czwartek, 7 lutego 2013

43.



um... nie sądziłam że ten rozdział przysporzy aż tyle problemów... zwłaszcza że jedną głupią scenę z Izzym pisałam chyba 3 dni!
ale na szczęście załapałam dziwny stan i wyciągnęłam prawie 12 stron...
hm... nie wiem co powiedzieć o tym rozdziale... w sumie... jest tu dziwny zlepek scen które są... które dzieją się w bardzo podobnym czasie do tego co pisałam w 42. i nagły trzymiesięczny przeskok... ale musiałam! musiałam, bo nie mogę się doczekać rozdziału 44.
i... od razu zaznaczam nie wiem kiedy nowy rozdział, gdyż... hmm... nie mam nawet połowy a zajęło mi to już 8 stron + jest to dość ciężki do napisania rozdział... ale sądzę, że treści zrekompensują wam czekanie na kolejny...
dziękuję moim... recenzentkom! haha bez was napisałabym to jakieś totalne głupoty!
i... kolejny apel (ha! przynoszą jakieś minimalne rezultaty) jeśli w ankiecie wzięło udział prawie 140 osób... to błagaaaam! niech chociaż połowa z tych ludzi wypowie się i podzieli opinią o rozdziale!
***  
 Spojrzała na zegarek. Minął kolejny kwadrans. Bała się poruszyć. Nie chciała go obudzić. Wiedziała, że jeśli teraz otworzy oczy, to od razu będzie chciał iść do szpitala. Im dłużej wypoczywał i spał, tym lepiej dla niego. Ale było jej tak strasznie niewygodnie. Leżała w praktycznie jednej pozycji od ponad czterech godzin. Był pogrążony w spokojnym śnie, wtulał twarz w jej piersi i mocno ją obejmował. Każdy jej najdrobniejszy ruch sprawiał, że basista nerwowo mruczał przez sen i bardziej się przytulał, jakby czegoś się obawiał. Pogładziła jego farbowane włosy i westchnęła. Zastanawiała się, jak mogłaby mu pomóc. Co mogłaby zrobić, żeby poczuł się lepiej, żeby zapomniał na chwilę o tragedii Joan. Powinna mu coś powiedzieć? Wystarczy mu jej obecność i bliskość? Wiedziała, jak bardzo był rozdarty… między swoją skrzywdzoną siostrą a swoją nową rodziną. Podejrzewała, że Duff miał poczucie winy, że zaniedbuje swoją żonę i synka. Ale przecież nie była o to zła! Wręcz była w stanie go błagać, żeby skupił się na bardziej potrzebującej jego obecności Joan.
- Cześć, Skarbie – szepnęła, gdy usłyszała cichy pomruk – lepiej się czujesz?
- Teraz… tak – przejechał nosem po jej piersiach osłoniętych tylko cieniutkim materiałem stanika – a-ale muszę wracać do szpitala…
- Daj sobie trochę czasu… teraz jest przy niej Matt – cmoknęła go leciutko w usta, gdy podniósł się wyżej na poduszkach i ich twarze się zrównały – im więcej odpoczniesz, tym będziesz miał więcej siły, żeby przy niej być…
Pogładziła go po policzku. Czuła pod palcami kłujący dwudniowy zarost. Spojrzała w jego podpuchnięte ze zmęczenia oczy. Widziała ból, ale dostrzegła też wdzięczność. Poczuła łzy, które zaczęły przesłaniać jej obraz. Zamrugała szybko kilkakrotnie i przysunęła się do Duffa. Musnęła czule jego wargi. Potrzebowała go. Tak strasznie go potrzebowała, mimo że nie chciała się do tego przyznawać. Wiedziała, że to rozbiłoby go jeszcze bardziej, że już całkiem nie wiedziałby, co ma robić i przy kim powinien zostać. Chciała poczuć jego bliskość, chciała wiedzieć, że jest przy niej. Nie minęły nawet dwa tygodnie od ich ślubu, a tyle się wydarzyło. Mieli być teraz najszczęśliwszymi ludzi na świecie, mieli cieszyć się swoją obecnością, przeprowadzić się do nowego domu i razem go urządzić i odświeżyć. Ale teraz… teraz była tylko troska o Joan, ból po tym, co musiała przeżyć. Teraz oboje zamartwiali się, co będzie z tą trzydziestokilkuletnią kobietą, jak się pozbiera, jak się będzie zachowywać, czy będzie sobą. Teraz Marta czuła się, jakby umykało im coś, czego nie będą w stanie odbudować za miesiąc, pół roku, za dwa lata. Wydawało się jej, że tracą najlepsze chwile swojego związku. Ale jednocześnie wiedziała, że nie mogli nic na to poradzić. Zdawała sobie sprawę z tego, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Obecnie ważniejsze od jej własnego szczęścia było dobro Joan i to żeby po tym wszystkim pozbierała się i potrafiła normalnie żyć.
- Przepraszam – wymamrotał między kolejnymi delikatnymi całusami, którymi go obdarzała – n-nie tak miało to wszystko wyglądać…
- Wiem, Duffy… - odgarnęła mu włosy z twarzy – to nie twoja wina – objęła go i ciągle muskała jego usta – jakoś sobie poradzimy, hm? Mamy siebie i razem przez to przejdziemy…
Przetoczył się, żeby znaleźć się nad nią. Z wdzięcznością zaczął oddawać pocałunki. Oparł się na łokciach, żeby jej nie przygnieść i spojrzał jej w oczy, mrucząc, że ją kocha. Zżerało go poczucie winy. Paliło od środka. Był jej mężem, a ostatnio prawie cały czas siedział w szpitalu. Wracał tylko, żeby przespać się kilka godzin i przebrać i znów tam jechał. Nie pomagał Marcie przy Jeffie, zupełnie odsunął w czasie ich przeprowadzkę i przede wszystkim najbardziej bolał go fakt, że tak zaniedbywał tę brunetkę. Nie przytulał, nie całował, nie spędzał z nią czasu, nie kochał się z nią. Odkąd Joan znalazła się w szpitalu, nawet nie dzielili ze sobą łóżka, bo Duff spał nawet w środku dnia i później pędził zmienić któregoś ze swoich braci. Jak mógł tak odpłacać się Marcie za jej dobroć, cierpliwość? Za zrozumienie i miłość, którą go darzyła? Cała jego obecna egzystencja zamykała się w kilku słowach. Szpital, Joan, sen, jedzenie, prysznic. Gdzie tu miejsce na jego nowozałożoną rodzinę? Gdzie miejsce dla Marty i Jeffa? Niewdzięczny dupek! Mógłbyś okazać jej jakieś uczucia! Ciepło! Cokolwiek, kurwa! Co ci przeszkadza wrócić ze szpitala i po prostu ją objąć? Zaproponować chwilę dla siebie? Chwilę dla Jeffa?! Jesteś chujem, McKagan, a nie dobrym mężem!
- Hej… nie zmuszaj się…– wymamrotała między kolejnymi całusami, gdy poczuła, jak dłońmi sięgał do jej stanika – nie zmuszaj się, jeśli nie masz ochoty… - zamruczała cichutko, gdy leciutko ścisnął jej pierś – Duffy…
- Chcę, Maleńka – szepnął i zaczął ją powoli rozbierać.

