak napiera na nią jeszcze bardziej i jak nogą próbuje wedrzeć się między jej uda. Poczuła jak bardzo jest podniecony i gotowy, by dostać to czego pragnie. Wiedziała, że alkohol i narkotyki jeszcze bardziej go nakręciły. Podświadomie wiedziała, że jeśli nie zareaguje, mężczyzna przestanie nad sobą panować i przestanie myśleć o konsekwencjach swoich czynów i pragnień. Tego było już za dużo. Wiedziała, że nie jest w stanie wyszarpnąć się tak napastliwemu mężczyźnie. Ale wiedziała, że nie zniesie dłużej jego dotyku. Wiedziała, że nie może mu pozwolić na jeszcze więcej, mimo że do tego, co zrobił też go nie zachęciła. Z zaciśniętymi oczami poddała się wymuszonym pocałunkom i jak tylko poczuła, że chłopak potraktował to jako uległość i przyzwolenie, szybko przegryzła mu język. Tak jak się spodziewała, dało to jej kilka sekund przewagi nad zaskoczonym i zdenerwowanym chłopakiem.
         - Ty… kurwa… co ty… - przejechał wierzchem dłoni i zobaczył krople krwi – co ty, kur… ała!
         Wykorzystując, że ciemnowłosy mężczyzna bardziej skupił się na wardze i języku, z którego sączyła się krew, niż na niej, zamachnęła się i wymierzyła mu policzek.
         - D-dotknij m-mnie jeszcze raz, t-to p-pożałujesz! – krzyknęła i zanim zdążył zareagować, uciekła.
         Łzy upokorzenia cisnęły się jej do oczu. Jak on mógł ją tak potraktować? Jak mógł postąpić z nią jak z jakąś szmatą? Jak w ogóle mógł opowiadać jej jakieś bzdury o miłości do niej? Jak mógł mówić takie rzeczy i jednocześnie próbować się do niej w tak brutalny sposób dobierać? Dlaczego tak bardzo chciał zepsuć jeden z najszczęśliwszych dni w jej życiu? Czym sobie zasłużyła na takie coś? Tym, że ułożyła sobie życie? Tym, że traktowała i kochała go jak przyjaciela, mimo całego jego dziwnego zachowania? Tym, że mu ufała i szukała pomocy wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebowała?
         - Kurwa, dziewczyno, uważaj, bo się kiedyś zabijesz – zaśmiał się wesoło trochę podchmielony Izzy, na którego wpadła i szybko ją podtrzymał – nie musisz tak gonić za Duffem, bo poszedł odprowadzić panią McKagan i zerk… - dopiero teraz spojrzał na rozdygotaną brunetkę – Jezu… Marta, co się stało?! Kochanie?
         Patrzyła na niego niewidzącym wzrokiem. Co chwila traciła ostrość przez łzy, wypełniające jej oczy. Ledwie docierało do niej, co Stradlin do niej mówił. Gorączkowo poprawiła sobie górną część sukni ślubnej, wymiętej i pogniecionej przez nachalne i brutalne ręce jej przyjaciela. Nie wiedziała czy bardziej trzęsie się ze strachu, co chłopak chciał z nią zrobić, czy bardziej trzęsie się z nerwów, upokorzenia czy to wszystko spowodowane jest bezgłośnym szlochem, który wstrząsał jej ciałem. Po chwili poczuła na ramionach ciepły materiał marynarki i troskliwe dłonie, które leciutko gładziły jej przedramiona.Teraz była bezpieczna. Teraz nikt nie będzie próbował jej dotknąć bez jej zgody...
         - Skarbie, co się dzieje? – spojrzał jej w oczy – M-malutka, no nie płacz mi tu… hej… - pozwolił jej przytulić się do siebie ze wszystkich sił – dziś powinnaś być najszczęśliwsza na świecie…
          Ogarnęło go nieprzyjemne uczucie. Nie miał pojęcia, co mogło się wydarzyć, że brunetka jest w takim stanie. Ale nie mógł powiedzieć, że tego nie przeczuwał. Gdzieś w głębi siebie podejrzewał, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Oczywiście nie mógł tego nikomu powiedzieć, ale to było silniejsze od niego. Dlatego tak naprawdę nie chciał tu być. Nie chciał się bawić, nie chciał tańczyć, pić wraz z innymi gośćmi weselnymi. Nie chciał uczestniczyć w czymś, co przyczynia się do jego klęski. Starał się odprężyć, starał się udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku, starał się udawać, że świetnie się bawi, gdy kolejny raz Kate wyciągała go na parkiet, albo gdy Alice absorbowała go swoją obecnością. Starał się, ale widząc teraz swoją przyszywaną siostrę w takim stanie, miał ochotę wrzeszczeć z nerwów, wyrzucić wszystkich za drzwi i nie przejmując się konsekwencjami, chciał za wszelką cenę pocieszyć tą drobną kobietę. Miał ochotę rozszarpać każdego, kto sprawił, że Marta jest teraz w takim stanie. Miał ochotę zrobić krzywdę samemu sobie za swoje myśli, bo miał wrażenie, że to on swoimi przypuszczeniami i uczuciami, przepowiedział, że coś się wydarzy.
         - O-on… o-on… - z trudem powstrzymywała wybuch płaczu – p-powiedział… o-on… c-chciał… z-zepsuć… u-ukarać… o-on… ż-że k-kocha – dukała, uczepiwszy się mocniej koszuli Izzyego.
         - Co? O czym ty mówisz? Kto coś zepsuł? Kto kogoś kocha? – zmarszczył brwi i z zaniepokojeniem czekał na odpowiedź.
         - M-mnie… S-slash… p-powiedział… o-on m-mnie… ż-że t-to o-on z-zamiast D-duffa p-powinien… a-ale o-on m-mówił… b-bo c-chciał z-zepsuć…
         - Co, kurwa?! – zapytał ostro i zesztywniał.
         - S-szarpał mnie… z-znowu c-całował, a-ale ja nie m-mogłam g-go o-odepchnąć… - łzy strumieniami płynęły po jej twarzy i nawet nie nadążała z ich ocieraniem - d-dotykał…
         - Zajebię go… ja go kurwa zajebię – wycedził i wiedział, że zaraz kompletnie straci panowanie nad sobą – Popatrz na mnie – oderwał ją od siebie i zmusił ją, by skierowała na niego wzrok – czy on ci coś zrobił? - zapytał, wpatrując się w te śliczne oczy, które teraz były całe mokre od łez i które wręcz łamały mu serce - Marta! Czy ten chuj coś zrobił?
         - N-nie… w-wyszarpnęłam s-się… o-on był k-kompletnie p-pijany… - wymamrotała, nieświadoma tego, jak bardzo Izzy jest zły – n-naćpany… t-tak j-jak S-steven z-zanim… z-zanim g-go w-wyrzuciliście… o-on z-zrobił t-to s-specjalnie… w-wymyślił, ż-że… że k-kocha.. ż-żeby m-mnie.. ż-żeby…
         - Nie wymyślił. Ten skurwysyn niczego nie wymyślił – zamknął oczy i próbował nad sobą zapanować – mówiłem mu kurwa mać, że… mówiłem, żeby nawet nie próbował…
         - T-ty… t-ty w-wiedziałeś? – zapytała zszokowana – a-ale p-przecież J-joan… t-to o-ona… t-to o-ona m-mu s-się…
         - Oczywiście, że wiedziałem! Robiłem wszystko, żeby chujowi nie zachciało się… kurwa… zabiję go! Mówiłem mu, żeby nic ci nie mówił! Mówiłem mu, żeby dał ci spokój i nie rozjebywał wszystkiego!
         - A-ale Joan…
         - Joan nic nie znaczy… to było… to była próba odgonienia myśli od ciebie! – spojrzał w jej załzawione oczy i poczuł jeszcze większy ból w sercu – nie płacz… Malutka, proszę… co powiesz Duffowi jak wróci, co? – pocałował ją w czoło i delikatnie otarł łzy z jej policzków.
         - M-musimy tam j-już i-iść? – ton był wręcz błagalny - p-proszę... j-ja... z-zostań tu ze mną...
         Zaprowadził ją na ławeczkę i próbował pocieszyć i uspokoić. Wiedział, że dziewczyna, nie chce pokazać się w takim stanie na sali, żeby każdy się dopytywał, co się stało. Wiedział, że potrzebuje czasu, żeby przetrawić, co usłyszała. W nim samym wręcz gotowało się z nerwów. Oddychał ciężko i tulił do siebie drżącą brunetkę. Nawet nie chciał wiedzieć, jak ona musi się teraz czuć. Nie chciał wiedzieć, co czuła jak Slash jej powiedział prawdę i to jeszcze w takim ważnym dla niej dniu. Nie chciał wiedzieć, jak bardzo była przerażona, gdy ich przyjaciel tak chamsko i wręcz brutalnie ją potraktował. Ale czy nie mówił mu, że ma takie coś zachować dla siebie? Czy nie mówił mu, że powinien udawać, że wszystko jest ok? Czy nie mówił mu, że ma nie niszczyć szczęścia dziewczyny? Nie wyraził się jasno, gdy strofował go, po tym jak pozwalał sobie całować ją bez jej zgody? Nie wyraził się jasno, gdy kazał mu się od niej odpierdolić? Nie mówił jasno i wyraźnie, że Slash ma nawet nie próbować się do niej przystawiać?

