sobota, 19 lutego 2011

00. Prolog

Postanowiłam niczego nie udoskonalać... wrzucam wszystko w formie, która widniała na onecie...
prolog doczekał się zacnych 5 komentarzy xd 
Oczywiście, jak to zwykle bywa, prolog drętwy i niemający póki co żadnego związku z GnR, ale zacząć jakoś trzeba…
Zapraszam do czytania i komentowania
Ps. Dla jasności dodam, że akcja prologu dzieje się na początku lutego roku pańskiego 1988 
***


- Ale mamo… - dziewczynie załamał się głos – p-przecież j-ja nie mogłam nic zrobić… j-ja…

- Ty głupia dziwko! – wrzasnęła kobieta, uderzając swoją córkę w twarz – Myślisz, że uwierzę ci w taką bajeczkę? Puściłaś się, wpadłaś i teraz próbujesz zrobić z siebie męczennicę! Tego bachora – wskazała brodą na brzuch dziewczyny – usuniesz póki jeszcze możesz…

Dziewczyna ze łzami w oczach wybiegła z kuchni i pobiegła do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Usiadła na łóżku, podkurczyła nogi pod brodę i kompletnie się rozpłakała. W chwili, której potrzebowała pomocy bliskich osób, jej matka jeszcze bardziej ją znienawidziła, pokazała jej jeszcze mocniej, że jest żałosną namiastką córki, której tak naprawdę nigdy nie chciała.

Trzy tygodnie temu jej świat legł w gruzach. Została zgwałcona. W pechowy styczniowy wieczór wracała przez park z lekcji angielskiego; nie słyszała nawet, że ktoś za nią idzie, miała bowiem na uszach słuchawki i słuchała kasety zespołu, który ostatnio zawładną jej sercem. Mężczyzna, który pociągnął ją w ciemną alejkę, był dobrze zbudowany i niewiarygodnie silny – nie miała najmniejszej szansy, by mu się wyrwać, albo próbować go uderzyć; zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie zapobiec skrępowaniu jej rąk, zdarciu z niej ubrania i w końcu brutalnemu wykorzystaniu jej ciała. Niedługo po tym wydarzeniu okazało się, że jej oprawca, nie pozwoli jej tak szybko zapomnieć – była bowiem w ciąży. Matka, która nigdy nie okazywała jej ciepła ani miłości, wykorzystała ten fakt, by jeszcze bardziej znienawidzić córkę i pokazać jej, jaką wielką porażką jest w oczach swojej rodzicielki.

Kiedy już się uspokoiła, szybko poderwała się z łóżka i sięgnęła pod obluzowaną deskę pod łóżkiem i wyjęła stamtąd niewielką szkatułkę. W środku był pokaźny plik pieniędzy – zbieranych przez całe miesiące z korepetycji, których udzielała prawie codziennie od ponad trzech lat. Od samego początku wiedziała, na co oszczędza – od dzieciństwa marzyła, żeby wyjechać do Anglii albo jeszcze lepiej do Stanów… Teraz nadarzyła się idealna okazja do tego, żeby uciec… teraz już nic jej nie trzymało w Polsce; dziś przestała wierzyć, że matka kiedykolwiek ją pokocha, że ojciec kiedykolwiek przestanie pić, że kiedykolwiek poczuje się jak w prawdziwej rodzinie; przestała się łudzić, że będzie mogła żyć w tym mieście, w tym kraju jako normalny szczęśliwy człowiek. Trzy miesiące wcześniej skończyła osiemnaście lat, więc nie będzie miała problemów z przekroczeniem granicy, pieniądze na bilet lotniczy i na pierwsze kilka tygodni życia spoczywały na jej kolanach w małej skrzyneczce, którą dawno temu dostała od babci… jedynej osoby, która tak naprawdę ją kochała i która umarła cztery lata temu.

- Babciu… - szepnęła do siebie – tak bardzo cię kocham… i przepraszam, że tyle razy cię zawiodłam…

Spakowała kilka ubrań, książek i kaset ulubionych zespołów do torby podróżnej i usiadła na parapecie, rozglądając się po swoim niedużym pokoju. Większa część powierzchni ścian pokryta była przeróżnymi plakatami grup rockowych i punkrockowych. Każdy kto choć trochę znał się na tym rodzaju muzyki bez trudu rozpoznałby takie zespoły jak Led Zeppelin, Ramones, Sex Pistols, Queen, Black Sabbath czy Aerosmith.

Jednak przez muzykę i ogólne podejście do świata dziewczyna była odrzucana przez rówieśników, którzy uważali ją za kompletną dziwaczkę. Nie miała nawet jednej przyjaciółki, czy nawet koleżanki, z którą mogłaby porozmawiać, której mogłaby się zwierzyć. Była przekonana o tym, że nie warta jest uwagi, że w sumie nie dziwi się ludziom, że nie chcą z nią gadać; miała strasznie niską samoocenę, która oczywiście była zupełnie nieadekwatna do wartości jakie prezentowała – była drobną, zgrabną i przede wszystkim inteligentną nastolatką o słodkim uśmiechu i bystrych oczach, która miła w głowie coś więcej niż ostatnie trendy mody, kosmetyki; nie prowadziła rankingu przystojnych chłopaków i listy najszybciej tracących cnotę dziewczyn tak jak jej znajome z klasy, które można by uznać całkiem obiektywnie za puste plastikowe lale. Zdecydowanie Marta – bo tak miała na imię – nie miała w sobie nic z tandetnego kiczu, które prezentowały współczesne nastolatki. A mimo tego, to właśnie ją uznawano za debilkę, z której można się tylko naśmiewać, za brzydką i mało inteligentną osóbkę, która na siłę chce zrobić z siebie gwiazdę – nic bardziej błędnego.

- Witaj Los Angeles… - powiedziała do siebie gasząc światło w swoim pokoju i opuszczając swoje mieszkanie, w którym od niecałej godziny nikogo nie było.


2 komentarze:

  1. Hej :) Właśnie zaczynam czytać Twojego bloga 6 raz. Jest on tak.. Zajebisty że naprawdę się cieszę, że go znowu piszesz. Co jakiś czas sprawdzam czy coś
    się nie pojawiło, dzisiaj patrzę a tu nowe teksty. Piszesz świetnie i jeśli tylko chcesz to rób to dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak: weszłam tu z ciekawości i mówię sobie: "a co mi tam, przeczytam ten prolog". Wciągnął mnie ten początek :D. Teraz lecę czytać kolejne rozdziały i mam nadzieję, że zachwycą mnie tak samo (lub bardziej) jak prolog. A tak przy okazji... Gunsi rządzą ;)

    OdpowiedzUsuń