Był poirytowany. Nie… to za mało. Był wkurwiony. Po raz kolejny wszystko przegrał. Kolejny raz któryś z tych dupków zabrał mu wszystko, co miał! Który tym razem? Chyba obydwaj! Był tak cholernie wkurwiony. Miał ochotę coś rozpierdolić w drobny mak, pragnął siłą zagarnąć to, co przez nich stracił. Nie obchodziłyby go wtedy konsekwencje tego czynu. Miałby gdzieś to, że przyczyniłby się do pogorszenia sytuacji, że z pewnością nie zyskałby tego, o co mu chodziło. Przede wszystkim… że stałby się taki jak jeden z nich. Stradlin… pierdolony święty Stradlin… jesteś taka głupia czy naiwna, żeby wierzyć, że to taki zajebisty facet?! Czym ten chuj cię omamił, że wpatrujesz się w niego jak w jebany obrazek?! Że słuchasz go jak pierdolonej wyroczni?! W ogóle go nie znasz! Dałaś się wciągnąć w jego kolejną pojebaną grę! Myślisz, że wiesz kim jest?! Myślisz, że znasz jego przeszłość?! Powiedział ci kiedykolwiek, jaki z niego skurwysyn?! Powiedział ci?! Podzielił się swoimi wspomnieniami z podbojów jakiś małolat?! A może jesteś kolejną naiwną kretynką?! Może nikt z nas o tym nie wie?! Może wskoczyłaś mu do łóżka tak samo jak te szmaty? Może teraz cię szantażuje, że wszystkim powie, jaka byłaś łatwa?! Może dlatego tak go słuchasz?! Myślisz, że nie wiem, jaki on jest?! Jebany gnojek ciągle przyprowadzał jakieś laski do domu i wypierdalał je po godzinie czy dwóch! Czasem nawet zaliczał w ciągu jednego kurewskiego dnia dwie panienki! Mówił ci o tym?! NIE, KURWA! Dlatego myślisz sobie, że masz takiego kryształowego „braciszka”! Jeszcze się przekonasz! Jeszcze, kurwa, będziesz żałować, że mu tak zaufałaś! Prychał pod nosem i zapalił następnego papierosa. Z każdym dniem narastała w nim złość i frustracja. Nie pomagało mu nawet picie. Nawet seks z jedną z jego kobiet nie przynosił ulgi. Tak… jedną z jego kobiet. Był tak zły i zdesperowany, że nie mógł się zdecydować, nie mógł dochować wierności Renee. Potrzebował czegoś bez zobowiązań. Potrzebował czegoś, co dawała mu Amanda, czegoś, co oferowała Betty. Oczywiście Renee o nich nie wiedziała, bo i po co? To jego sprawa, co robi w wolnym czasie. Amanda i Betty miały swoje mieszkania, w których Hudson mógł się z nimi spotkać, załatwić sprawy i po prostu wyjść bez strachu, że zostanie przyłapany przez swoją kobietę. Czemu Betty? Betty przypominała mu Daisy… Ach Izzy… może powinienem powiedzieć Marcie o Daisy, co? Może warto pokazać jej, jakim dupkiem byłeś? Sądzisz, że będzie zachwycona, jak się dowie, że jej cudowny przyjaciel łamie wszelkie zasady? Który jest chujowym przyjacielem, bo w ogóle nie liczy się z czyimiś uczuciami? Jak ty to zrobiłeś, że ona jest taka ślepa?! Jak umiesz tak zajebiście grać?! Przypomniał sobie to prawdziwe oblicze Izzyego, które tak dobrze kamuflował. Daisy… kim była Daisy? Guns n’Roses było wtedy jeszcze garażowym zespołem, ale już wtedy mieli grupkę fanów i fanek. Jedną z nich była młodsza o trzy lata od Slasha dziewczyna. Wysoka blondynka, która wyraźnie była nim zainteresowana. Czy Slash coś od niej chciał? Wtedy priorytetem było by po prostu kogoś wyrwać i przespać się w ciepłym łóżku z całkiem możliwym dodatkiem w postaci śniadania. Slash był zainteresowany Daisy. Stradlin o tym wiedział. Nagle się zainteresował i uwiódł. Hudson był bez szans. Każda młoda kobieta albo nastolatka ulegała właśnie temu niepozornemu chłopakowi z Indiany. Prawie każda bez wyjątku to właśnie jemu wskakiwała do łóżka. To dla niego traciły głowę, przed nim rozkładały nogi. I to właśnie przez niego były wyrzucane jak zepsute, nieużyteczne zabawki. Blondynka też padła jego ofiarą. Ba! Nawet ją okradł, bo przecież potrzebował kasy na kolejne dragi. Po tym wydarzeniu więcej jej nie zobaczyli. Nie była pierwszą, nie była ostatnią. Stradlin nadużywał swojego uroku i był w stanie uwieść dosłownie każdą dziewczynę, nie licząc się z konsekwencjami. Część z tych panienek wpadła nawet w narkotykowy nałóg przez gitarzystę. Więc kim jesteś Izzy? Jesteś zwykłym chujem! Gorszym ode mnie i McKagana razem wziętych! Gorszym od Axla, który z dziewczynami załatwia wszystko pięściami! Gorszy od pieprzonego Stevena i jego intryg! A ta idiotka ciągle cię kocha i ślepo w ciebie wierzy! No jak to kurwa zrobiłeś?! Co jej zaoferowałeś?! Czym ją zbajerowałeś?! W czym jestem gorszy, że mnie traktuje jak kawałek ścierwa?! To wszystko przez ciebie! Tak bardzo chciał zniszczyć mu życie. Tak samo, jak Izzy nie raz psuł je Slashowi. Jedynym sposobem było powiedzenie o wszystkim Marcie. Tylko jak skoro nie chciała z nim rozmawiać? Jak miał się do niej odezwać i zdradzić jej, jaki Izzy jest naprawdę, skoro ona praktycznie przed nim uciekała i nie zostawała z nim sam na sam? Może dziś mu się uda? Może będzie sama w domu, bo Duff będzie u Joan? Jeśli pozwoli mu się chociaż odezwać… może uda mu się wszystko naprawić między nimi? Podbudowała go ta myśl. Musi tylko wszystko na spokojnie wytłumaczyć i przeprosić. Przecież do cholery, nigdy nie chciał zrobić jej krzywdy! Dziś jest ten dzień. Dziś się pogodzą i Slash postara się zająć miejsce Izzyego.
- Tak… dzisiaj ci się uda – mruknął pod nosem i z lepszym humorem ruszył w kierunku domu.
Miał wystarczająco dużo czasu, by ułożyć sobie w głowie, co powinien powiedzieć. Ułożył sobie cały plan wypowiedzi. Wypunktował sobie w myślach, o czym wypada wspomnieć, co ma przemilczeć, żeby ukazać się w lepszym świetle. Kupił butelkę wina dla brunetki i whisky dla siebie. Jeśli tylko da mu dojść do słowa, szybko ją przeprosi. Jeśli zgodzi się na rozmowę, zaproponuje jej alkohol, żeby otworzyć jej umysł na rewelacje o Izzym, które chciał jej przekazać. Kiedy znalazł się pod drzwiami wejściowymi miał już zbudowaną całą przemowę. Popędził schodami na piętro i stanął jak wryty. Miał nadzieję, że się przesłyszał. Modlił się w myślach, żeby to co dochodziło do niego zza drzwi sypialni Duffa było tylko urojeniem. Ale nie… usłyszał kolejny słodki jęk. JEJ jęk. Złość powróciła ze zdwojoną siłą. Przecież miało go nie być! Co tu robił? Dlaczego znowu ją posuwał? To Slash powinien tam z nią być! To on powinien sprawiać, że jęki i westchnienia będą coraz głośniejsze! Slash i nikt inny! Następne odgłosy namiętnego seksu małżonków. Gitarzysta zaczął tracić panowanie nad sobą. Nici z planów pojednania i przekonania do siebie brunetki. Chuj wziął jego plan zdekonspirowania Izzyego. Butelki. Miał w rękach butelki! Danielsa sobie zachowa. Musi się urżnąć po tym, co zastał w tym pieprzonym domu. Ale wino? Trzask. Nawet nie wiedział, kiedy roztrzaskał butelkę z czerwonym trunkiem tuż przy framudze drzwi do pokoju Duffa. To wystarczyło. W jednej chwili wszystkie dźwięki ustały. Doszły go jakieś szepty i nerwowy głos McKagana, ale nie zamierzał tego słuchać. Poszedł do swojej sypialni. Zamknął z całej siły drzwi. Wszystko się zatrzęsło.