         - Ty pierdolony chuju! – podbiegł do pijanego przyjaciela – ty jebany gnoju! – złapał go za przód koszuli i pchnął na ścianę – Jak, kurwa, śmiałeś?! – szarpał nim, jakby miało mu to pomóc uspokoić się – jak śmiałeś spierdolić ślub mojej siostrze?! Jak kurwa w ogóle śmiałeś ją dotknąć?!
         - Pierdol się! – chciał go odepchnął, ale ledwie stał na nogach – nie będziesz mi mówił, co mogę, kurwa, robić! Ta idiotka wszystko spierdoliła! Myśli, że będzie szczęśliwa?! Ile, kurwa?! Tydzień?! Miesiąc?! Póki Duffowi nic nie odpierdoli i nie zachce mu się jebać jakieś inne suki!
         - Zamknij swoją parszywą mordę! - zacisnął mocniej pięści na jego koszuli.
         - Bo kurwa co?! Myślisz, że nie wiem jak będzie?! Przestanie się podobać chujowi ruchanie i ją zostawi, a ona przyleci do ciebie albo do mniej jak jebany pies i wielce będzie chciała pocieszenia! Nagle, kurwa, sobie przypomni o nas i o tym, że wielce nas kocha i się z nami przyjaźni! Jakby kurwa mać, była ze mną, to byłaby szczęśliwa! Ja bym jej nie zranił, jak ten pierdolony alkoholik! Co ona myśli, że on nie będzie chlał?! To się kurwa przeliczy! Pierdolona, kurwa mać, nieczuła…
         Nie dokończył, bo poczuł nieznośny ból w szczęce. Izzy nawet nie wiedział, kiedy wymierzył mu cios. Nawet nie wiedział, skąd miał tyle siły. Nie wiedział, skąd ten spokojny człowiek, za którego uchodził, miał w sobie tyle agresji. Z trudem powstrzymywał się, żeby nie rzucić się na Slasha. Z trudem walczył ze sobą, żeby tylko na tym jednym uderzeniu się skończyło. Jak ten skurwysyn śmie mówić o niej takie rzeczy?! Jak skurwysyn śmie mówić o jej szczęściu, skoro dzisiaj sam je rozpierdolił?!
         - Dotknij ją, kurwa, chociaż jeszcze raz bez jej zgody… - wysapał, dysząc jakby przed chwilą przebiegł kilka kilometrów - dotknij ją jeszcze raz, to cię, kurwa, własna matka nie pozna! Jeszcze, kurwa, jeden raz spróbuj zniszczyć jej szczęście, to ci kurwa nogi z dupy powyrywam! Jeszcze raz spróbuj ją skrzywdzić, to zajebie cię gołymi rękami! Módl się, żeby Duff się nie dowiedział…
         - Pieprzony aniołek stróż co?! Zobaczysz… jeszcze przyjdzie i będzie cię błagać na kolanach o pomoc, jak ją chuj wystawi! Na co ty, kurwa, liczysz, Stradlin?! Że z rozpaczy da ci dupy i będziesz sobie mógł grać pocieszyciela?! O to ci kurwa chodzi?! Zraniona będzie łatwiejsza?!
         Uderzył go jeszcze raz i pchnął pijanego gitarzystę na ziemię. Nigdy w życiu nie czuł takiego gniewu. W życiu nie miał ochoty kogoś rozszarpać i zabić gołymi rękami, jak teraz. Prychając, odszedł szybko, bojąc się, że zaraz nad sobą nie zapanuje i zrobi jakąś głupotę. Wszedł na salę i zaczął nerwowo rozglądać się i szukać wzrokiem wysokiego mężczyzny. Poluzował krawat, który zaczął go dusić i podszedł do siedzącego samotnie bruneta.
         - Matt… masz coś… tabletki… - oddychał ciężko i zacisnął dłonie w pięści – uspokojenie…
         - Co jest, Izzy? Dobrze się czujesz? – pogrzebał w kieszeniach marynarki i wyciągnął fiolkę z lekami - wyglądasz...
         - Jest ok… tylko… - przełknął szybko medykament i popił kieliszkiem wódki – Marta wróciła? – podążył wzrokiem w kierunku wskazanym przez brodę Matta i odetchnął z ulgą – Duff też już jest, tak?
         - No… na pewno wszystko w porządku?
         - Ta… trochę się zdenerwowałem… - przymknął oczy i modlił się, żeby leki zaczęły już działać - ale jest ok…
         Sięgnął po butelkę przezroczystego alkoholu i nie trudził się nawet znalezieniem jakiegoś kieliszka. Potrzebował rozpaczliwie się upić. Potrzebował tego, bo wiedział, że niewiele dzieli go od zrobienia czegoś, czego będzie żałował, czegoś co jeszcze bardziej zepsuje uroczystość i przyjęcie na cześć pary młodej. Próbował piciem tłumić uczucia... wierzył, że trunek przyniesie mu ukojenie. Próbując ukoić nerwy, patrzył jak brunetka gubi się w ramionach wysokiego, długowłosego mężczyzny, który ciągle się wygłupia i zaraża ją swoim śmiechem. Nie było istotne, że Marta tak naprawdę widziała go na żywo po raz pierwszy w życiu, że zawsze ją fascynował i wręcz onieśmielał... teraz był gościem na jej ślubie, a nie muzykiem i jednym z najbardziej rozpoznawalnych rockmanów w Stanach Zjednoczonych, teraz mogła traktować go jak zwykłego znajomego Duffa, a nie jak swojego idola. Tak… jedyne dwie rzeczy, które ci się tu udały, Stradlin… Ta suknia i zaproszenie tu w ramach niespodzianki Newsteda i Hetfielda… Teraz przynajmniej James zajął ją jakimiś idiotycznymi żartami i chyba zapomniała o tym palancie… ale kurwa mać! Jak on mógł zrobić coś takiego na jej ślubie?! Jak już chciał jej wygadać, że ją NIBY kocha, to mógł to zrobić kiedy indziej! Nie wystarczy mu, że celowo im przeszkadzał tyle lat w spędzaniu razem czasu?! Nie wystarczyło mu, że przerywał im jak chcieli się pieprzyć?! Nie wystarczyło mu jego chamstwo?! Musiał robić coś takiego?! Jakby serio ją kochał, to nie mówiłby niczego i kurwa nie rozpierdalał wszystkiego, co się da!
         - Hej! Mówię do ciebie! – usłyszał radosny śmiech i po chwili dotarło do niego, że stoi przed nim jak zawsze olśniewająca swoim wyglądem Kate – chodź się bawić, a nie siedź z moim ponurym wujaszkiem! – pociągnęła go za rękę i porwała do tańca – co się z wami wszystkimi dzieje? – szepnęła mu do ucha – Marta wygląda jakby płakała… Duff się wkurzył jak tylko zobaczył Slasha w kościele… On się chyba zalał i nagle zniknął… a teraz jeszcze ty siedzisz, jakbyś się nie cieszył z tego ślubu! – poprawiła mu krawat i z czułością przejechała dłońmi po tego torsie, wygładzając jednocześnie jego białą koszulę – jeśli Marta jest szczęśliwa, ty jako brat też powinieneś być…
         - Cieszę i jestem szczęśliwy, że chociaż jej się układa… ale… też się wpieniłem na Slasha i tyle… to nieważne – mruknął i próbował się rozluźnić.
         Ponad ramieniem dziewczyny ciągle obserwował pannę młodą, która teraz bawiła się w ramionach Bacha, który jak zawsze nie dawał jej chwili wytchnienia. Próbował znaleźć wzrokiem Duffa, co było dużo trudniejsze. O wiele prościej znaleźć wybijającą się z tłumu biel, a dużo ciężej znaleźć wśród wielu prawie identycznych garniturów ten, który należy do pana młodego. W końcu dostrzegł go na drugim końcu sali w towarzystwie żony swojego najstarszego brata. Wyglądał na szczęśliwego i radosnego. Ok… czyli jeszcze nie wie… i tak ma kurwa być! On nie może się dowiedzieć o tej jebanej aferze… kurwa… mówiłem Slashowi… mówiłem, że to rozpierdoli cały zespół, jeśli oni się dowiedzą! Mówiłem, że rozjebie całe ich szczęście! No kurwa mówiłem! Czemu chociaż raz nie mógł mnie posłuchać?! Czemu nie mógł zająć się bardziej Joan, skoro ona się do niego tak zbliżyła?! Czemu się kurwa nie przełamał i nie dał sobie spokoju z jego jebaną „miłością” do Marty?! Czemu nie odpuścił i nie znalazł sobie kogoś innego?! Czemu uparł się akurat na Martę?! Czemu nie słuchał mnie jak robiłem mu awantury za to cholerne przystawianie się do niej?! Czemu mnie nie słuchał, gdy mówiłem mu, że ma się zachowywać normalnie?!
         - Hej! Odbijamy! – dobiegł do pretensjonalny głos – Ślicznie wyglądasz, Katie – zaśmiał się i dodał, ściszając głos – ach jaka szkoda, że mam już żonę i dziecko!
         Po chwili Izzy trzymał w ramionach swoją siostrę, a Sebastian odciągnął gdzieś Kate i szaleli razem na parkiecie. Stradlin wyrwał się z odrętwienia i przyjrzał się Marcie. Ulżyło mu, gdy zauważył, że brunetka zupełnie się uspokoiła i za sprawą Jamesa i Sebastiana, znów w jej oczach pojawiły się radosne błyski. Zmusił się do uśmiechu i zapytał pannę młodą jak bawiła się z gościem – niespodzianką.
         - Izzy! Nie wiem jak to zrobiłeś ale cię kocham! – stanęła na palcach i cmoknęła go w policzek – skąd wiedziałeś, że zawsze chciałam ich poznać? I jeszcze jak udało ci się ich tu zaprosić? Przecież to Metallica!
         - Ma się swoje sposoby – uśmiechnął się tym razem szczerze i dodał – zdradzę ci mały sekrecik… chcesz? – widząc jej wesołe i wyczekujące spojrzenie, czuł jak zaczyna mięknąć i wyzbywać się ciągle siedzącej w nim złości – Metallica wykombinowała wspólną trasę z chłopakami w połowie marca jeśli dobrze pamiętam… słyszałem, że Duff koniecznie chce, żeby jego cudowna, śliczna żona pojechała z nim…
         - Co?! Metallica i Guns n’Roses?!
         - Ej! Ale ty nic nie wiesz! To ma być niespodzianka… - pocałował ją czule w czoło i zaczął kołysać się z nią w rytm kolejnego utworu.

         Zamknął za nimi drzwi i prawie natychmiast zaczął męczyć się z pozbawieniem jej sukni ślubnej. Pierwszy raz miał z czymś takim do czynienia i nie bardzo wiedział, jak to ściągnąć, żeby jej nie poniszczyć i podrzeć. Zastawiał się, czy to zamysł twórców sukni ślubnych, żeby tak je skomplikować? Czy to specjalnie dla takich napalonych facetów jak on, żeby ich pomęczyć?
         - Kurwa, jak to się ściąga? – jęknął i zaczął namiętnie całować swoją żonę, na oślep próbując wyswobodzić ją z niepotrzebnej części garderoby – pomóż mi z tym…
         Złapała go za pasek od spodni i pociągnęła go w kierunku ogromnego łóżka. Nawet jeśli zaskoczył ją apartament, który wynajął na noc poślubną, a raczej dzień i noc, bo dopiero co skończyła się zabawa weselna, to zupełnie nie dała tego po sobie poznać. Wiedziała, że Duff na pewno nie będzie oszczędzać na tej ceremonii i wszystkim, co miało dziać się po uroczystości w kościele. Można powiedzieć, że była wręcz oczarowana luksusem, do którego ją pospiesznie zaprowadził i w którym spędzi co najmniej najbliższe dwadzieścia cztery godziny. Popchnęła go na łóżko i powolutku zaczęła rozpinać guziki od jego białej koszuli. Uniosła suknię tak, żeby mogła siąść okrakiem na jego kolanach i kontynuowała powolne rozbieranie go. Wiedziała, że basista miał na nią ochotę jak tylko zobaczył ją w kościele. Wiedziała, że miał na nią ochotę przez całą zabawę weselną i nie potrafił grzecznie i kulturalnie trzymać swoich rąk, które najchętniej zbadałyby dokładnie każdy cal jej ciała. Wiedziała, że większość widziała wręcz naganne zachowanie pana młodego i śmiali się z żartów, które Bruce rzucał pod ich adresem.
         - Robisz to specjalnie – sapnął niecierpliwie, gdy brunetka zaczęła kręcić biodrami siedząc na nim – mogę wnieść… pozew! Że mnie maltretujesz…
         - Oj Kochanie… nie oszukujmy się… - zaczęła bawić się paskiem od jego spodni – oboje dobrze wiemy, że byś chciał… mmm…. Co my tu mamy, Skarbie? – uśmiechnęła się lekko i rozpinając rozporek, wsunęła tam rękę.
         - Zobaczysz… zemszczę s-się – jęknął, gdy ścisnęła jego nabrzmiałą męskość.
         -Nie moja wina, że nie umiesz mnie rozebrać – szepnęła mu do ucha – jak nie byłeś moim mężem, to nie miałeś takich problemów.
         Dostała się dłonią pod materiał jego bokserek i zaczęła go lekko masować. Pochyliła się, żeby mógł ją całować. Uśmiechnęła się, gdy jego usta wpiły się niecierpliwie w jej wargi. Poczuła, jak ręką sięgnął do jej włosów i próbował pozbyć się wszystkich spinek i wsuwek, które trzymały całą fryzurę, z którą Kate męczyła się kilka godzin. Zastanawiała się jak długo ma męczyć farbowanego blondyna, zanim przejdzie do rzeczy. Wiedziała, że gdyby tylko mu pozwoliła, to już by odpływała i zatracała się w jego ruchach, przyparta do ściany. Nie kochanie… będziesz miał mnie cały dzień… teraz możesz troszkę pocierpieć… uśmiechnęła się pod nosem i pociągnęła go za wargę. Nie pamięta, czy kiedykolwiek widziała w jego oczach takie pożądanie. Nie pamiętała, czy kiedykolwiek widziała w jego oczach takie uwielbienie i miłość.
         - Też cię kocham, mężu – wymruczała mu do ucha i litując się nad nim, zaczęła ściągać z siebie suknię.
         - O kurwa… o ja pierdolę… - patrzył jak zahipnotyzowany, gdy stanęła przed nim w samej bieliźnie – c-cudo – poczuł przyjemne mrowienie w dolnej części podbrzusza - o kurwa, jak mi gorąco – przełknął z trudem ślinę i nie mógł oderwać od niej wzroku.
         - Możemy temu zaraz zaradzić… - szybko zrzuciła z niego koszulę i spodnie, zostawiając go w samych bokserkach i nagle wybuchła śmiechem – masz… bardzo przewidywalną bratanicę i przyjaciela.
         - Co? – zapytał zdezorientowany i przyciągnął ją do siebie.
         - To, że wiedzieli na co się napalisz – szepnęła i po chwili poczuła, jak jego dłonie suną po koronkowym gorseciku i zatrzymują się na pośladkach.
         - Tak dobrze mnie znają… - mruknął i zaczął rozwiązywać wiązanie od górnej części jej bielizny – kurwa jak ja cię cholernie pragnę – wymamrotał i przetoczył się, żeby mieć drobną brunetkę pod sobą.
         Muskał ustami jej szyję i szybko rzucił w kąt gorset. Usłyszał cichutki jęk, gdy zajął się jej piersiami. Wygięła się, gdy złapał zębami sutek i otoczyła go nogami. Wplotła palce w jego farbowane włosy i przyciągnęła go do siebie. Zamruczała, że go kocha i zaczęła go zachłannie całować. Czuła jego ciepłe dłonie, które krążyły po jej ciele, wywołując na jej skórze gęsią skórkę. Kiedy dotarł do jej bioder, rozplotła uda i pozwoliła mu zsunąć z siebie majtki. Sam pospiesznie wyswobodził się z bokserek. Z głośnym i niecierpliwym westchnieniem powitała jego męskość w sobie. Pierwsze i z pewnością nie ostatnie tego dnia konsumowanie nowozawartego małżeństwa…
 
         Popatrzył czule na kompletnie wykończoną, śpiącą kobietę. Jak zawsze rozkopała pościel i spała do połowy odkryta. Uśmiechnął się pod nosem i znów poprawił kołdrę, otulając nią jej nagie ciało. Wiedział, że po kilku minutach wróci do punktu wyjścia, ale nie przeszkadzało mu to. Mimo, że nie chciał się za bardzo do tego przyznawać, ale uwielbiał o nią dbać i się nią zajmować. Uwielbiał poświęcać jej swój czas i troszczyć się o nią i o to, żeby niczego jej nie zabrakło. Uwielbiał ją rozpieszczać, sprawiać, że będzie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Dopiero niedawno zdał sobie sprawę z tego jak mocno ją kocha, dopiero niedawno zrozumiał, że razem z ich niedawno narodzonym synkiem są całym jego światem. Mruknęła coś niezrozumiałego przez sen i przekręcając się już zsunęła z siebie naciągniętą pod samą szyję kołdrę.
         - Oj Mała, Mała… - westchnął i pozbierał porozrzucane nad ranem elementy ich garderoby.
         Brunetka spała niecałe dwie godziny. Mimo, że basista mógłby chcieć spędzić ten czas zupełnie inaczej, pozwolił jej odpocząć i się zdrzemnąć. W końcu całą noc bawiła się na weselu, a później prawie od razu dali się ponieść emocjom i chcieli jak najszybciej, jak to określił Duff, „zalegalizować” swoje małżeństwo. Prawie bez chwili wytchnienia umilali sobie każdą minutę ich nowej drogi życia. Pierwszy raz mogli bez strachu, że ktoś nagle im przerwie swoim nagłym pojawieniem się, cieszyć się sobą. Pierwszy raz mogli bez skrępowania poddać się rozkoszy, bez tłumienia swoich reakcji i jęków. Pierwszy raz nie musieli uważać, żeby zbytnio nie hałasować, bo ktoś może ich słyszeć. Upajali się swoją miłością przez kilka dobrych godzin, zanim Marta straciła siły nawet na cichutkie westchnienia. Ale dobrze… śpij maleńka… obiecałaś mi jeszcze całą noc… i przygotowałem ci nawet małą niespodziankę… Uśmiechnął się i poprawił jeszcze raz kołdrę, która znalazła się na wysokości nerek brunetki.