Mały Jeffrey spał słodko w wózku. Marta poprawiła kocyk, którym był okryty. Zmierzała w kierunku miejsca zamieszkania swojego przyjaciela. Siedzenie w tym domu ją przerażało. Zwłaszcza, że on tam był. Sam. Duff całe dnie spędzał w szpitalu i nie miał pojęcia, co działo się w umyśle jego żony. Nie chciała go dodatkowo zadręczać i martwić. Wiedział, jak bardzo przeżywa dramat Joan. Nie musiała mu marudzić o tym, że boi się przebywać w tym samym miejscu co Slash… sam na sam z kimś kto całkiem niedawno był jej bliskim przyjacielem. Nie chciała go obarczać jeszcze troską o nią samą i o jej wspomnienia, które teraz wróciły ze zdwojoną siłą. I Jon! Jak ona mogła być taka głupia? Co ona sobie wyobraża? Jak ma spojrzeć w oczy temu człowiekowi? On na pewno to wyczuł! Musiał.
- Ech ten wujek. Widzisz, Jeff? Znowu nie zamknął drzwi na klucz – mruknęła pod nosem i weszła do domu – tego akurat nie możesz się od niego uczyć.
Rozejrzała się w poszukiwaniu swojego przyszywanego brata. Jedyne, co dostrzegła, to straszny bałagan w salonie. Wywróciła oczami. Już kiedyś mu mówiła, że tu ledwie da się w miarę bezpiecznie przejść z miejsca na miejsce. Wyciągnęła Jeffa z wózka i ułożyła go na kanapie, na której zawsze zasypiał, gdy spędzał czas u swojego chrzestnego. Obłożyła go dla bezpieczeństwa poduszkami, żeby przypadkiem nie spadł z sofy. Powoli zaczęła sprzątać. Byle tylko dało się poruszać bez potykania się o wszystko. Nie słyszała szumu wody, nie było go w kuchni, więc pewnie jeszcze spał. Albo nie było go w ogóle?
- O mój Boże – wyszeptała, gdy zerknęła do jego sypialni – co to, kurwa, jest?
Miała wrażenie, że znalazła się w pokoju dotkniętym całkiem niezły tornadem. Praktycznie nic nie było na swoim miejscu. Trudno w ogóle mówić o jakimkolwiek ładzie. Wiedziała, że Izzy nigdy nie należał do pedantycznych osób, ale widok petów, roztrzaskanego szkła, całej masy pudełek po Fast foodach, albo paczkach papierosów, które przykrywały całą powierzchnię podłogi, był dla niej szokiem. To szkło… skąd się tu w ogóle wzięło?! I to jeszcze w takiej ilości. I drewno. Kawałeczki mahoniu z jego ulubionej gitary. Dalej jej wzrok spoczął na ścianie. Brunatne plamy i więcej szkła na podłodze. Czyżby koniec żywota kilku butelek whisky? Jeśli w salonie graniczyło z cudem poruszanie się, to co dopiero tutaj? W szoku próbowała chociaż trochę ogarnąć pomieszczenie. Po kilkunastu minutach udało się jej bezpiecznie dotrzeć do łóżka. Tak jak podejrzewała Izzy ciągle spał. Poprawiła mu kołdrę, która zsunęła się z ramion i zabrała się za dalsze sprzątanie.
- Ałć! Kurwa – jęknęła, gdy skaleczyła się odłamkami szkła – niech cię szlag, Izzy – burknęła pod nosem – sam się zajmiesz tym burdelem.
Skierowała się do łazienki, żeby przemyć ranę i znaleźć kawałek plastra. Cud, że Stradlin w ogóle posiadał apteczkę. Jak on mógł tak zapuścić ten dom? Coś się do cholery stało? Przecież część z tych… śmieci ma co najmniej miesiąc jak nie więcej! A to szkło? Po co tłukł butelki? Po co niszczył swojego ulubionego akustyka?! To przecież to nie ma sensu! Ciągle nie wierząc w to, co zastała w jego sypialni, zerknęła czy Jeff ciągle śpi. Grzeczny chłopiec. Chyba wiedział, że jest już u wujka i włączyła mu się funkcja aniołka. Ogarnął ją smutek. Może to wszystko wokół… może to przez brak kobiety w życiu Stradlina? Może przydałby mu się ktoś, kto by go pilnował, kochał? Przede wszystkim ktoś, kto by się nim zaopiekował, bo sam sobie nie radził? Zaczynała do niej docierać smutna prawda. Ten człowiek był samotny. Cholernie samotny i to było widać na każdym kroku. Nawet w sposobie, w jaki patrzył na Jeffa. Dlaczego wcześniej nie widziała tej rozpaczy w jego oczach, gdy patrzył na nią i na jej synka? Dlaczego nie widziała tej niemej prośby? Czemu nie dostrzegła wcześniej błagania o pomoc? Przecież w nim wszystko krzyczało! Każdy jego gest był gestem tęsknoty; był gestem zazdrości o Duffa, który miał wszystko to, czego on sam pragnął. Teraz go rozumiała. Rozumiała, czemu był taki przygnębiony przed ślubem. Izzy… kochany, co ja mam z tobą zrobić? Przecież cię nie zmuszę, żebyś znalazł sobie jakąś fajną dziewczynę i się zakochał! Nie mogę ci sama kogoś znaleźć! Wiem, jak reagujesz, jak chociaż próbuję cię zachęcić do kogoś! Wiem! Izzy, Izzy… dzięki tobie jestem szczęśliwa…teraz chyba moja kolej, żeby jakoś ci pomóc? Tylko powiedz mi jak… do cholery, jak?! Pogrążona w myślach, zaczęła przygotowywać śniadanie. Tak strasznie chciała mu pomóc, ale była praktycznie bezradna. On musiał wykonać jaki krok. On musiał zacząć szukać. Podejrzewała, że on po prostu się bał. Nie chciał się przyznać, ale bał się odrzucenia. Bał się powtórki związku z Annicą.
- Co ty tu… robisz? – usłyszała lekko zachrypnięty głos – czemu sprzątałaś?
Odwróciła się szybko. Jej oczom ukazał się ledwie stojący na nogach Izzy. Podpierał się framugi drzwi i był blady jak ściana. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Pierwszy raz widziała go w takim stanie. Chwiejnym krokiem wszedł do kuchni i próbował utrzymać równowagę.
- Dobrze się czujesz? – zapytała zaniepokojona.
- Nie wiem… - wymamrotał i zatoczył się lekko – nie… c-chyba nie…
Podeszła szybko do niego i podprowadziła go do krzesła. Dopiero teraz zauważyła, że ostatnimi czasy schudł. Wcześniej tego nie dostrzegła, bo zawsze jakoś kamuflował to ubraniami. Ale teraz? Był bez koszuli, spodnie ledwie trzymały mu się na biodrach. Stracił spokojnie około pięciu kilogramów. Odgarnęła mu włosy z twarzy. Na czole zalśniły mu kropelki potu. Przyłożyła mu dłoń do policzka. Był cały rozpalony. Zajrzała mu w oczy. W pierwszej chwili pomyślała, że chłopak złamał się i ponownie sięgnął po narkotyki. Ale źrenice miał normalnej wielkości. Rozchorował się? Izzy? Przecież on nigdy nawet nie miał głupiego kaszlu!
- Co ci jest?
- Nie wiem… od wczoraj… - zmrużył oczy – od wczoraj się tak chujowo czuję.
- Zrobiłam śniadanie… powinie…
Nie dokończyła, bo Izzy tylko pokiwał przecząco głową i szybko podszedł do zlewu, pochylając się nad nim. Przymknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Jego żołądek znów się buntował. Samo wspomnienie o jedzeniu wywołało falę nieprzyjemnych mdłości. Od zeszłego popołudnia na sam widok jedzenia wszystko podchodziło mu do gardła. Gdy próbował coś przełknąć, prawie natychmiast to zwracał. Kręciło mu się w głowie. Gorączka osłabiała go jeszcze bardziej. Co mu do cholery było? Dlaczego znów czuł jakąś rewolucję w żołądku? Syknął, gdy poczuł na karku chłodną dłoń brunetki. Pogładziła go po plecach i mruknęła coś pod nosem.
- C-co?
- Pytam, co wczoraj jadłeś…
- Nie wiem… w salonie coś chyba zostało – jak tylko wyszła, pochylił się i ponownie zwymiotował.
Odkręcił wodę i przepłukał usta. Niecierpliwił się. Ile jeszcze będzie go mdliło? Przecież cały wieczór i pół nocy całkowicie opróżnił żołądek! Nie mam, kurwa, czym rzygać! Co do cholery?!
- Chcesz mi powiedzieć, że to był twój wczorajszy obiad? – weszła do kuchni z talerzem z jakimiś resztkami jedzenia.
- Noo… ale nie każ mi na to patrzeć…
- Izzy… zwariowałeś? To… to przecież… - wywróciła oczami i wyrzuciła to do kosza – przyniosłam ci to pięć dni temu!
Wzruszył tylko ramionami i opadł na krzesło. Wystarczyło na niego spojrzeć. Od razu widać było, że nie jest z nim najlepiej. Był osłabiony, męczyła go gorączka i jeszcze całkiem możliwe zatrucie pokarmowe. Zaprowadziła go do salonu. Przeniosła Jeffa do pokoiku, w którym zawsze spał, jak zostawał u Izzyego.
- Siadaj… albo… może lepiej się połóż – posadziła Stradlina na kanapie – skoczę do apteki, hm? A ty spróbuj coś zjeść… tu masz same tosty, jeśli nie chcesz kanapek.
Szybko skierowała się w stronę najbliższej apteki i sklepu spożywczego. Nie była biegła w domowych sposobach leczenia, ale pamiętała, co zawsze babcia robiła, gdy Marta chorowała albo się czymś struła. Kupiła w aptece jakieś leki i termometr, bo nie podejrzewała, by jej brat posiadał w domu tak „zaawansowany” sprzęt medyczny. W sklepiku zaopatrzyła się w paczkę ryżu i opakowanie sucharków. Miała nadzieję, że to mu pomoże i nie będzie musiała błagać go o pójście do lekarza.
- Izzy? Zja… - urwała, gdy nie zastała go leżącego na kanapie.
Usłyszała jego słaby głos z łazienki. Po chwili przyszedł. Jeszcze bledszy niż przed jej wyjściem. Kazała mu zmierzyć temperaturę i widząc, że ma dreszcze poszła do jego sypialni. Przytaszczyła ze sobą jakąś koszulkę i ciepłą bluzę, a także kołdrę. Wytrzeszczyła oczy, gdy zobaczyła, ile stopni pokazywał słupek rtęci. W tym momencie miała ochotę zaprowadzić go od razu do lekarza. Ponad trzydzieści dziewięć i pół stopnia Celsjusza to nie żarty. Zwłaszcza, że z tego, co wiedziała, to dorośli dużo gorzej znoszą wysokie temperatury. Gdy tylko założył ubranie, które mu przyniosła i położył się na sofie, okryła go szczelnie kołdrą.
- Marta… co ty robisz? – wymamrotał.
- Masz gorączkę, jesteś chory… musisz leżeć, a ja zamierzam cię pilnować, hm? – mruknęła z troską w głosie – zaraz wracam.
Po chwili pojawiła się ponownie w salonie. Usiadła i pozwoliła mu oprzeć głowę na swoich kolanach. Zmoczyła w miseczce niewielki ręcznik i ułożyła go na rozpalonym czole Izzyego. Syknął nieprzyjemnie, gdy poczuł zimny okład. Było mu głupio. Marta nie powinna z nim siedzieć, zajmować się jak małym dzieckiem. Ile on miał lat? Pięć? Dziesięć? Czy może trzydzieści?! Ona powinna siedzieć teraz ze swoim mężem w szpitalu albo opiekować się swoim synem. Jakim cudem była teraz tutaj? Co robiła w jego domu? Po co przejęła się jakimś głupim zatruciem, które Izzy złapał przez własne roztargnienie i idiotyzm? Przymknął oczy. Z trudem rejestrował, że Marta coś do niego mówiła. Wiedział, że jej odpowiada, ale nie miał zielonego pojęcia, o czym w ogóle rozmawiali.
- No, Izzy… chyba będziemy musieli sobie porozmawiać… - szepnęła, gdy gitarzysta od kilkudziesięciu minut pogrążony był w niespokojnym śnie.
Podejrzewała, że przez gorączkę mężczyzna majaczył i nie bardzo wiedział, co mówi. Nie spodziewała się jednak, że ten stan będzie aż tak dziwny i dla niej wręcz przerażający. W ogóle jej nie rozpoznawał i zachowywał się jakby był zupełnie w innym świecie. Mamrotał coś o jakiejś Emily. Chyba nawet wydawało mu się, że jego przyszywana siostra jest tą kobietą. Jakby tego było mało, zaczął wymyślać jakieś niestworzone rzeczy o samym sobie. Marta nie była w stanie uwierzyć, że to wszystko powiedział Izzy. Nie mogła uwierzyć, że wygadywał takie głupoty i jeszcze twierdził, że nie jest sobą. Ściągnęła mu z czoła ręczniczek i przyłożyła dłoń. Temperatura chyba trochę spadła. Ulżyło jej, ale położyła kolejny okład, mając nadzieję, że to pomoże. W międzyczasie zdążyła nakarmić Jeffa i przygotować Izzemu coś do jedzenia, co raczej nie powinno mu zaszkodzić. Oczywiście znów przypomniała sobie stare sposoby babci.
- Marta? Co… co ty tu jeszcze robisz? – usłyszała za sobą chrapliwy pomruk – powinnaś…
- Powinnam tu z tobą siedzieć i cię pilnować – podeszła do niego i przyłożyła dłoń do jego czoła – jak się czujesz?
- Nie wiem… chyba lepiej.
- To dobrze – podała mu talerz z jakąś białawą breją – musisz to zjeść i musimy pogadać.
- Co to jest? – skrzywił się – wygląda obrzydliwie…
- Ale wcale tak źle nie smakuje… to tylko ryż – widząc jego niechętną minę, dodała – zjesz to sam albo cię nakarmię.
- O… dobry pomysł - usiadł przy stole - bo sam w siebie tego nie wmuszę…
- Kim jest Emily? – zapytała, gdy wcisnęła w niego trzecią łyżkę kleiku.
- S-słucham? – zakrztusił się i odsunął talerz – jaka do cholery Emily?!
- Ta, z którą myślałeś, że rozmawiasz… - była zaskoczona jego gwałtowną reakcją – od gorączki zacząłeś majaczyć… nazwałeś mnie jakąś Emily i gadałeś coś, że dziękujesz, że wróciła, że masz nadzieję, że ci wybaczyła…
- Co jeszcze?!
- N-no… w zasadzie… o niej nic… ale później wymyślałeś, że nie jesteś sobą, że prawdziwy Izzy jest zupełnie i-inny – zająknęła się, widząc czającą się w jego oczach agresję.
Widziała narastającą w nim złość. Niczym tak naprawdę nieuzasadnioną złość. Niepewnie odsunęła trochę krzesło. Nie miała pojęcia, czemu on się tak zirytował. Przecież zadała mu normalne pytanie! Czemu wygląda tak samo groźnie i wręcz dziko jak wtedy, gdy rozstali się z Annicą i wrócił do narkotyków. Dokładnie tak samo jak wtedy, gdy pchnął ją na ziemię. Przerażał ją taki Izzy. To był taki niecodzienny widok. Widok, który sprawiał, że nie wiedziała, co ma robić. Uciekać? Zostać i próbować go uspokoić?
- Kurwa… przepraszam – mruknął, gdy dotarło do niego, jak się zachował – ja po prostu nie… nie chcę o tym gadać! Ani teraz, ani jutro… nigdy…
- A-ale…
- Marta, proszę – burknął niecierpliwie – zapomnij, co mówiłem. Miałem gorączkę, ok? – podszedł do niej i objął ją – wracaj do domu, hm? Duff już pewnie wrócił od Joan.
- Jutro też przyjdę – wtuliła się w jego tors – i masz dużo pić… i…
- Nie jestem dzieckiem… radzę sobie!
- Taa, właśnie widzę! Ktoś cię musi pilnować i jakoś… się tobą zająć – pogładziła go po plecach – albo to będę ja albo… albo sobie kogoś w końcu znajdziesz!