                                                      Intuition, can't you see
                                                      Mistreator got the shake on me
                                                      Fire and water, rollin' dice
                                                      I'm gonna get you
                                                      No matter the price

                                                      I'm a hard man to fight

                                                      I'm an easy man to please
                                                      Baby don't you mess with me
                                                      Cause you couldn't take the heat
                                                      I wanna be your man
                                                      I wanna be your lover, baby
                                                      I wanna be your man

                                                      No complication, let me explain
                                                      I'll take you higher than an airplane
                                                      Look in the mirror
                                                      What do I see
                                                      I see the devil
                                                      And he's looking at me

         Kiedy przygotował wszystko, co zaplanował, by sprawić swojej żonie przyjemność, podszedł do łóżka, na którym spała. Pochylił się i zaczął leciutko muskać ustami jej odkryte plecy, podążając w dół wzdłuż kręgosłupa. Dobiegł do cichutki rozkoszny jęk. Jego żona się obudziła, ale nawet nie myślała się ruszać, żeby nie przerywać mu zajęcia. Było jej zbyt przyjemnie, by teraz to przerwać albo zakończyć. Nie miała pojęcia skąd w tym rockmanie brały się takie pokłady uczucia i czułości, pokłady troski i miłości. Oczywiście nie narzekała, bo w głębi duszy zawsze marzyła o takim mężczyźnie. Takim, który się nią zaopiekuje, który będzie ją kochał i przede wszystkim będzie zupełnie innym człowiekiem niż jej ojciec. Tak naprawdę nie potrzebowała więcej do szczęścia. Nie potrzebowała dowodów miłości w postaci prezentów czy kwiatów, nie musiała być zapraszana do restauracji czy kina. Nie potrzebowała mężczyzny, który był uznawany przez ogół społeczeństwa za ideał... potrzebowała tylko mężczyzny, który będzie jej wierny i obdarzy ją takim samym uczuciem jak ona jego i który będzie się o nią troszczył.
         - Mmmm… Duffy, jeśli tak ma wyglądać noc poślubna… - zamruczała, gdy basista klęknął nad nią i zaczął masować jej plecy - to ja mogę brać z tobą ślub codziennie…
         - Tak? A kiedy będziesz spać? – zaśmiał się i pochylając się, cmoknął ją w szyję.
         - No dobrze… co dwa dni… - przekręciła się i z uśmiechem patrzyła, jak basista chciał zająć się jej piersiami – wiesz, co mi się teraz marzy?
         - Oj z pewnością to samo co mi – wybuchnął śmiechem i przejechał dłońmi po jej krągłym biuście – ej! Za co? – zapytał udając oburzenie, gdy brunetka na żarty uderzyła go w ramię – no.. to o czym marzysz? Bo ja mam dla ciebie niespodziankę…
         - Niespodziankę? Uwielbiam twoje niespodzianki – zawołała, ciesząc się jak małe dziecko – co to będzie?
         Nie odpowiedział tylko zeskoczył z łóżka i pociągnął ją za sobą. Nie zważał na to, że brunetka jest całkiem naga i że zawsze go to rozprasza, że zawsze nie może oderwać od niej wzroku. Ale ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy! Nie rozumiem tego zupełnie! Jak ona może być tak nieświadoma własnego piękna? Jak może nie wiedzieć, jak działa na facetów? Na mnie! Przecież kurwa nawet nie mogę normalnie myśleć przy niej! Odgarnął jej rozczochrane włosy z twarzy i patrzył jak leniwie przeciera oczy. Taka rozespana wyglądała dla niego jeszcze bardziej słodko i wręcz niewinnie. Pochylił się i pocałował ją namiętnie, po czym zakrył jej dłońmi oczy i zaczął prowadził zaskoczoną dziewczynę w stronę łazienki.
         - Duff… co ty… - mruknęła, gdy kazał jej przekroczyć próg – ojej…
         Zabrał ręce z jej twarzy i ukazało się jej pomieszczenie ozdobione różami i zapalonymi świecami, które rozświetlały ciemną łazienkę. Zerknęła w kierunku ogromnej wanny i wytrzeszczyła oczy. Cała tafla parującej wody była przykryta płatkami czerwonych róż, które leciutko falowały. Wokoło ułożone były kolejne świeczki i zauważyła obok wiaderko z chłodzącym się w lodzie szampanem. Nie mogła wyobrazić sobie lepszej scenerii do spędzenia romantycznych chwil ze swoim nowo poślubionym mężem.
         - J-jak… kiedy… - odwróciła się i spojrzała na blondyna.
         - Miałem całe dwie godziny – złapał ją w talii i przyciągnął do siebie – podoba ci się?
         - Jest ś-ślicznie – wspięła się na palce i musnęła leciutko jego wykrzywione w uśmiechu wargi – skąd wiedziałeś, że marzę o gorącej kąpieli?
         - No… jestem twoim mężem, nie? – zaśmiał się i schylając się, podniósł brunetkę – chyba powinienem wiedzieć, czego pragnie moja żona – zaniósł ją do wanny i powoli zanurzył ją w wodzie – no… oczywiście prócz mnie…
         - Jakiś ty pewny siebie – zmarszczyła uroczo czoło i przesunęła się, żeby Duff mógł do niej dołączyć.
         Dawno nie była tak beztroska i szczęśliwa jak teraz, gdy siedzieli w obsypanej płatkami róż wannie. Dawno nie czuła się tak dobrze. Nawet zapomniała o całej przykrej sytuacji ze Slashem, jego zachowaniem i wyznaniem. Teraz wszystko przestało się liczyć. Teraz był tylko ten apartament, wanna, Duff, jego dłonie, które lekko gładziły jej pełne piersi. Oparła się wygodnie o jego tors i przymknęła oczy. Ubóstwiała jego dotyk. Dotyk delikatny i czuły ale zarazem męski i zdecydowany. Ubóstwiała czuć dreszcze na swoim ciele, gdy rysował opuszkami palców jakieś wzory na jej skórze. Wystarczył jego dotyk, a ona odpływała do innego świata… nawet teraz, gdy leniwie masował i pieścił jej biust, by ją odprężyć.
         - Co tam? – usłyszała cichy pomruk nad uchem.
         - C-co? – wyrwała się z transu i dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że cichutko wzdychała i przyciągnęła tym uwagę basisty – o-och… nic, nic… - zarumieniła się i położyła dłonie na jego rękach – nie przestawaj… mmm… cudownie…
         - Cała przyjemność po mojej stronie, Kwiatuszku – mruknął i zaczął muskać ustami wrażliwą skórę na jej szyi.
         Była tak upojona i zamroczona jego dotykiem, że nawet nie wiedziała kiedy, wsunął rękę między uda i krążył palcami po ich wewnętrznej stronie. Ciągle zastanawiała się, co on tak naprawdę myśli o niej, o jej ciele, o jej reakcjach na jego bliskość… co myśli o jej gestach względem niego… co sobie myśli, gdy zbytnio się nie trudzi i nie wysila, by sprawić jej przyjemność, a ona nie potrafi zapanować nad swoim ciałem, bo jest jej tak dobrze. Czy nie uzna tego za idiotyczne i głupie? Nie śmieje się w duchu, z tego jak łatwo może ją rozpalić? Nie śmieje się z tego, że ledwie ją dotknie i zacznie pieścić, a ona prawie od razu z trudem kontroluje swoje odruchy?
         Po kilkudziesięciu minutach spędzonych w kąpieli, przenieśli się z powrotem do sypialni, by dalej rozkoszować się swoimi rozgrzanymi ciałami. Mimo, że sypiali ze sobą nie od wczoraj, to ten kończący się dzień i czekająca ich noc, były wyjątkowe. Tak jakby na nowo się poznawali, na nowo czerpali radość ze swojej bliskości, tak jakby każdy kolejny raz był ich pierwszym i zarazem ostatnim; jakby chcieli nasycić się sobą; tak jakby to w ogóle było możliwe. Jakby kiedykolwiek mogli się sobą znudzić.
         -Mmmm… Maleńka, moja… - jęknął, gdy kobieta sunęła ustami coraz niżej i dotarła już do jego podbrzusza.
         Zamruczał i poruszył się nerwowo, gdy brunetka przejechała językiem po jego męskości. Przymknął oczy i poddał się czułym pieszczotom swojej żony. Do szaleństwa uwielbiał, gdy jej ciepłe, pełne wargi muskały z niesamowitym uczuciem jego najwrażliwsze i najbardziej podatne na dotyk miejsce. Do szaleństwa uwielbiał, gdy wychodziła z inicjatywą  tego typu pieszczot. Oczywiście miał wiele kobiet w życiu, które zajmowały się nim w ten sposób, ale żadna fanka, wynajęta dziwka, czy groupie, z którymi miał do czynienia, nie sprawiały mu takiej przyjemności jak Marta. Żadna z nich, choćby była mistrzynią w tego typu zabawach, nie mogła się równać z tym, co robiła jego żona. Żadna z nich nie potrafiła doprowadzić go do takiego stanu jak Marta. I mimo, że brunetka, która tak naprawdę dopiero uczyła się tego typu praktyk, nie miała zielonego pojęcia, co ma robić, żeby sprawić mu przyjemność, była cudowna. Mimo, że dopiero uczyła się jak i gdzie ma go dotykać, nie chciał jej poganiać, nie chciał tym bardziej zmuszać jej do czegoś, co mogło by ją zniechęcać. Ona decydowała, w jaki sposób będzie go pieścić i on jedynie dawał jej znak, że coś bardziej mu się podoba, mrucząc albo wplatając dłonie w jej gęste włosy. Chciał, żeby sama wywnioskowała, co go bardziej pobudza i która pieszczota sprawia mu najwięcej przyjemności. Nawet jeśli gubiła się w tym, co ma robić, basiście zupełnie to nie przeszkadzało, bo rekompensowała mu to czułością, z jaką zajmowała się jego męskością. W każde muśnięcie ust i w każde dotknięcie językiem wkładała całą swoją miłość do tego mężczyzny. Z zadowoleniem zauważył, że z każdym kolejnym razem, gdy decydowała się na takie doprowadzanie  go do rozkoszy, była coraz bardziej pewna siebie i wiedziała coraz więcej, co i jak powinna robić. Wyciągała dobre wnioski z jego reakcji na jej dotyk i ciągle starała się je udoskonalić. Zawsze z uśmiechem na twarzy przypominał sobie, sytuację gdy zdecydowała się po raz pierwszy zrobić mu taki prezent. Pamiętał jej zawstydzenie i rozbrajającą nieśmiałość. Pamiętał jak nieporadnie starała się nim zająć i sprawić mu jak największą przyjemność. Ciągle pamiętał to cudowne uczucie, gdy dziewczyna mimo swojego kompletnego braku umiejętności, doprowadziła go na skraj wytrzymałości.
         - Och, kurwa… idealnie – wymamrotał, gdy zacisnęła mocniej usta na jego męskości i powolutku wysuwała – jesteś… mmm… - poczuł przechodzącą przez jego ciało falę przyjemności – zajebista, Kochanie…