- Co mówił Matt?
- Gadał z adwokatem – westchnął, gdy odłożył słuchawkę – podobno to będzie tylko formalność… znaleźli byłą Raya… zgodziła się zeznawać. Teraz, gdy on… - urwał i z zakłopotaniem przeczesał farbowane włosy – jak już go nie ma, to tej dziewczynie nic nie grozi, a jak usłyszała o Joan…
- Och, dzięki Bogu! – odetchnęła z ulgą i usiadła obok swojego męża.
Domyślała się, że po relacjach Matta z tego, co działo się w Los Angeles, Duffowi spadł kamień z serca. Joan mogła mieć poważne kłopoty. Kiedy wyjeżdżali w trasę, okazało się, że policja znalazła ciało Raya, jej byłego narzeczonego, a zarazem jej oprawcy. Miał dwie rany kłute. Przyczyną zgonu było wykrwawienie na skutek odniesionych ran. Ran, które zadała mu Joan. Dlatego, gdy Duff ją znalazł była cała we krwi. Na pierwszym przesłuchaniu była w stanie powiedzieć tylko tyle, że Ray ją uprowadził i przetrzymywał w jakiejś piwnicy. Nawet nie była pewna, czy to było w centrum, na obrzeżach miasta czy na wsi. Wydusiła z siebie, że mężczyzna codziennie do niej przychodził i ją wykorzystywał i się znęcał, że jeśli zbytnio się opierała, nie dostawała jedzenia i wody. Dnia, w którym uciekła, nie pamięta zbyt dobrze. Wie, że Ray pojawił się z nożem i chciał ją gdzieś zabrać. Później pamiętała już tylko, jak dotarła do domu swojego brata i straciła przytomność. Po dwóch tygodniach policjanci pojawili się ponownie. Tym razem byli z wydziału zabójstw. Znaleźli rozkładające się zwłoki mężczyzny, który został zidentyfikowany jako Ray Barnett. Nawet jeśli Joan mówiła prawdę od początku od końca, czekał ją proces. Duff dokładnie nie wiedział jaki. Oskarżą ją o zabójstwo? Nieumyślne spowodowanie śmierci? Zabójstwo w afekcie? Czy uznają, że była to obrona konieczna?
- Ten prawnik ma rację, Duff. Ta dziewczyna… Matt mówił, że ona się go bała i że też się nad nią znęcał, tak? Czyli zeznania Joan o… o tym, co jej zrobił są wiarygodne. – musnęła ustami jego policzek – i jeszcze sam mówiłeś, że kiedyś kazałeś Joan zrobić obdukcję jak jeszcze z nim była, pamiętasz? I Slash mi kiedyś mówił, że pomógł jej załatwić zakaz zbliżania się do niej. Takie zakazy wydaje się tylko w przypadkach, gdy jest podejrzenie jakiegoś… niebezpieczeństwa. Duff, Joan na pewno nie wsadzą do więzienia! Nawet, jeśli jakimś cudem uznają ją za winną, to mogą odstąpić od wymierzenia kary! Nie musisz się już tym tak zamartwiać! Cała masa dowodów i świadków przemawia na jej korzyść.
- A jeśli to nie wystarczy? Nie powinienem w ogóle zgadzać się na tą cholerną trasę!
- I co byś tam robił? Siedział i zamartwiał tak samo jak tutaj! Jej już nic nie grozi, Matt się nią opiekuje, a ty możesz się zająć swoim życiem i być przy niej, kiedy będzie cię potrzebować.
- Łatwo ci powiedzieć! – warknął i upił kolejny łyk wódki Nie wiesz, co ona czuje!
- A ty to niby wiesz?! – wstała poirytowana – Wódka ci w tym pomoże?!
- Może i pomoże! – zapalił papierosa – Joan potrzebuje naszej pomocy! To nie ty przeżyłaś to co ona!
- Nie… owszem, ale nie mów mi, do cholery, że nie wiem, co ona czuje! – krzyknęła zupełnie tracąc nad sobą panowanie – wiem, kurwa, lepiej niż ci się wydaje!
 Wyszła zdenerwowana z pokoju hotelowego. Minęły trzy miesiące od ich ślubu i od znalezienia Joan. Na początku wspierała Duffa i sama chciała pomóc. Dalej chciała, ale teraz ważniejsza w tym wszystkim była osoba samej Joan McKagan, a nie jej brata, który postanowił kolejny raz topić smutki w alkoholu. Nie rozumiała tego. Nie potrafiła zrozumieć, czemu gdy sprawy zmierzały w dobrym kierunku, Duff zaczął odstawiać takie sceny. Przecież Jon i Matt mówili, że z Joan jest coraz lepiej, że powolutku oswaja się z ich obecnością i pozwala im na jakiś drobny kontakt fizyczny, jak trzymanie za rękę albo odgarnięcie włosów z twarzy. Zapewniali, że Mark zajął się całą kwestią prawną tej sprawy, bo miał rozległe kontakty wśród dobrych adwokatów. Joan miała szansę wyjść z tego obronną ręką przed sądem. Kwestią czasu było, że powolutku pozwalała sobie pomóc, żeby powoli uczyła się żyć z tym, co ją spotkało. Marta sama widziała, jak duże wsparcie miała w swoim młodszym bracie. Widziała, jak bardzo Matt zaangażował się w pomoc siostrze. Był sam, nie miał rodziny, jego jedynym problemem była restauracja, ale Kate zaproponowała mu, że pomoże mu doglądać interesu. Mógł się całkiem poświęcić opiece nad Joan, pomóc jej dojść do siebie, dać jej schronienie przed światem. Więc, po co Duff zaczął pić? Po co usprawiedliwiał kolejną butelkę wódki tym, jak bardzo martwi się o Joan? Przecież najgorsze już mieli za sobą!
- O witam! - uśmiechnęła się blado, gdy drzwi otworzył jej wysoki blondyn – cóż sprowadza do mnie piękną panią McKagan?
- Nie wygłupiaj się… mogę wejść?
- No… jeśli nie przeszkadza ci, że jest tu Kirk z Axlem, to zapraszam – przepuścił ją w drzwiach – napijesz się czegoś?
- Jeśli macie piwo, to bardzo chętnie.
Weszła do pomieszczenia i uśmiechnęła się do dwóch mężczyzn, którzy siedzieli z Jamesem. Usiadła obok Rose’a, który nie miał zbyt dobrego humoru. Podejrzewała, że to przez Stephanie, z którą się pokłócił tydzień temu i która postanowiła wrócić do siebie, a nie włóczyć się z muzykami. Do tego wszystkiego irytował się chyba insynuacjami mediów, że Stradlin chce wrócić do zespołu i nawet poczynił ku temu jakieś znaczące kroki. A wszystko przez to, że brunetka wręcz wymogła na swoim przyszywanym bracie, żeby pojechał z nimi w ramach pomocy Marcie i Duffowi z Jeffem. Izzy z początku nie chciał się zgodzić i śmiał się, że Marta chce z niego zrobić zawodową opiekunkę do dzieci. Ostatecznie zgodził się, nie podając oczywiście prawdziwych powodów swojej decyzji. Miałby się przyznać, że przystał na jakiś idiotyczny pomysł tylko dlatego, że bał się samotności przez te kilka miesięcy? Że za bardzo przyzwyczaił się do obecności w jego życiu tego szkraba? Że znów by się załamał, gdyby siedział sam w czterech ścianach bez Jeffa, bez Marty? Miał powiedzieć, że za bardzo ich kocha i tęskni nawet, gdy nie widzi ich parę dni z rzędu?  Przyznać się, że nie wytrzymałby rozłąki z nimi na tyle czasu? Zrobić z siebie totalne pośmiewisko przez powiedzenie prawdy? Nie… nie Izzy. Izzy nigdy nie pozwoli zrobić z siebie mięczaka i frajera.
- Kłótnia małżeńska? – mruknął Axl i podsunął jej puszkę piwa.
- Zmieńmy temat, bo zaraz tam wrócę i go rozszarpię – burknęła.
- Uuu… no to… co tym razem zrobił?
- Zaś się nachlał! I jeszcze nie przestał – zerknęła na Kirka, który dziwnie się im przyglądał – zmieńmy temat! – syknęła – może mi powiesz, co słychać u Stephanie?
- Grasz nieuczciwie. Dobrze wiesz, że z nią nie gadałem od jej… wyjazdu. Od kiedy zacząłem ją naciskać na dziecko, w ogóle, kurwa, nie umiem z nią normalnie rozmawiać. Pierdoli mi jakieś bzdury, że nie będzie z takim nieodpowiedzialnym dzieciakiem w ciąże zachodzić. No kurwa mać! Jestem nieodpowiedzialny, tak?! Jestem głupim gówniarzem?! – rzucił o ścianę szklanką, którą trzymał w dłoni.
- Ej, ej! Axl, uspokój się! 
Wysoki blondyn widząc, że rudowłosy mężczyzna sięga po butelkę, szybko złapał go za przedramiona i wykręcił mu ręce. Lubił go, ale nie mógł mu pozwolić na demolowanie swojego pokoju hotelowego. Wiedział, jakie możliwości ma wokalista Guns ‘Roses, w środowisku muzycznym krążyły wręcz legendy, do czego jest zdolny ten niepozorny charyzmatyczny mężczyzna. Odciągnął go od szkła i spojrzał na brunetkę, która w ostatniej chwili uskoczyła przed kawałkami szkła. W jednej chwili znalazła się przy Kirku, praktycznie chowając się za niego.
- Trochę zbyt porywczy, co? – zaśmiał się Hammett, gdy James wyprowadził rozzłoszczonego Rose’a.
- T-tak trochę… myślałam, że zaraz mnie uderzy – wymamrotała i uśmiechnęła się niepewnie do gitarzysty – tyle lat go znam, a jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tych jego wybuchów.
- O cześć – w pomieszczeniu pojawiło się kolejnych dwóch muzyków – kurwa, co za dom wariatów! Jeśli jeszcze raz wpierdolicie mnie w pokój między Hudsonem i Sorumem to was chyba zabiję!
- Przegrałeś w karty, Jason! W ogóle to… o co chodzi? – odezwał się Kirk.
- O co?! O to, że jak jeden skończy posuwać jakąś pannę, to kurwa mać drugi zaczyna! I jeszcze Axl naprzeciwko się cały czas awanturuje z obsługą, bo mu przynieśli za zimne jedzenie, bo ręczniki są zielone a nie niebieskie, bo szampan, który zamówił jest za mało schłodzony – wywrócił oczami – teraz jeszcze szarpie się z Jamesem…
- Jak zawsze narzekasz – burknął Lars – przynajmniej masz gdzie spać, nie?
- Najpierw to muszę mieć warunki – odwarknął i spojrzał na jedyną kobietę w całym towarzystwie – jak ty wytrzymujesz z nimi tyle lat? Izzy mówił, że na początku mieszkałaś z całą piątką!
- Bywało ciężko, ale jakoś dałam radę – uśmiechnęła się do basisty – i o dziwo jeszcze żyję!