         Piła drugą kawę. Starała się nie zasypiać, ale ramię Stradlina działało na nią jeszcze bardziej usypiająco. Walczyła ze sobą, żeby nie zamknąć oczu i nie odpłynąć w krainę snów. Walczyła ze sobą, żeby nie pójść na piętro do Duffa, który odsypiał noc poślubną. Wrócili do domu jego mamy o dziewiątej rano po nawet nie trzech godzinach snu i brunetka nawet nie była w stanie ukryć zmęczenia i niewyspania. Nie dość, że nie spała poprzedniej nocy, bo bawiła się na weselu i później prawie przez cały dzień cieszyła się z mężem ich nowo zawartym formalnym związkiem, to jeszcze ubiegłą noc spędziła podobnie, tyle że dużo bardziej intensywnie. Oczywiście basista nie widział w tym problemu, bo jak tylko zjawił się w swoim rodzinnym domu, poszedł do swojej dawnej sypialni, żeby zregenerować siły. Chciał ją zaciągnąć do pokoju ze sobą, ale Marta czuła dziwne skrępowanie. W końcu była w tym domu gościem i chyba nie byłoby oznaką dobrego  wychowania spać w biały dzień do południa albo obiadu u zupełnie obcych ludzi. Duff… owszem jeśli chciał, mógł robić, co tylko chciał, bo się tu wychował i z pewnością jego mama i rodzeństwo tolerowało jego zachowanie. Ona ciągle miała w pamięci nauki swojej babci; pamiętała jak starsza kobieta uczyła ją zasad dobrego wychowania, bo jej własna matka nie zamierzała kiwnąć palcem w tej sprawie; pamiętała jak starsza kobieta mówiła, co wypada robić w towarzystwie, a co jest absolutnie zabronione. Może i była wtedy małą dziewczynką, ale ciągle szanowała słowa babci i starała się żyć według wyuczonych przez nią zasad. Jedynych zasad, które zostały jej przekazane, gdy była dzieckiem, a później nastolatką.
         - Na pewno nie chcesz się położyć? – zaśmiał się Bruce, gdy jej głowa po raz kolejny niebezpiecznie przechyliła się w kierunku Izzyego.
         - Nie… nie, wszystko ok… - mruknęła, przeklinając w myślach swoją niemoc.
         - Rozumiem… póki co musisz odpocząć od mojego braciszka i jego ślinienia się na twój widok i wolisz nasze towarzystwo…
         - Bruce, daj jej spokój – skarciła go trzydziestoparoletnia kobieta, siedząca obok niego – ty i te twoje głupie… docinki – uśmiechnęła się przepraszająco do brunetki – Duff powinien jej towarzyszyć tutaj, a nie wylegiwać się w łóżku.
         - Dobrze, dobrze… niech śpi. W nocy będzie wstawać do Jeffa – wymamrotała i rozczochrała Stradlinowi włosy – nie będziemy skazywać wujaszka na kolejną nieprzespaną noc.
         - Ja naprawdę nie wiem, co wy od niego chcecie! Przecież to jest najspokojniejsze i najgrzeczniejsze dziecko, jakie w życiu widziałem! – oburzył się.
         - Na miejscu młodego też byś nie spał, jakbyś wiedział co tatuś Duff chce robić z mamusią – Bruce wybuchnął śmiechem i rozbawił tym większą część towarzystwa siedzącego w salonie - Oj no dobrze Jane… już się zamykam – widząc mordercze spojrzenie żony, cmoknął kobietę w usta, by ją udobruchać – No Marta, to długo jeszcze zabawicie u mamy?
         - Nie wiem, co Duff zaplanował – upiła kawę i walczyła ze sobą, by znów nie ziewnąć – ja się tylko zgodziłam na ślub – zaśmiała się – on wszystko planował.
         - Na przyszłość nie pozwalaj mu na takie planowania – odezwał się Mark, który o dziwo pojawił się na uroczystości i nawet przyprowadził ze sobą swoją nową partnerkę – bo zaplanuje ci przyszłość z gromadką dzieciaków tak samo nieznośnych jak on sam – wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu i spojrzał na swoją starszą siostrę.
         - Mark, Mark nie strasz nam bratowej, bo jeszcze ucieknie z krzykiem – odezwała się Carol – Duff był dobrym dzieckiem, tylko trochę nieporadnym i… - urwała i spojrzała niepewnie na swojego młodszego brata – Matt? Coś się stało?
         Marta też szybko skierowała na niego wzrok. Mężczyzna wycierał pospiesznie i nerwowo kawę, którą rozlał, gdy jego siostra zaczęła wspominać czasy ich młodości i dzieciństwa. Brunetka widziała, że ubrany jak zawsze w garnitur Matt, próbował ukryć drżenie rąk i mamrotał tylko, że wszystko jest w porządku, tylko on się zagapił. Po chwili prawie wybiegł z salonu pod pretekstem przewietrzenia się; brunetka wiedziała, że uciekł, żeby się uspokoić i wspomóc się swoimi lekami. Rodzeństwo siedzące na kanapach i fotelach, nawet jeśli zauważyła jego dziwne zachowanie, to nie zareagowała i dalej opowiadała Marcie, jaki był kilkunastoletni Duff.
         - Marta, masz gościa… - po upływie pół godziny pojawił się już całkiem spokojny Matt – Axl mówi, że koniecznie musi z tobą pogadać…

         - Jak sprawy zespołu? – włożyła chłopczyka do wózka, który Axl zniósł ze schodów.
         - Chujowo… to znaczy niby jest ok, niby składamy coś nowego, ale… kurwa, bez Stradlina to nie to samo! Clarke owszem radzi sobie zajebiście, ale Izzy był naszym mózgiem! Trzymał wszystko w kupie… jak ktoś podsuwał jakiś pomysł na tekst, Izzy składał to w całość, jak Slash miał niedopracowany riff to Izzy go uzupełniał i robił z tego kurewsko dobry kawałek… brakuje nam teraz czegoś takiego…
         - No to może go namówicie do powrotu? – zapytała z nadzieją.
         - Nie… odszedł, to była jego decyzja i teraz chuj go obchodzi, co dzieje się z zespołem albo z nami… nie możemy sobie pozwolić na kombinowanie i zmienianie składu co kilka miesięcy w zależności od tego, czy chce mu się z nami grać czy nie…
         Wywróciła oczami i zupełnie nie mogła zrozumieć Axla. Przecież wieloletni przyjaciel jej przyszywanego brata wiedział jakie mniej więcej powody kierowały Izzym. Wiedział, że gitarzysta nie dogadywał się z Sorumem, wiedział, że Stradlina męczy ich stosunek do używek, wiedział, że byłemu członkowi Guns n’Roses przeszkadzało towarzystwo pijanych i naćpanych kolegów, bo bał się, że do tego wróci. Przecież Axl wiedział, że Stradlin odszedł z zespołu, żeby próbować ratować swoje małżeństwo, które jak się później okazało i tak było spisane na straty. Teraz uwolnił się od Annicy więc problem zniknął... tak samo jak pijaństwo i ćpanie reszty zespołu, bo przecież Duff nie brał od dawna i drastycznie ograniczył picie, Axl także nie nadużywał ani jednego ani drugiego... teraz Izzy nie byłby jedynym, który zmienił swoje życie!
         - A… powiedziałeś mu to? To, co teraz mówisz mi? Że brakuje wam go?
         - Niby po co? Przecież on wie jak jest, nie?
         - Właśnie chyba nie wie – mruknęła, ale nie zamierzała tłumaczyć wszystkiego Rose’owi.
         Nie chciała, żeby wokalista znów się zdenerwował, co ostatnio zdarzało mu się coraz częściej, gdy ktoś dopytywał się albo ingerował w sprawy zespołu. Wiedziała, że chciał być niezależny, że chciał kontrolować sytuację i nie dopuścić więcej do sytuacji, która miała miejsce przy odejściu Izzyego albo wcześniej z koniecznością wyrzucenia Adlera z zespołu. Wiedziała, jak bardzo Axl był zły i zraniony tym pozwem, który wniósł przeciwko nim Steven. Wiedziała, że Axl nie radził sobie z irytacją, gdy musiał chodzić do sądu i odpowiadać na irracjonalne pytania i zarzuty. Wiedziała, jak było mu ciężko, gdy sędzia rozstrzygnął sprawę na korzyść wyrzuconego perkusisty.
         - Miło ze strony Slasha, że zwalnia wam chatę na kilka dni…
         - Co? Jak… o czym ty mówisz? – spojrzała na niego zaskoczona.
         - Jak o czym? Dzwonił i mówił, że jak będę go szukał, to będzie u jakiejś… eee… kurwa nie pamiętam jak ona się nazywa, ale na pewno nie Renee – zmarszczył czoło – ja pierdolę… posuwa kilka na raz i przez to nie pamiętam…
         - T-to… on kogoś ma?
         - Mieszkacie w jednym domu i nawet się wam nie chwalił, że ma trzy różne dupy prócz Suran? – zdziwił się – nie wiem jak on to robi, że żadna z nich się nie zorientowała, że jest jedną z czterech, którym pierdoli coś o „wielkim uczuciu”…
         No… chyba jedną z pięciu, Axl… nie wiesz jeszcze o mnie… Co ten Slash sobie myśli?! Do czego on dąży?! Po co mówi mi jak nie kocha i że jest lepszy od Duffa, skoro ma jakieś cztery kochanki i to jeszcze jednocześnie?! Po co w ogóle mówił mi cokolwiek, skoro… po co, cholera, ja się przejmowałam tym, że mogłam go zranić?! Po co się zamartwiałam, że może był taki zły, bo zaniedbałam naszą znajomość?! No, kurwa, po co skoro on sobie pieprzy jakieś dziwki, czy kim one tam są i bawi się w najlepsze! Była zdenerwowana, ale nie chciała dać po sobie tego poznać. Udawała, że się zamyśliła i nawet nie zauważyła, że Rose zmienił temat.
         - No widzę, że Duff… - popatrzył jak ciągle tłumi ziewnięcia i przymyka oczy - dobrze się tobą zaopiekował wczoraj w nocy, Dzieciaku – rudowłosy zaśmiał się i uchylił się przed ciosem brunetki – no co? Dawno nie widziałem cię tak dopie…
         - Nie kończ – zasłoniła mu szybko usta – lepiej powiedz, jaką masz sprawę…
         - Psujesz mi całą radość z nabijania się z nowej rodzinki McKagan! - burknął, gdy zabrała dłoń z jego warg - Myślisz, że nie wiem jakie wyobrażenie o nocy poślubnej ma Duff? – wyszczerzył zęby, obejmując ją i dalej prowadził po ulicach Seattle – no… więc… eee… bo jak wiesz… chciałem pogadać…
         - No, Axl… - próbowała go zachęcić do mówienia i okryła leżącego w wózku Jeffa kocykiem.
         - Bo… c-czy… chciałabyś mieć dzieci? Ze mną?
         - Co?! – stanęła jak wryta i wytrzeszczyła oczy – o czym ty mówisz?
         - Eee… no chyba złe pytanie zadałem… to znaczy… bo chodzi mi o to czy… no bo… - zaczął się plątać, co było dziwne dla tak wygadanego człowieka – bo… gdybym… czy chciałabyś wyjść za mnie, gdybym się teraz oświadczył?
         - Axl… c-czy ty coś ćpałeś?
         Była zaskoczona tymi dziwnymi pytaniami. Ale jednocześnie ją przerażały. Przerażały szczególnie po tym, co stało się na jej weselu ze Slashem. Nie miała zielonego pojęcia do czego Axl zmierza i nie była pewna czy chce wiedzieć. Miała nadzieję, że chłopak się wygłupia, albo że faktycznie jest pod wpływem jakiegoś środka, który go trochę otumanił.
         - Nic nie brałem! No chodzi mi o to… bo czy ja się nadaję na ojca? Albo… czy ktoś chciałby mieć ze mną dziecko i… no założyć rodzinę? – lekko poczerwieniał na twarzy i nerwowo wykręcał sobie palce.
         - Czy… czy ktoś chciałby… c-czyli… czy gdybym była na miejscu Stephanie, tak?
         - Eee… n-no… tak – bąknął i zapatrzył się na czteromiesięcznego chłopca – czy gdybym zaproponował ślub i dziecko… no…
         - Och… Axl… ja.. nie wiem, co ona o tym wszystkim myśli – westchnęła i zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć – no… na weselu Stephanie wyglądała na szczęśliwą, jak na was patrzyłam…
         - Ale na tyle, żeby chcieć się związać? A jeśli myśli, że się nie nadaję? Przecież rozpisywali się w gazetach o mnie, bo ta jebana Everly narobiła szumu…
         - Hej… to bzdury! Dobry z ciebie człowiek… i masz podejście do dzieci – uśmiechnęła się, jak sobie przypomniała pierwsze spotkanie Jeffa ze swoim rudowłosym wujkiem – byłby z ciebie dobry tatuś.
         - Serio tak myślisz? – wyszczerzył zęby – i chciałabyś mieć dziecko z kimś takim jak ja?
         - Axl! – zawołała udając oburzenie – błagam, formułuj swoje pytania w inny sposób! – znów poczuła niepokój, bo przypomniała sobie agresywnego i pobudzonego Slasha – GDYBYM była z tobą związana, to… tak… i myślę, że byłbyś dobrym ojcem…
         - Dziękuję! – prawie zabrakło jej tchu, gdy Axl złapał ją wpół i mocno przytulił – wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć! – kiedy w końcu ją puścił, pochylił się nad wózkiem i radośnie powiedział – Wiesz, Jeffrey? Masz kurewsko zajebistą mamusię! No a twój tatuś ma zajebistą żonę!
         - Oj Axl, Axl… lepiej mi powiedz o co chodzi z tą trasą, którą planujecie w marcu…
         - Już wiesz? Myślałem, że to ma być niespodzianka…