Może Duff nie powiedział jej wszystkiego? Może było coś, co przed nią ukrył? Stąd to picie? Bo wiedział coś, o czym ona nie miała zielonego pojęcia? Miał lepszy powód, niż ten który ona widziała? Jak miała dowiedzieć się prawdy? Skoro jej mąż prawdopodobnie zataił przed nią istotne fakty, to na pewno nie wyzna jej wszystkiego, gdy po prostu go zapyta. Może sama powinna porozmawiać z Mattem? To chyba najlepsze rozwiązanie? Zjechała windą do hotelowego holu i znalazła automat telefoniczny. Wykręciła numer do swojego szwagra i czekała na połączenie. Po kilku sygnałach usłyszała zachrypnięty, zaspany głos.
- Eee… Matt? – zapytała niepewnie.
- Nie – głos odezwał się ponownie, tym razem bardziej czysto – musiał jechać do restauracji, bo ma jakiś ważnych gości w restauracji.
- Obudziłam cię?
- Nie szkodzi… siedziałem przy Joan prawie całą noc i teraz Kate mnie zmieniła. Coś się stało?
- Nie… ja tylko… ale to może ja zadzwonię później, żebyś się wyspał?
- I tak już nie zasnę… więc? O co chodzi?
- Chciałam… chciałam zapytać, co u Joan? Jak się czuje? Czy jest lepiej? I co z tą sprawą w sądzie?
- Przecież Matt dzwonił dziś do Duffa i wszystko mu powiedział. Pokłóciliście się?
- Eee… co? Nie, nie… ja… j-ja chciałam się upewnić… eee… - urwała i już wiedziała, że się pogrążyła – bo chodzi o to, że…no myślałam, że może Matt powie mi coś więcej niż Duffowi – skłamała.
- Marta, możesz powiedzieć prawdę – powiedział cierpliwie, doskonale wyczuwając nutkę fałszu w jej głosie – stało się coś złego? Mam dużo czasu… chętnie posłucham, może jakoś pomogę… zresztą chyba musimy sobie też coś wyjaśnić, hm?
Zamarła. Tego się najbardziej obawiała. Raz, że będzie chciał z niej wyciągnąć, po co tak naprawdę zadzwoniła i dwa, że będzie chciał rozwiązywać tą nieszczęsną sytuację w szpitalu, bo nie dała mu wcześniej takiej możliwości. Ale co miała mu powiedzieć? Że trzy miesiące temu coś sobie uroiła? Że zrobiła z siebie idiotkę, która coś sobie ubzdurała? To nie miało sensu! Przecież Jon musiał wtedy wyczuć coś w jej zachowaniu! Byli blisko siebie, obejmował ją, musiał zrozumieć, co ona poczuła! Nie było innej opcji! Co miała mu wyjaśniać? Wszystko było oczywiste i jasne.
- Duff zaczął pić. Nie wiem czemu… twierdzi, że sprawa Joan go przytłacza – wymamrotała w końcu – ale przecież wszystko jakoś się naprawia, tak? Duff mnie nie okłamywał, gdy mówił o tym adwokacie i byłej Raya, która pomoże w sprawie? Nie kłamał, jak mówił, że Joan trochę się uspokoiła? Jeśli… jeśli to prawda, to po co pije? Co go przytłacza? To, że wszystko powoli się układa? Jon… ja nie mam siły… dziś znowu się pokłóciliśmy…
- Nie wiedziałem… przykro mi – powiedział ciepło i z wyraźną troską w głosie – może powinienem z nim porozmawiać?
- To niczego nie zmieni… - westchnęła – zawsze… zawsze nie podobało mu się, jak zwracałam mu uwagę, że za dużo pije… i pił więcej…
- Nie martw się… jakoś to załatwimy, hm? I u Joan naprawdę jest lepiej w porównaniu z tym, co było zanim wyjechaliście. No… - zamyślił się, jakby układał sobie w głowie pytanie – powiesz mi teraz, co się wtedy wydarzyło?
- A-ale kiedy?
- Marta… oboje wiemy, o czym mówię – mruknął – wtedy w szpitalu… czemu uciekłaś? Co się stało?
- Jon, musimy dziś o tym rozmawiać? J-ja… ja ci to w-wszystko wyjaśnię… n-naprawdę, ale… muszę to sobie wszystko sama uporządkować i p-przemyśleć i… - już sama nie wiedziała, co mówi i czy dobrze robi kolejny raz go zbywając – po prostu nie dziś… proszę.
- Wiesz, że odwlekanie nic ci nie da, bo i tak musimy to wyjaśnić? – gdy przytaknęła, zmienił temat – a jak tam Jeffrey?
- Ach… Izzy zabrał go na kilka dni do swojej mamy, bo teraz chłopaki mają kilka koncertów w okolicach Ohio i Indiany. Pojutrze będą grali w Indianapolis i wtedy pojadę do Izzyego i Jeffa i dołączą znów do nas. Stradlin chciał nam zrobić mały prezent i niespodziankę i uwolnić nas od małego, no ale… co z tego, jak Duff nie potrafi korzystać, bo woli chlać? – westchnęła z żalem w głosie.
- Będzie dobrze – zapewnił się – pozdrów Izzyego i uściskaj Jeffa od wujka Jona.
Pożegnała się i z jednej strony jej ulżyło, że z Joan jest tak jak mówił Duff, że jakoś powolutku posuwa się to ku lepszemu. Ale z drugiej… jej mąż znów popadał w nałóg. Najgorsze było to, że nie miał nawet dobrego pretekstu! Coraz bardziej zaczęła podejrzewać, że on to po prostu lubi. Lubi się upijać, lubi być czynnym alkoholikiem, lubi ją w ten sposób ranić. I jeszcze do tego wszystkiego dochodziła sprawa z Jonem. Miała nadzieję, że mężczyzna zupełnie zapomniał o tym feralnym dniu w szpitalu, o chwili jej słabości. Będzie musiała się z tego tłumaczyć. Jon ma chyba zbyt dobrą pamięć. Ale do tego czasu może zdąży się przygotować. Teraz ważniejsze, co ma zrobić? Wrócić do pijanego Duffa? Pożyczyć od kogoś parę dolarów na pokój, żeby nie musieć widzieć swojego męża? Izzy… czemu cię tu nie ma? Nie musiałabym kombinować i poszłabym do ciebie! Żałowała, że jej brat jest teraz w Lafayette, że nie może teraz siedzieć z nim w jego pokoju hotelowym i narzekać na zachowanie McKagana. Stała na środku korytarza na piętrze, które zajmowała Metallica i Guns n’Roses. Usłyszała zza jednych drzwi gitarę. Uchyliła je lekko i zobaczyła pochylonego nad kartkami Jamesa. Kreślił coś i co jakiś czas próbował zagrać coraz to większe fragmenty utworu.