         Powoli składała ubrania i układała je na równe stosiki. Dużo się ich zebrało przez prawie pięć lat, które mieszkała w tym domu. Czekało ją jeszcze pakowanie wszystkich szkicowników, książek, luźnych kartek z rysunkami i przede wszystkim ściągnięcie wszystkich swoich szkiców, które zajmowały całą powierzchnię ścian w jej dawnym pokoju. Z jednej strony cieszyła się, że Duff obiecał jej przeprowadzkę tuż po nowym roku i nawet sama mu zasugerowała, że było by miło, gdyby mieli coś tylko dla siebie i Jeffa. Rzecz jasna nie przyznała się, że jednym z głównych powodów chęci zmienienia miejsca zamieszkania był Slash. Jeszcze tego by brakowało, żeby Duff się dowiedział o tej… aferze na ślubie… o tym co Slash mi powiedział i co chciał zrobić. Przecież Duff chyba by go zabił! Już Izzy ledwie się powstrzymywał, a co dopiero Duff… Ale z drugiej strony spędziła tutaj najlepsze lata swojego życia. Tutaj wszystko się zaczęło. Tutaj zmieniało się jej życie, tutaj zmieniała się ona sama. Tutaj pierwszy raz od śmierci babci zaznała szczęścia, ciepła, troski, ale przede wszystkim miłości – tej ze strony mężczyzny i tej rodzinnej, którą obdarzył ją Izzy. Tutaj przełamywała swój strach przed ludźmi, strach przed przywiązaniem, uczuciem, przed bliskością. Tutaj nauczyła się żyć od nowa. Nauczyła się, że nie musi być popychadłem, którym była przez tyle lat w rodzinnym domu w Polsce. Nauczyła się, że nie wszyscy chcą ją skrzywdzić i zranić. Nauczyła się, tego, że warto zaryzykować i obdarzyć innych zaufaniem. To właśnie w tym domu, który na samym początku dzieliła z piątką mężczyzn o niezbyt dobrej reputacji, uczyła się, co znaczy kochać i być kochanym. Teraz w obliczu przeprowadzki, przytłaczał ją fakt, że zostawi tutaj tyle wspomnień. Część z nich oczywiście nie była miła… pamiętała trudne początki znajomości z Axlem, którego wręcz panicznie się wtedy bała… pamiętała kłótnie z chłopakami i nieporozumienia, których było jeszcze więcej… pamiętała nocne koszmary i strach, gdy budziła się w swojej pustej sypialni i gdy zbiegała ze schodów, by schować się w troskliwych ramionach Stradlina… pamiętała ból w sercu, gdy patrzyła jak jej współlokatorzy niszczą sobie zdrowie i życie narkotykami i alkoholem… pamiętała rzekomą zdradę Duffa i wszystko, co wtedy przeżywała… pamiętała, co działo się ze Stevenem, który z każdym dniem staczał się coraz bardziej… pamiętała liczne awantury ze Slashem, który, jak się okazało później, nie akceptował jej związku z Duffem. Ale była też cała lista sytuacji i wspomnień, których nigdy nie chciała zapomnieć, które chciała na stałe wszczepić do swojego umysłu. Chciała pamiętać do końca życia pewien chłodny marcowy dzień roku 1988. Chciała pamiętać do końca życia, jak zaczepił ją młody mężczyzna i zaoferował pomoc w postaci ciepłego posiłku, a później dachu nad głową. Miała nadzieję, że nigdy nie zapomni tego, jak zaczęła się przełamywać i bliżej poznawać z członkami Najniebezpieczniejszego Zespołu Świata. Nie chciała zapominać, jak rodziła się przyjaźń między nimi, jak stawali się jej bliscy. Nie chciała zapominać, jak poczuła do Duffa coś więcej i jak on przyznał się do tego, że się zakochał. Do końca swoich dni będzie pamiętać każdą szczęśliwą sytuację, którą przeżyła z Duffem. Z każdym dniem tych sytuacji było coraz więcej i więcej.
         - Boże, jaka z ciebie idiotka – zaśmiała się i otarła łzy, które napłynęły jej do oczu, gdy zaczęła wspominać – o cholera! – spojrzała na zegarek i zerwała się z podłogi – Lucy mnie zabije!
         Szybko przebrała się w coś nadającego się do wyjścia z domu i pobiegła na spotkanie z dziewczyną, której chciała załatwić pracę. Była prawie spóźniona, jednak miała nadzieję, że się nie spóźni.
         - O-och… - zderzyła się z jakimś mężczyzną - przepraszam, nie zauwa... S-steven?
         Wpatrywała się w człowieka, który jeszcze kilka lat temu mieszkał z nią pod jednym dachem. Człowieka, którego kiedyś mogła nazwać bliskim znajomym. Człowieka, który o mały włos nie zrujnował całego jej życia, głupim wybrykiem. Człowieka, przez którego cierpiała i myślała, że jej ukochany ją skrzywdził. Człowieka, który zniszczył Axlowi małżeństwo. Człowieka, który po części zniszczył Guns n’Roses. Człowieka, który pośrednio przyczynił się do odejścia Izzyego z zespołu. Człowieka, którego na pewno nie chciała teraz widzieć.
         - Chyba powinniśmy pogadać, nie sądzisz? – zmrużył oczy, w których prawie nie widać było błękitnych tęczówek.
         - N-nie… j-ja nie mam o c-czym z tobą rozmawiać – wymamrotała i chciała go wyminąć.
         - Ale ja mam o czym rozmawiać z tobą – złapał ją za przedramię, by po raz kolejny mu nie uciekła.

         Minęło pięć dni. Pięć dni jego nowego życia. Pięć dni u boku najpiękniejszej kobiety jaką widział na oczy, którą w końcu mógł nazwać swoją żoną. Nawet nie potrafił wyrazić słowami, jak bardzo jest szczęśliwy. Nie potrafił wyrazić słowami, jaki jest wdzięczny Izzyemu za ludzki odruch, o który nikt nigdy by go nie podejrzewał. Nie potrafił wyrazić słowami, jaki był mu wdzięczny za przyprowadzenie Marty do ich domu. Gdyby nie Stradlin… nigdy nie poznałby tej ślicznej brunetki, nie pokochałby jej, nie zmieniłby się dla niej, nie miałby wspaniałego synka i teraz nie nosiłby złotej obrączki na palcu. Gdyby nie Stradlin i jego dobre serce, kto wie czy Duff w ogóle jeszcze by żył? Może zapiłby się na śmierć? Może wziąłby za dużą dawkę heroiny przed koncertem i odleciał na zawsze?


Well I'm so far away.
Each step that I take is on my way home
A king's ransom in dimes I'd give each night
Just to see through this payphone
Still I run out of time
Or it's hard to get through
Till the bird on the wire flies me back to you
I'll just close my eyes and whisper
Baby blind love is true


I wanna lay you down in a bed of roses
For tonight I sleep on a bed on nails
Ohhh, I want to be just as close as the Holy Ghost is
And lay you down on bed of roses

Well this hotel bar's hangover whiskey's gone dry
The barkeeper's wig's crooked
And she's giving me the eye
Well I might have said yeah
Well I laughed so hard I think I died


Now as you close your eyes
Know I'll be thinking about you
While my mistress she calls me
To stand in her spotlight again
Tonight I won't be alone
To know that don't
Mean I'm not lonely
I got nothing to prove
For it's you that I'd die to defend

I wanna lay you down in a bed of roses
For tonight I sleep on a bed on nails
Ohh, I want to be just as close as the Holy Ghost is
And lay you down
I wanna lay you down in a bed of roses

         Zastanawiał się, czy jego żona już wróciła do domu, bo mówiła coś o spotkaniu ze znajomą. Miał dla niej rewelacyjną wiadomość. Być może udało mu się znaleźć dla nich nowe gniazdko. Co najlepsze znajdowało się dużo bliżej posiadłości, w której mieszkał Izzy, a wiedział, że dla Marty będzie to duży plus. Musiał tylko namówić brunetkę na obejrzenie domku i mogliby zacząć nawet zaraz omawiać warunki kupna domu od obecnego właściciela. Ale… najpierw musiała wrócić ze spaceru z tą nastolatką. Jak ona się nazywała? Lily? Lizzy? Lucy! Tak… Lucy… to chyba ta sama, którą Marta chce wkręcić Stradlinowi do pracy… może i dobrze… przynajmniej Izzy pozna kogoś nowego, może nie będzie taki ponury jak teraz… może Marta robi to celowo? Może chce nam wyswatać Izzyego? Bardzo dobrze! Jemu kurewsko potrzeba jakiejś kobiety! Normalnej, kurwa, kobiety, a nie jakiejś kretynki jak Kreuter! Uśmiechnął się pod nosem, mając nadzieję, że dobrze odczytał intencje brunetki. Fakt, oboje wiedzieli, że byłemu gitarzyście Guns n’Roses wręcz rozpaczliwie potrzebna jest kobieta. Oboje widzieli, co się z nim działo, jak strasznie był samotny, mimo ich obecności i częstych wizyt z małym Jeffem.
         - Ech, Izzy, Izzy… mi pomogłeś a sam jesteś taki pechowy… - mruknął do siebie i otworzył furtkę prowadzącą do ich domu.
         Prawie natychmiast się zatrzymał. Wyczuł, że coś było nie tak, tylko jeszcze dokładnie nie wiedział co. Wyczuł, że stało się coś złego, tylko co? Rozejrzał się niepewnie po terenie otaczającym dom. Niby wszystko w porządku. Jednak przeczuwał, że to tylko pozory. I wtedy zobaczył za domem jakiś bliżej nieokreślony kształt. Coś czego na pewno nie powinno tam być i nie było, gdy wychodził na zakupy. Ciało. Ciało kobiety, leżącej na plecach. Miała zamknięte oczy, była bardzo blada. Jednak nie to było najistotniejsze… poszarpana koszulka, którą miała na sobie była cała przesiąknięta szkarłatną cieczą. Taki sam los spotkał sweter, który miała zarzucony na ramiona.
         - J-jezu… n-nie… - upuścił torbę, w której miał zakupy i podbiegł do kobiety – b-błagam… b-błagam, p-popatrz na mnie – oczy zaszły mu łzami, sam nie wierzył w to co widzi – n-nie m-możesz… n-nie m-możesz m-mi t-tego z-zrobić…
         Drżącymi dłońmi zaczął błądzić po jej brzuchu i piersiach, szukając źródła krwi, która pokrywała całą powierzchnię białego materiału…

44 komentarze:

  1. Miałam takie huśtawki podczas czytania tego, że o Boże. Najpierw się poryczałam, potem było cudownie no i na koniec się cholernie przestraszyłam.
    Ciekawa ta Lucy... ciekawa jestem czy coś z niej ciekawego wyjdzie, jakiś Izzy czy coś xd
    Swoją drogą mogłabyś mu kogoś stworzyć, taki ponury,a taki kochany :3 ale może masz już co do niego jakieś zamiary :D
    Jak ja przeczekam tak długo na następny rozdział :((

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra napoczątku myślałam że stradlinowi coś odwaliło i coś takiego odstawia.. lol
    no dobra... i tak wiem ze tam na końcu to marte coś chce zabić, i ona przeżyje i będzie hepi <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Co za Slash! O.o No idiota! Co on sobie do cholery wyobraża?! I to jeszcze na ich ślubie?! Skończony dupek... Nie lubię go, no kurde nie lubię!
    Hetfield i Newsted na weselu! *.* Wielbię ich, nooo! :D
    Duff jest taki słodki, że ojeju :33 Naprawdę, sama słodycz :D Taki uroczy... :333
    Kurwa... Powiedz mi proszę, że ta dziewczyna co tam leżała, to nie jest Marta. Proszę. Proszę. A jeśli to ona... ZAMIERZASZ JĄ UŚMIERCIĆ?! CO TY... WYPRAWIASZ?! BOJĘ SIĘ CIEBIE... O.O
    Masz świadomość, że jeśli zrobisz coś Marcie, to już nie żyjesz? C:

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mogłaś zakończyć w takim momencie?! Jesteś okrutna! I weeeeź znajdź kogoś Izzyemu, tak mi go szkoda... Najlepiej tą Lucy! :3 Ja chcę już następny rozdział! xD

    OdpowiedzUsuń
  5. No to wersja tego komentarza przeznaczona na bloga nie zdradzająca tego co wiem, a wiedziec nie powinnam :D

    Hmm, to zacznę sobie do Slasha. O mojego biednego Slasha, który odstawił taką szopkę, że normalnie aż mam ochotę walnąć mu po głowie deską do prasowania. Dobra, rozumiem, chłopak się troche zdesperował, załamał i w ogóle nie wytrzymał już psychicznie. Do tego się najebał i zaczęło mu odwalać. Chociaż tak w tej chwili, to ja się zastanawiam nad tym, czy jego zachowanie było spowodowane tylko narkotykami, czy on sam świadomie, na tezeźwo byłby zdolny do takiego posónięcia. Hmm, w sumie, to wie co Marta przechodziła wiele lat temu (no nie tak wiele) i teraz chciał brutalnie zrobic jej to samo. Do tego twierdzi, że ją kocha, ale jakby jednak Marta nie zdołała się obronić, to by Slash zrobił jej krzywde, a Izzy'emu wrzeszczał, że nigdy by jej nie skrzywdził. Hmm, i weź tu zrozum naćpanego Slasha? Dobra, wiem, musze brac na niego poprawkę właśnie dlatego, że był naćpany i chyba jednak do końca nie wiedział, co takiego robi. Jednak śmiać mi sie zachciało, jak zaczął gadać Stradlinowi, że kiedyś Marta przyjdzie do niego w żalach itp..
    Tylko wiesz? Czegos mi tu brakowało. Co się stało ze Slashem, kiedy już dostał od Izzy'ego. Leżał tam gdzieś na trawie i zastanawiał się, jakie to jego życie jest do bani, czy może gdzieś sobie poszedł, czy co... chyba, że poszedł polować na następną naiwna, która będzie myślała, że jest jedyna. Nie no.. z tego Slasha to jednak niezłe ziółko, hah. Tylko ja się tak zastanawiam, jakim cudem udaje mu sie ukryć przed każdą z tych panien tą trójkę pozostałych. Bo wiadomo, jednak media czasem za nim biegaja... no chyba, ze ma jedna taką oficjalna, a reszta.. hmmm, no tak potajemne spotkania. Ale tak sobie myślę, że to wszystko to jest nadal proba zagłuszczenia tego, co on tam niby czuje do Marty. Nie pomogła jedna Joan, to stwierdził, że może pomoże kilka na raz, ale chyba też nie jest za dobrze. Aaa no i mamy Renee! Dobra, tylko o niej wspomniano.. ale jest :D

    Izzy, Izzy... mój kochany Izzy! Izzy się wkurwił. Chyba już kiedyś w tym opowiadaniu się tak porządnie wkurwił. Albo coś mi się myli, jednak coś mi świta, ze chyba coś takiego było. Dobra, wkurwić Izzy'ego, to chyba jest naprawdę ciężka sztuka i wcale to nie jest takie łatwe. Slashowi się udało... tak go wkurwił, że Izzy posunął się do rękoczynów. Hmm, dobra i tak nigdy nie pochwalam przemocy fizycznej jako rozwiazania sprawy. Zawsze można to wszystko załtwić jakoś dyplomatycznie, nie? Pogadać... wiem, wtedy ze Slashem nie dało się gadać. Poczekać, aż wytrzeźwieje i z nim pogadać... to chyba też by nie przyniosło jakiś efektwó. W sumie, to Izzy ze Slashem gadał o tym, co Hudson niby czuje. No i Hudson miał siedzieć cicho. Siedział, ale nie wytrzymał. Izzy też nie wytrzymał. Ha, dobrze, ze tam jeszcze Duff się o tym wszystkim nie dowiedział, bo dopiero by była jatka. W sumie, to wolę sobie tego nie wyobrażać, co by się działo, jakby Duff zobaczył Martę w takim stanie, jakim zobaczył ją Izzy. Podchmielony Izzy. Hmm, może jeszcze ten alkohol tak spotęgował u niego ten napad agresji? Jednak jakoś mi to pasuje do Stradlina. Wiesz, zawsze mam jego wizję, jako cichego płatnego marodercy (Leoś Zawodowec 2) Ale chociaż.. płatni mordercy, to chyba są spokojni, nie? Tak mi się wydaje, bo jednak nie zabijają w afekcie. A Izzy w tym momencie jednak działał w afekcie. Dobra, Slashowi się należało, ale i tak nie pochwalam takiego rozwiązania.
    Widzę, że Kate coś tam do Stradlina...
    "Nic się nie stało.. tylko się trochę zdenerowowałem" takie właśnie słowa powiedział Mattowi, jak chciał od niego tabletki? No coś w tym stylu. Jasne, tylko trochę się zdenerowował. Naprawdę, nic się nie stało. Tylko troche.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rose coś wie! No to niesprawiedliwe :p

      Usuń
  6. I jestem happy, bo jest tu mój kochany Axl. Jedny, jak go dawno nie było w tym opowiadaniu. W sumie, to ... chyba tylko na początku był, a potem gdzieś przepadł, bo mu na głowę jebło. Chociaż nie wygląda na takiego, co by miał coś z głową nie tak. Hmm, to mój Axluś zaczyna myśleć o dzieciach. Tak, myślę sobie, że w życiu każdego faceta przychodzi taki czas, kiedy to on zaczyna mysleć o dzieciach.
    A to rozumiem, że tu Stephanie nie ma tego swojego synka Dylana, czy jak to dziecko miało (no w sumie ma, tylko ze to już dorosły facet) na imie.
    W ogóle, to troche się zdziwiłam, że Axl jest jeszcze ze Stephanie. Jakoś tak myślałam, ze dawno już o niej nie myśli, a tu się okazało, ze z nią jest i chce mieć z nia dzieciaka! Ha, no nie mogłam, jak on tak zaczął wypytywać się Marty. Dobra, na początku to naprawdę wygladało troche dwuznacznie i dziwnie, ale Axl przecież nie miał nic złego na myśli, nie? I Marta mu powiedziała, że byłby dobrym tatusiem, ale nie wiadomo, co o tym wszystkim myśli Stephanie. Coś się obawiam, że ona moze mieć całkiem inne zdanie niz Marta. W sumie, to ja nie wiem nawet jaki charakter ona ma w tym opowiadaniu, bo chyba.. tylko było o niej wspominane. Nie wystapowała. Ale jak słysze Stephanie, to juz od razu jestem jakoś uprzedzona. Nie wiem, nie lubię jej. I zaraz mam czarne myśli, ze jak ona jest, to juz nie może dobrze się skonczyć, dlatego myśle, ze będzie miała inne zdanie co do ojcostwa Axla niż Marta.
    W sumie, to Axl juz powinien mieć kiluletniego dzieciaczka... jakby Erin nie poroniła.
    Ale ja sobie myślę, że Rudy też byłby dobrym tatusiem... jakby był spokojny. Bo te chwile, kiedy lekko się denerwuje, to juz.. wiadomo.

    Noc poślubna, dzień po ślubie... dobra, wiadomo, że słodko, uroczo i tak dalej. Nie będę się więcej na ten temat wypowiadała.

    Hm, no i minęło 5 dni. Duff zaczął szukać jakiegoś nowego lokum. Nie dziwie mu się. Ile można mieszkać w HH? Chociaż tak sobie myslę, że HH, to też już nie przypomina HH, tylko zrobili z tego taki normalny dom. W końcu mają małe dziecko tam, a dzieciak jednak musi mieć odpowiednie warunki. Ale wiesz.. teraz to sie zastanawiam nad jednym. Na początku to w HH każdy miał swój pokój, nie? No i teraz jak wszyscy się wyprowadzili, to dlaczego Jeff nie ma swojego pokoju, tylko jego łozczeko jest u Marty i Duffa? No chyba, że chcą mieć go tak blisko siebie. Albo sie boja, ze Slash by mógł wejsc do pokoju małego i zrobic coś głupiego. Hmm, ale jednak tak sobie myslę, że jakby Jeff miał swój kąt w postaci pokoju, to Marta z z Duffem nie zawsze by musieli być tak cicho, ha.
    No ale dobra, Duff zaczął szukać nowego miłosnego gniazdka. Marta ma mieszane uczucia, aby się wyprowadzić z HH. W sumie, to się jej nie dziwie. Jednak z tym domem wiąrze się bardzo dużo wspomnien. Tam wszystko się zaczęło, ale myślę sobie, że warto czasem isć do przodu i zostawić za sobą przeszłosć, prawda? No i Duff wraca sobie taki radosny, mając siatkę z zakupami i... jego radość poszła się jebać, jak zobaczył, to co zobaczył.

    Dobra, to chyba skonczyłam ta moja wypowiedz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nowy na http://whole-whotta-love.blogspot.com/ :D

    OdpowiedzUsuń
  8. No to teraz ja muszę coś napisać. Wiedziałam,że Slash będzie taki, kiedyś taki mi się wydawał. A teraz i tak go lubię. A teraz wiedziałam, że Steven się w końcu zjawi, był oszalały z żądzy zemsty i podejrzewam, że zaatakował Martę, lub ją uprowadził. A co do Slasha, na miejscu Izzy'ego nogi z dupy bym mu powyrywała. Przecież on chciał zgwałcić Martę!!! Jak on w ogóle śmiał. Zapomniał co ją spotkało. Zapomniał, że została zgwałcona! Jak on mógł, nie miał serca, mózg mu wyżarły te narkotyki? Rozdział świetny, znalazłam chyba jakieś 2 malutkie błędy, ale i tak świetnie się czyta.

    shiris

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierdolę, umarłam, nienawidzę Hudsona, dziękuję, dzisiaj nic więcej nie powiem, bo nie dam rady. Zabiłaś mnie tym rozdziałem, ale muszę to napisać, muszę muszę jeszcze raz: pieprzony skurwiel niech sobie swoją miłość wsadzi w dupę. Kurwa no! Dawno nie doznałam takiego szoku podczas czytania. Nie wiem co było gorsze, to czy końcówka. Nie no, Duff na końcu... Najstraszniejszy moment w całym opowiadaniu, z tego się zrobił jakiś horror nawiasem mówiąc (xd). Nie ale naprawdę, nawet nie wiesz jak taki mały, skromny czytelnik to przeżywa x__x
    Duff (w Twoim opowiadaniu, nie mówię nic o wyglądzie itd.) to ósmy cud swiata i niechże się ten Slash odpierdoli. No. Ale o tym mam do powiedzenia jeszcze duuuuuuuuużo. Skomentuję w wolnej chwili.
    No nie znoszę tego Twojego Hudsona, ale... mam jednak nadzieję, że nie zrobisz z niego kolejnego rządnego krwi psychopaty.
    Dobranoc :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie no chyba nie chcesz jej ukatrupić? Nie zrobisz nam tego. Mało na zawał nie padłam. Ledwo człowiek doszedł do siebie po delikatnie mówiąc wrednej wersji Slasha a tu taki zonk... Myślałam, ze porwanie, poszukiwania... a tu normalny horror. No chyba, że lubisz zaskakiwać i to np. nie jest Marta (pan psycho mógł plany zmienić i najpierw za kogoś innego się zabrać, ale po reakcji Duffa wątpię w swoje wersje...). Tak czy owak, powiem to jeszcze raz: NIE ZABIJAJ JEJ!!! Wiem, że to może nadało by inny wymiar opowiadaniu, pewne urozmaicenie etc. etc. ale nie możesz nam (i Duffowi rzecz jasna) tego zrobić.
    Już układałam w głowie komentarz o wstrętnym zachowaniu Slasha, a tu takie coś...
    Rozdziału samego w sobie nie komentuje - świetny jest.
    I proszę nie daj nam czekać za długo, wiem, że sesja, czytałam, ale nie wierzę, że nie zaczęłaś już pisać. Nie wytrzymamy zbyt długo.

    OdpowiedzUsuń
  11. A jeszcze, zapomniałabym:
    "jeśli chcecie poznać odpowiedzi szybciej niż przed publikacją 41. poczytajcie uważnie bloga, bo naprawdę tutaj są WSZYSTKIE informacje i wskazówki" tak... i to zdanie bardzo mnie zaciekawiło, bo w sumie to tylko to ostatnia scena mnie nurtuje i wierci mi dziurę w brzuchu. I tak, przypominam sobie rozważania psychopaty S. i chyba tylko większy zamęt tym sobie wprowadzam... Chyba, że coś jeszcze powinno zwrócić moją uwagę, a ze względu na porę nie trybie za bardzo? Może zdradzisz troszkę coś? Jakaś maleńka wskazóweczka?

    OdpowiedzUsuń
  12. Cholera. Jak ja mam teraz cokolwiek powiedzieć, po tej końcówce? Nosz kurwa, ja płaczę!
    Więc ograniczę się do paru słów: MÓWIŁAM, ŻE TAK, KURWA, BĘDZIE. WIEDZIAŁAM.
    Muszę się uspokoić...
    Zajebisty rozdział... Przepraszam za tą liczbę przekleństw, ciągle jestem w szoku.

    OdpowiedzUsuń
  13. dopiero teraz zorientoealam sie, ze pod poprzednimi rozdzialami moich komentarzy ni ma -.- nawet na onecie, no niewazne. jak c pisalam na fejsie ciagle probuje ten cholerny komentaz dodac, ale cos m nie idzie. mam adzije, ze to nie jest problem, czy cos. mam nadzeje, ze nagle potem z 30 komentarzy jak nie eiedej sie nie opoblikuje...


    zaczne moze od skomentowania tego rozdzialu, okej? do amtych zabiore sie juto, bo musze ponownieprzeczytac, bo moja pamiec jest slaba.

    po pierwsz... nie trdno bylo si domyslic, ze slash kocha marte. szkoda oczywiscie, ze powiedzial jej o m w taki sposob, ale coz... nie podoalo mi sie jrgo zachowanie, ale moz gdyby mu jakas fajna laske znalezc lub cos to moze by zapomnial? byleby wiecej nie robl takich rzeczy.

    moze teraz tak od dupy strony, troche. juz to stwierdzalam u rose na blgu, ale poworz sie. zaczynam zawazac, ze niektorzy(wieksza czesc) robi ze stradlina pokrzywdzonego losem czlowieka, co poglebszym na mysle stierdzam, ze on pasuje do takiej roli. niemniej jednak, kazdy zasluguje na odrobine szczescia :>

    teraz przejde do axla (wiem, wiem zaczynam od dupy strony, ale tak dla mnie lepej. najpierw to c dla mnie wazne, potem to mniej;)). wiesz... czytajac ten fragment z poczatku sobie pomyslalam 'cholera, kolejny sie zakochal. no ludzie dajcie spokoj!' ale zaskczylas mnie i to pozytywne. ;) przynajmniej axla ma z glowy, ze tak to ujme. ale n w sumie tez by mogl jasniej sfromulowac pytanie, no niewazne.

    teraz upojna noc. och, miec takie meza, aki duffa za meza to juz wgl *.* orgazm na miejscu ;D badzo lubie czytac akie sceny, niedosc z to tak bardzo pobudza moja wyobraznie to jeszcze no... z przjemnoscia to sie czyta, ze tak sie wyraze.


    a teraz koncowka. tutaj tp juz wgl szoku dostalam. spodziewalam sie jakiegos normalnego zakonczenia (czyt. klotnia, ewentualnie rozmowa) a nie czegos takiego! nie powim, niezle napedzialas mi stracha. ale mam nadzieje, ze mi nie usmiercisz matmy (boze... tak matmy... ;__;), marty, marty! bo spotkasz sie z moim gniewiem ;>


    i to chyba wszystko. postaram sie jutro (jesli mi tylko ns to pozwoli sprze) skomentowac poprzednie rozdzialy.
    ;*

    /diewithdark.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Zacznę od początku. Przyznam się, że przez pewien moment myślałam, że to Izzy robi. Siedziałam przed kompem i moja mina była taka: :O. Jaką ulgę poczułam, gdy okazało się, że to Slash.
    Myślałam, że opiszesz ślub, ale rozumiem, ja raczej też bym się nie podjeła. Noc poślubna cudowna, taka mega czuła <3
    A koniec.. mało co nie uroniłam łzy, gdy wspominała te pięć lat.. jeny, jakie to cudowne ;_; Potem wzmianka o Lucy, cieszę się, że jej pomaga. No i pojawił się Steven i zepsuł tą chwilę :c Zawsze lubiałam go najmniej z całego GnR, w zasadzie gdyby nie ten zajebisty uśmiech nie lubiłabym go wcale. Gdy przyszedł, pierwsza moja myśl: 'Może chce się pogodzić?'. Ale ta agresja temu zaprzeczyła. Tylko żeby Marta nie umarła, wtedy się załamie ;_;

    OdpowiedzUsuń
  15. u mnie nowy, także zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam już w czwartek, ale dzisiaj przypomniałaś mi o tym, żebym dodała komentarz :P No więc tak... ojacieżpierniczęłokurwa! Pierwszy na mojej liście podejrzanych jest Adler. Był na miejscu 'zbrodni?' (oby tylko nie zbrodni, a napadu), być naćpany... to wszystko stawia go w złym świetle. Ale gdzie się podział tajemniczy ojciec, który nie mógł dowiedzieć się o tym, że McKagan ma żonę i dziecko.
    I powiadamiaj, ja najbardziej. Najlepiej, gdybyś robiła to w komentarzach na moim blogu, ale jeśli ci wygodnie mailowo (tak, jak teraz) to może być ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Właśnie przeczytałam ten rozdział no i już się nie mogę doczekać następnego! Jestem po wielkim wrażeniem jaki posiadasz talent. Piszesz naprawdę świetnie :) Podoba mi się jak przedstawiłaś Gunsów, w taki nowy jak dla mnie sposób. Zawsze sobie ich inaczej wyobrażałam ale twoja wizja jest równie ciekawa i wciągająca. No i te zakończenia rozdziałów... Dlaczego mi to robisz ?! Wiesz z jaką niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, no kolejne przygody no i na WIELKĄ MIŁOŚĆ mojego kochanego Duff'a i Marty ;)Serdecznie cię pozdrawiam i życzę jeszcze więcej weny i jeszcze więcej rozdziałów :) -michaelle64

    OdpowiedzUsuń
  18. NN na right-next-door-to-hell.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobra, zbieram się i piszę. Jeeezuusmaria Duffie z Nazaretu co to, kurwaa było?! Wdech, wydech, wdech, wydech...
    Ech, tak jak Ci już pisałam, najbardziej emocjonujący rozdział ze wszystkich, myślałam, że dostanę zawału, podczas czytania targały mną takie sprzeczne uczucia, no huśtawka nastrojów, odlot jak na haju x____x I to chyba jest w tym wszystkim najstraszniejsze (jeśli chodzi o treść, bo technicznie to przerosłaś samą siebie, powaliłaś na kolana, jesteś geniuszem), że mamy jakąś radosną sytuację i nagle przerażającą. Haha, nie wiem jak Ty to robisz, że potrafisz tak zaskakiwać i manipulować moim skromnym umysłem xDDD
    No dobra, to teraz się zabieram za treść. No i tak... Zaczynam czytać, coś się dzieje. Ktoś ciągnie Martę, ktoś nieprzewidywalny i wybitnie chamski. Co oczywiste, moja pierwsza myśl to Slash, tylko on w obecnej chwili mógłby tak się zachować i tak myśleć, ale... KURWA! Z każdym kolejnym słowem nie wierzyłam w to co czytam. Ciągle słyszę o skurwielu Duffie i głównie o seksie, mamy tu takiego rozjuszonego faceta i... No tak sobie tłumaczyłam, że te wszystkie podłe teksty to faktycznie z takiej tragicznej miłości, a potem... TO oO Nie wiem jak faktycznie jest z tym Slashem, czy zachowywał się tak tylko i wyłącznie przez dragi..? No wątpię, w końcu wcześniej też aniołem nie był, opierdalał zarówno ją, jak i jego. Aaa, co ja gadam, Blondysia to nawet jebał po mordzie. W tym momencie zachował się jak zwykły psychopata-gwałciciel i... Tak myślę, że gdyby do mnie PRZYJACIEL, do tego na moim ślubie tak się przystawiał to spierdoliłby mi całą radość, mi, osobie która nie przezyła czegoś takiego jak Marta... No kurwa! Nie wiem jak się tak szybko pozbierała, ale chociaż to dobrze.
    Powiem Ci, że ten Hudson to przeraził mnie nie mniej niż końcowa scena. Nie chodzi nawet o taką brutalność fizyczną, ale właśnie to co mówiłam... Nie no, ja doznawałam coraz większego szoku z każdym jego kolejnym słowem. o.O Na samym początku opowiadania mamy takie sygnały, że jednak on do niej coś. Hmm nigdy tego nie wykluczałam, zważywszy na jego... zachowanie, ale przyznam, że ostatnimi rozdziałami i wzmiankami o Joan trochę to wrażenie uśpiłaś. Te podejrzenia, że jednak coś do niej czuje. No ale... Dobra, kocha ją, ta wiadomość sama w sobie może nie jest tak zaskakująca, ale to w jaki sposób ją przekazałaś, a raczej on przekazał... oO To się chyba wyklucza. Definitywnie.
    (+ wyjaśniło się, co takiego mówił Izzy'emu w którymś z pierwszych kilkunastu rozdziałów, coś, 'co rozjebie zespół'. )
    Dobrze, że chociaż nie przerwał ślubu! To dopiero byłaby fajna impreza.
    No i... Więc rozumiem, że... To jest miłość?!?! oO Prawie-gwałt i rzucanie jobami pod adresem Duffa to jest... Wyznanie miłości? Nie wiem, trochę tego nie rozumiem. Tak, spoko, kolega siem najebał, ale... To, co mówił i myślał, nawet nie teraz, ale już wcześniej, to jak próbował całować Martę, jak obrażał Duffiastego, jak się do nich rzucał... Wszystko to wygląda dla mnie tak, jakby on tak naprawdę źle definiował swoją 'miłość' i w rzeczywistości był tylko zauroczony Martą fizycznie, totalnie nie licząc się z jej uczuciami. Jakby myślał tylkotylkotylko i wyłącznie chujem i chciał ją zerżnąć na miejscu. Nie do konca wiem czy tak jest... Ale ja to tak widzę. Osobą, która kocha Martę jest Izzy (do którego zaraz dojdę) i mimo że nie jest jej facetem szanuje ją jak swoją własną dziewczynę i nigdy, przenigdy nie zrobiłby jej czegoś takiego - jeśli nawet zakochałby się w niej jak w kobiecie. Nie wiem, dla mnie Slash to psychiczny chuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. namęczyłaś się to Ci odpiszę! a co xd hahahahahahahahha
      widzę że idealnie oddałam to co chciałam przekazać w scenie slash-marta :D
      czemu szok z kazdym jego slowem?
      hah :D jak to powiedział Izzy Joan miała być próbą odwrócenia uwagi :D owszem chyba trochę mi się udało :D
      Izzy ciagle podkreslal ze jesli slash chociaz sie odezwie to rozpierdoli wszytsko i dlatego ma zamknąć ryj i zachowac to dla siebie (inna sytuacja by byla gdyby marta NIE BYŁA z Duffem i wcześniej nie czuła czegoś ;p to wtedy izzy nie mialby nic do powiedzenia xd)
      taaaaaaak to jest slashowa miłość! czy tylko fizycznie? no fizycznie to głównie :D w koncu nie raz pisałam ze sie wgapial w jej cycki albo cos tam hahahaha no kurwa tak! pociąga go zajebiscie... ale... w swerze psychicznej jakas tam milosc tez jest chociaz zajebisie uboga bo slash jest niezbyt... ogarniety w tych sprawach... tak myśli chujem, tak chciał ją wtedy zerżnąć... na jego usprawiedliwienie powiem ze procz dragow był mega srfustrowany ;p nie dopuszczal do siebie mysli ze oni kiedys ten zwiazek zalegalizują i juz kompletnie hudson straci szanse
      taaak izzy kocha marte tu nie ma nawet mozliwosci z dyskutowaniem o tym

      Usuń

  20. Powiem szczerze - chociaż kocham Slasha, to w tym opowiadaniu od zawsze jakoś tak mnie wkurwiał i irytował. Zawsze jak się pojawiał była taka napieta atmosfera i szczerze mówiąc zawsze czekałam na jakiś wybuch. I mam.
    Jeszcze jedna rzecz... Trochę mi to nie pasuje do tego dawnego przyjaciela Hudsona, ktory jeszcze na początku związku McKaganów zachowywał się... No, dziwnie, ale jednak bardzo przypominał Izzy'ego. To... Ja rozumiem że... Że za każdym razem, gdy do niego przychodziła to chciał tylko obmacać jej cycki, bo ją... eeee kocha? Planował jak tu ją wyruchać? Ona uratowała mu życie, on był lovely przyjacielem, zaprowadził ją do ginekologa, zachęcał, żeby powiedziała Duffowi o ciąży i... Cały czas chciał ją pieprzyć? Nie rozumiem go! Wytłumacz mi to! xD No bo staram się to pojąc, ale... No zobacz. Taki przykład: zakochany w Marcie, ulany wódką i naćpany koką Duff się nie kontruluje, wniosek: (lekko!) całuje Martę. Zakochany w Marcie, zalany i naćpany Slash się nie kontroluje, wniosek: wpycha jej jezyk do gardła, brutalnie obmacuje i próbuje zgwałcić. Taaaaaaak, faaaktycznie, ten Duff to jest rzeczywiście... chuj chujów. xd
    Trochę mi się jednak przykro zrobiło, bo wcześniej myslałam, że może, mooże jednak Slash po prostu... na swój sposób okazuje samotność i... Nie wiem.. Wróci do Joan albo znajdzie sobie jakaś laskę (w obecnej chwili nawiasem mówiąc żadnej nie życzę takiego faceta), ze znów będą się przyjaźnić, a teraz... Teraz co? Zabije Duffa? Hahaha, nie no, nie wiem, ale powtarzam: nie zrób proszę z niego kolejnego psychopaty, jeden Guns psychol wystarczy. xD I teraz Marta ma tylko dwóch najlbliższych przyjaciół, nie trzech, no... Ale tam, liczy się jakość, nie ilość...

    No i potem mamy Stradlina. Kuuuurwa, jak ja kocham Izzy'ego! To jest anioł nie człowiek, jak tylko pojawia się na horyzoncie to przestaję się stresować, jak w tym przypadku xD uwielbiam go, jego troskę o Martę i... sama chciałabym mieć takiego brata *_____* (pomijając fakt, że miałabym ochotę go... Eeee zgwałcić?). Hahaha, boję się rozpisywać, bo to wszystko zaraz za długie wyjdzie xd.
    ''Zajebię go... Ja go kurwa zajebię...'' - niby straszna sytuacja, ale trochę chciało mi się śmiać jak wyobraziłam sobie takiego zrywajàcego się z miejsca Stradlina, który podwija rękawy w szalonym biegu... xD I wcale nie mam takiego wrażenia jak Rose, że Izzy to taka meeega siła spokoju... No, owszem, trochę tak, ale na pewno nie w TAKIEJ sytuacji... O niee, to jest właśnie najgorsza dla niego sytuacja, naj-gor-sza. Gdy tylko ktoś spróbuje dobrać się do Marty bez jej zgody. A wtedy wychodzi z niego taki Devilish Izzy, który miota piorunami i zionie ogniem... xD
    I wiesz... W tym momencie... Byłabym baaardzo zawiedziona, gdyby Izzy mu porządnie nie wjebał prosto w szczenę. Bardzo dobrze. W pewnej chwili naszła mnie nawet taka myśl, że... 'no dalej, Izzy, zajeb tego skurwiela, zaaabij go!' Ale... Nie, nie, wtedy Izzusia zamknęliby w pierdlu :C No i jeszcze martwy skurwiel (ALE JEDNAK SEXI) Slash... Nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ja rozumiem że... Że za każdym razem, gdy do niego przychodziła to chciał tylko obmacać jej cycki, bo ją... eeee kocha?" hmmmmmm... szczerze mowiac... to nie do konca tak dziala ale owszem no jest facetem i myslal po czesci tak jak napisalas ALE nie od zawsze tak bylo.. to znaczy na poczatku jak cos mu sie uroiło że może się zakochał to ciągle eee... żyło w nim to co było na początku znajomosci... troska i czułość (bo przecież taki właśnie był) po jakims czasie no wyłamywał się i zaczal bardziej wiecej myslec jak o obiekcie seksualnym xd no a pozniej jak coraz czesciej slyszal jęki zza sciany no to kurwa hahaha frustracja rosła i zaczal marzyc tylko o tym zeby zrobic duffowi na zlosc i też ją posiąść ;p
      zgwałcic stradlina? ło kurwa z przyjemnoscia! no dziwisz sie stradlinowi z tak sie wkurwił? ja mu sie wcale nie dziwie ;p wystarczy ze wyobrazisz sobie co by sie stalo gdyby marta sie nie wyrwała... jak wtedy poczułby się Izzy? jego ukochana siostrzyczka dla ktorej bylby w stanie posiwecic zycie zostala drugi raz tak samo skrzywdzona... ba! nawet bardziej bo z ręki (a raczej chuja! xd) swojego przyjaciela.. osoby ktorej ufała

      Usuń
  21. Mimo wszystko to, co Hudson wtedy mówił było jeszcze gorsze niż to, co pieprzył wcześniej... Hahaha, jak usłyszałam o Duffie, któremu Marta się znudzi po tygodniu to pomyślałam, że tak mogłoby być właśnie w przypadku Slasha... To jemu prawdopodobnie by się znudziła... No i o Izzym, który chce ją zaliczyć... .___. Masakra. Odpierdoliło mu. No i znowu 'ukochana Marta' jak on to... A! 'pierdolona, kurwa, nieczuła...' Hahahaa no żałosny jest -.-

    Dalej mamy coś przyjemniejszego czyli... James :D <3 Ojejajejajeja moje modły wysłuchane, dziękuję! :D Daj mi tylko więcej Jamesa. Lub Kirka (wieem, że go nie lubisz, no ale... xd).

    Noc poślubna (czy to był dzień..? Whatever) *______* Aww, to było takie... Słodkie :3 Wiesz, że ja kocham ich wspólne sceny, jakiekolwiek, zresztą nie tylko ja i mam nadzieję, iż jesteś świadoma jak cudownie je opisujesz xD Nie mogę przestać jarać się tym Twoim Duffem *.* Kurdę, pojebało mnie, gdzie moja angry natura, no gdzie?! D: Ale... No kurwa, on jest taaaki kochany i w ogóle ma takie... fajne łapki (parafrazując to co tak poetycko opisałaś, hahahhhaaha xD) Ta wanna... Hyhy, punk Duff w skórzanych gaciach hoduje sobie róże, by potem zerwać je i melodramatycznie rozrzucić płatki jak bezkarna niewiasta... XD Czujesz to? Dobra, dobra, wiem przecież, że on nie miał żadnych gaci -.- Ale tak na serio to było taakie ładne, a Ty tak pięknie to opisałaś i tak dłuuuugo *_____* Moje serce się radowało. Ale Duffy nie umiał zdjąć sukienki... Boże... ;__; On! Wyobraziłam sobie tą determinację a zarazem zawód i zrezygnowanie... ;__; Biedny, nie mogł się dostać tam gdzie chciał... Hahahahaha, oni to robią specjalnie, ci producenci sukien xD Ale poważnie, oni się tak słodko, zajebiście mocno kochają (w każdym tego słowa znaczeniu) i... Najlepsze jest w tym wszystkim to, że już tyle razem przeżyli, są praktycznie nierozłączni (Nie! Ty też nie będziesz w stanie ich rozdzielić, zobaczysz! A nawet... Nawet jak będziesz chciała to... To Word nagle się wyłączy!), a nie takie z dupy wyjęte małżeństwo ludzi co to raz się przespali i myślą, że się kochają. No i w ogóle, och, ach, rzygaaam tenczom! :3
    Haha, rozbraja mnie Marta, która maltretuje Duffa xD A on jest wtedy taki... skonsternowany. Hmm no i właśnie tutaj mamy przykład tego jak ona się zmieniła dla niego, jak dobrze się przy nim czuje i jak dawne przeżycia odeszły w niepamięć... Ja tylko tak trochę nie rozumiem, czemu ona nigdy nie mówi mu tego wszystkiego co o nim myśli, no ucieszyłby się chłopak xd Sam obsypuje ją komplementami, a ona... No, rzadko na nie odpowiada, to mnie trochę zastanawia. Chyba że po prostu nie jest to opisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no za Izzyego ktory chce zaliczyc marte to jesli dobrze pamietam dostal nawet po mordzie xd :D
      JAAAAAAAAAAAMES :D hahahahaha jak sadzisz czemu on sie tu pojawił? jego zajebistosc jest tak zajebista ze musialam go tu jakos wcisnac :D
      dzień i noc poślubna :D więc DOBA poślubna :D a pozniej dziwota ze marta nie umiala usiedziec z rodziną bez zamykania oczu i przysypiania :D
      sukienki to on umie ściągac... ale suknia slubna to wyzsza szkola jazdy :D
      hahaha Word sie nagle zatnie? przykro mi obecnie siedze na OpenOffice'ie :D
      skonsternowany? hm? czemu? xd
      nie mowi wszytskiego co o nim mysli? to znaczy czego nie mowi?

      Usuń
    2. No to OpenOffice!!! xd Skonsternowany... No taki... Wiesz jaki... Zważywszy na to, że Marta raczej sama nigdy nie wyskakiwała z takimi... Inicjatywami xd No, przynajmniej kiedyś tak było.
      No w zasadzie... Oprócz tego, że go kocha nic mu nie mówi... Że tak reaguje na jego bliskość, że dzięki niemu jest jaka jest, a nie wciąż przerażona i zamknięta w sobie... Że miękną jej nogi, gdy tylko jej dotknie... No... Chociaż w sumie to może i jest oczywiste i zbędne, ale pamiętam że kiedyś było tak, że prawie wcale się do niego nie odzywała w ten sposób, tylko sama przyjmowała wszystko od niego... No ale może juz teraz tak nie jest, może przesadzam xdd

      Usuń
    3. hahaha ona by się spaliła ze wstydu jakby miała mu to wszystko powiedzieć xd
      to chyba dobrze, że ona wychodzi z inicjatywa?

      Usuń
    4. Hahaha, no wiem, ale mimo wszystko.. xd
      Dobrze! Bardzo dobrze :d

      Usuń
  22. Noooo i teraz wszystko jest tak idealnie, że oczywiście musi się spierniczyć... :c Ale to zaraz. Po kolei.
    Teraz Axelo. Hahhhahahhaha, kuźwa, uwielbiam go za te teksty xD Leżę i śmieję się do telefonu jak głupia... Yyy... jak ja. ''Bo… c-czy… chciałabyś mieć dzieci? Ze mną?'' XD hahahhaha, już widzę tą minę Marty... Lubię Twojego Axla. Jest taki... Normalny. Kiedyś był narwanym zboczonym popaprańcem, ale też nie do przesady i wyraźnie z tego wyrósł, przynajmniej częściowo. Zapewne wciąż jwst trochę porywczy itd, ale cieszę się, że nie zrobiłaś z niego kolejnego psychola z błyszczącym tasakiem, bo takich wizji Rose'a na blogach aż za dużo, robi się nudne. U Ciebie jest rozbrajający :d
    ''Wiesz, Jeffrey? Masz kurewsko zajebistą mamusię! No a twój tatuś ma zajebistą żonę!'' - nie ma to jak dobry wujek dbający o właściwy rozwój dziecka xd
    ach no i cichutko liczę na to, że jednak wezmą Izzy'ego z powrotem.

    No dobra dochodzę (......) do końca. Szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Hmm no tak, potrafisz przechodzić ze skrajności w skrajność, doprowadzając człowieka do arytmii serca. 1 - zUy Slash, zawał. 2 - noc poślubna, awww *.* 3 - Axl, hahhahaha. 4 - wspomnienia Marty, wzruszenie. 5 - Steven, niepokój. 6 - Duff - ojapierdolęjajebięaaaaaaaAaaaaaaa o BOŻE KURWA TRZĘSĘ SIĘ, PŁACZĘ, nie żyję! :OOOO ;__;
    To taki tam plan wydarzeń odzwierciadlający mniej więcej moje emocje. Nie wiem co powiedzieć o końcówce, czytając tak mi waliło serce, że... No ja wiem, wiem. To było przewidywalne, a przynajmniej ja to przewidziałam. Jak tylko czytałam pierwsze wzmianki o Stevenie kilka rozdziałów temu i upiorny sen Marty to wiedziałam, że on jej coś zrobi. Porwie? Zgwałci? Dźgnie nożem? Spodziewałam się tego, mniej więcej w taki sposób, ale... Nie teraz, nie tak szybko, nie w tym rozdziale... To był jakiś horror, no, tak jak mówiłam. Czytasz sobie o mega zakochanych McKagankach, którzy są słodcy i szczęśliwi aż do bólu, a tu takie coś. Masakra. PIĘĆ DNI PO ŚLUBIE. Nie wiem co dalej zamierzasz, ale nie napiszę żebyś jej nie zabijała, zdaję się na Ciebie, a co wymyślisz będzie ciekawe. Jak umrze to moje wrażliwe na słowo pisane serduszko prawdopodobnie pęknie, bo ona, bo Duff, bo Jeff. ;__; Mimo wszystko powiem tylko, żebyś pisała jak chcesz, bo te tragiczne sytuacje też są ciekawe i baaardzo, bardzo poruszające, fantastycznie to wszystko opisujesz, mam ciary na plecach.
    Jeszcze ten przerażony Duff... Jak ona umrze to... To jego dusza spłonie o__O Kurwa, nawet nie wiesz ile czasu po przeczytaniu nie mogłam przestać mysleć o tym opowiadaniu. Powaliłaś mnie tą końcówką, mimo że się tego spodziewałam.

    Co tu jeszcze... No... Czekam na kolejny z ogromną niecierpliwością, mam nadzieję że sesja nie zabije w Tobie chcęci pisania i zaraz po niej jebniesz nam przeeedługi, zajebisty rozdział. :3 Pisaj, pisaj.

    Hmm tak na marginesie to jakoś nie potrafię wyobrazić sobie takiego Stevena-mordercy/zbrodniarza? Noo wszyscy, ale Stevie? Moje Słoneczko? Mały Popcornik, dziecko szczęścia z wyszczerzem na ryju? XD Nie wiem, staram się po prostu przyjąć to do wiadomości, bo wyobrazić nie umiem.

    Powodzenia na sesji! :D (i mam nadzieję, że zrozumiałaś ten mój bełkot, wybacz, że nie umiem sklecić sensownego komentarza :p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. axl normalny? no bo kurde... to naprawde byl normalny facet ;p moze porywczy i z klopotami ale no kurde... nie moglam zrobic z niego jakiegos idioty :D
      a rozmowa z marta xd specjalnie taka była :D
      ze niby co było przewidywalne? hmmmmm?
      pierwsze wzmianki o stevenie? eeee? o czym mowa? xd
      oj tam fantastycznie opisuje! ;p

      Usuń
    2. Haha no ja też tak uważam, tylko że większość ludzi uważa go właśnie za psychopatę albo przynajmniej tak go opisuje...
      Pierwsze wzmianki czyli momenty, w których się pojawiał, bo pamiętam że się pojawiał... Nie mów mi że to nie był on bo coś takiego było... Coś że ktoś oglądał zdjęcia Marty, Duffa i Izzy'ego mówiąc, że zniszczyli mu życie... A potem ten sen Marty o uśmiechającym się facecie...
      Przewidywalne to, że planuje jakąś zemstę, bo zapewne COŚ się stało, chociaż teraz... Teraz, znając Ciebie, zaczynam mieć wątpliwości, że dziewczyna to Marta... Równie dobrze to może być Joan... Właściwie tylko ona, bo Duff zareagowałby tak tylko na nie dwie... Co nie zmienia faktu, że Steve raczej Marty całej nie zostawił.

      Usuń
    3. znają mnie? xd ej nooo! ja wcale nie pisze takich mało spodziewanych rzeczy żeby szukać podstępów itp!

      Usuń
    4. Piszesz! :D Zawsze jak czegoś jestem pewna to potem okazuje się, że chodziło o coś/kogoś zupełnie innego!

      Usuń
  23. A mi to już nie raczysz odpowiedzieć na komentarze, niedobra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosie kochanie ja nie mam na co ci odpowiedziec! xd zresztą już dawno to zrobiłam PRYWATNIE

      Usuń
    2. Dwa zdania mi chyba odpowiedziałaś :D dobra, dobra.. nie czepiam się.

      Usuń
  24. Rose, jaki bulwers! :D

    Duffowa... jestes w odwiedzanych, bo jestes nieliczna osoba, ktorej blg z opwiadqniem czytam, tak jak ci juz oisalam! :*

    OdpowiedzUsuń
  25. O Mój Boże!!!!! Aż nie wiem od czego zacząć. W końcu udało mi się nadrobić, a tu takie coś. To co Slash odpierdolił było okropne. A Izzy zachował się jak prawdziwy facet i brat, wymierzył mu dwa mocne ciosy. No należało się Slashowi, zrobiłaś z niego niezłego sukinsyna :D I ta okropna końcówka... mam nadzieję, że Marta żyje i Steven nic jej złego nie zrobił. Pisz jak najszybciej następny bo umrę z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  26. ja piernicze chociaż nas upewnij że marta nie umrze !!! :( chyba,że hmmm może to jego matka haaa możliwe . dobra dobra ale marta ma nie umrzeć nie możesz tego zrbić . ej powiedz mi proszeee kiedy będzie następny rozdział *.* ? ? ? ?

    OdpowiedzUsuń
  27. Matko. To było genialne! Ta akcja ze Slashem, noc poślubna, troska Izzyego (ubóstwiam go!), ale końcówka... Marta nie może umrzeć! Teraz nie zasne dopóki się nie dowiem czy ona żyje...

    OdpowiedzUsuń
  28. Wreszcie przeczytałam to wszystko jeszcze raz.
    Czytam Twojego bloga już od samego początku.
    Jednak..stwierdziłam że muszę go poznać na wylot. No i zaczęłam czytać jeszcze raz.
    Czyli teoretycznie mam podwójną lekcje pokory.
    W moim blogu, jednym "główniejszych" bohaterów jest Duff.
    Więc gdy czytałam tą noc poślubną...PRZYSIĘGAM, myślałam że się potnę mydłem.
    Nie no..oczywiście żartuje.
    Użyłaś tu takich słów..jakich ja szukałabym w głowie przez..hmm miesiąc? :D

    Idealnie opisałaś ich uczucia, reakcje i zachowania.
    Popłakałam się dwa razy. Tak po prostu.

    Najpierw ze względu na slasha. Nie wiem dlaczego, ale myślę że pod jego agresją czai się coś zupełnie innego. Kocha tą dziewczynę mocno i chociaż sam się do tego przyznaje..chyba stara się to ukryć przez..samym sobą.
    Nie wiem..odniosłam takie wrażenie.

    Bardzo podobało mi się zachowanie, Izzy'ego jak zawsze z resztą.
    Widać między nim a Martą tą braterska miłość.

    No i na koniec..James i Lars <3
    Jak pojawia się ta dwójka, to naprawdę muszę powiedzieć że nie ma chuja we wsi.
    No..także tego.
    Chyba opisałam tu wszystko to co chciałam, odnośnie tego rozdziału.
    Jeśli chodzi o całe opowiadanie to..nie dobra. Zajęło by mi to co najmniej dwie kartki na Wordzie.

    Jesteś zajebista i piszesz zajebiście. Koniec. Kropka. Amen. <3



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie przepraszam, tylko James.
      Skucha po całości :<

      Usuń
    2. ależ ja chętnie poczytam :) nawet 10stron :D

      Usuń
  29. Czy ty chcesz,żebym ja tu zeszła na zawał jak ona nie przeżyje to ja się zabije!!!!! Mówię całkiem serio! Przecież Jeff musi mieć swoją zajebistą mamę, a Duff!!!!??? On bez niej zgonie nie możesz do tego kurwa dopuścić!(chyba że mam ostrzyć tasak...?) Nienawidzę Stevena nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę. A miało być tak pięknie ;_____________;

    + zajebiście piszesz. Znalazłam twojego bloga jakimś tam cudem i przyznaję że masz niesamowity talent pisarski. Też bym tak chciała...

    OdpowiedzUsuń