Rebel - my new last name,
Wild blood in my veins.
Apron strings around my neck
the mark that still remains.

Left home at an early age,
Of what I heard was wrong.
I never asked forgiveness,
but what is said is done.

Let my heart go...
Let your son grow...
Mama, let my heart go...
Or let this heart be still

Never I asked of you,
but never I gave.
But you gave me your emptiness
I now take to my grave.
Never I ask of you,
but never I gave.
But you gave me your emptiness
I now take to my grave,
So let this heart be still...

Mama, now I'm coming home,
I'm not all you wished of me.
But a mother's love for her son
spoken, help me be.
Yeah, I took your love for granted
and all the things you said to me, yeah.
I need your arms to welcome me
but a cold stone's all I see...

- Co to? –zapytała, gdy skończył grać najdłuższy fragment.
- O… nie słyszałem, jak wchodziłaś – uśmiechnął się lekko – to… hm… nie wiem, próbuję coś napisać na nowy album. Uwierzysz, że mamy dopiero dwa utwory? Minęło tyle czasu, a my prawie nic nie stworzyliśmy. W takim tempie, to nie skończymy nawet pod koniec przyszłego roku!
- A myślisz, że Guns n’Roses coś tworzy? Bawią się w covery, zamiast siąść i coś napisać. Nie wiem, czy nie potrafią sami niczego napisać bez Izzyego? Bezsensu… - wzięła do ręki kartkę, na której Hetfield kreślił słowa, układające się w nowe nagranie – strasznie przygnębiające…
- To… w sumie… no pisałem to o mojej matce… - mruknął i postanowił podzielić się z brunetką garstką swoich wspomnień.

Nie była pewna, czy idzie w dobrym kierunku. Była tutaj tylko raz. Ale w końcu to nie jest zbyt duże miasteczko. Z pewnością każdy będzie mógł jej pomóc i wskazać dom pani Isbell, matki tego znanego ciemnowłosego chłopaka, który robił karierę w Los Angeles. I faktycznie. Zapytała o to jakąś kobietę w podeszłym wieku. Bez trudu pokierowała ją na odpowiednią uliczkę. Niepewnie zapukała.
- Och dzień dobry, moje dziecko! – pięćdziesięciokilkuletnia kobieta uścisnęła ją mocno – Jeffrey nie mówił, że dziś przyjedziesz! – zaprosiła ją do środka i zaprowadziła do salonu - Gdybym wiedziała, to upiekłabym wczoraj ciasto, a tak to… - machnęła ręką w stronę kuchni – właśnie jest w piecu… ale to może napijesz się czegoś albo zjesz obiad? Pewnie jesteś zmęczona?
- Ale… naprawdę, proszę sobie nie robić kłopotu – uśmiechnęła się do kobiety – wystarczy kawa.
- A Jeff! Co za uroczy malec! Czuję się, jakby był moim wnuczkiem – zawołała radośnie – taki grzeczny i słodki… teraz właśnie śpi. Szkoda, że ja nie miałam takiego spokoju z moim Jeffreyem – zaśmiała się.
Jej radość i entuzjazm były zaraźliwe. Zupełnie zapomniała o wszystkim, co ją trapiło i nie dawało zasnąć. Po chwili siedziały przy kawie i ciasteczkach i Marta słuchała opowieści o dzieciństwie swojego przyszywanego brata. Pani Isbell pokazała jej nawet album ze zdjęciami. Brunetka z rozczuleniem patrzyła na utrwalone na papierze wspomnienia kilkuletniego, czarnowłosego brzdąca. Fotografie były grupowane latami. Każde kolejne zdjęcie pokazywało coraz przystojniejszego chłopaka. Nie wiedziała, czemu ją to zaskoczyło. Przecież poznawszy Izzyego, nie mogła nie zauważył tego faktu. Czego się spodziewała? Że tak bardzo wyprzystojniał dopiero jako dorosły mężczyzna? Czy po prostu nigdy nie wyobrażała sobie nastoletniego Jeffreya Isbella?
- A tak właściwie… to… gdzie jest Izzy? Chciałam z nim porozmawiać…
- Ach… nie wiem… jak tu przyjechał to zostawiał Jeffa pod moją opieką, a sam znikał gdzieś na pół dnia. Dziś też wyszedł, nie mam pojęcia dokąd. Ale Lafayette nie jest duże, możesz spróbować go poszukać.
Tak też zrobiła. Od kilku dni rozpaczliwie chciała mu się wygadać. Wiedziała, że on ją wysłucha, że nie będzie jej przerywać, nie będzie pouczać, po prostu pozwoli jej mówić. Potrzebowała tego zwłaszcza teraz. Teraz, gdy zaczął się jej usuwać grunt pod nogami, gdy zaczęła tracić kontrolę nad tym, co dzieje się z jej życiem. Zastanawiała się, gdzie mógł pójść. Nie znała praktycznie w ogóle tego miasteczka. No i nie znała Izzyego z czasów jego młodości. Gdzie mógł chadzać jako nastolatek? Gdzie lubił spędzać czas? Pytała nawet ludzi czy go nie widzieli. Przecież każdy kojarzył chłopaka, który zrobił muzyczną karierę! Kwiaciarnia… może tutaj czegoś się dowie?

52 komentarze:

  1. Jaram się niebotycznie, ale napiszę piękny i długi komentarz, jak wrócę z zakupów, moja kochana <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko takie to długie, że nie wiem co chciałam napisać na początku :D I Ty mówisz, że u mnie Slash jest chujem? U Ciebie wcale nie jest lepszy...zrobi wszystko żeby wkraść się w łaski Marty. Izzy może poprostu się zmienił...Jest teraz taki słodki i kochany. Musi sobie kogoś w końcu znaleźć, bo samotność mu nie służy. Tak mi go było żal jak się rozchorował. Aż bym go przytuliła. Nie dziwię się Marcie, że mu pomaga, bo ja też nie przeszłabym obojętnie. Na początku było mi szkoda Duffa, ale po końcówce zmieniam zdanie. Skoro wszystko się powoli układa, to po cholerę tak chleje i rani najbliższe mu osoby? METALLICA!!!!!!!! Jaram się :D:D:D Biedny Jason, wpakowali go w najgorszy możliwy pokój :P Ale fajnie, że Meta się pojawiła...i oczywiście Axla trzeba było uspokajać. Czekam na następny, mimo że tak szybko się podobno nie pojawi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. -UWAGA-
    Czy zastanawiałeś się kiedyś ile wart jest twoja obsesja? Moim zdaniem bardzo dużo.
    Zapraszam na NOWE OPOWIADANIE pt.” Loose your Obsession” na: http://wake-up-time-to-die.blogspot.com/
    Bądź wart więcej niż sądzisz- niech Morrison będzie z tobą, a Talking Heads pożre twoją duszę \m/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurna no i nie jestem pierwsza:<


    Wiesz, że nie lubię Cię za to, że zrobiłaś ze Slasha takiego chuja, a kiedyś go jeszcze w miarę lubiłam jako gansa :< Weź mu w końcu daj jakąś laskę, niech przestanie biedaczek myśleć o Marcie, bo to go bardzo, bardzo zgubi :<

    No i chwała Ci za Metę<333

    OdpowiedzUsuń
  5. kuźwa! na początku życze Ci tego, zeby ta połowa skomentowała! oni gorzej niż ninja! ale w razie czego to ja mogę ich znaleźć (tak jak Ciebie szpieguje XD) i będę kazac im pisac komentarze, o!

    no cóż... co mogę powiedzieć. Duff pije bo lubi, co odkryłam znacznie wcześniej! co jednak nie zmienia faktu, ze powinnien jakoś no... zwolnić? przecież, widzi jak bardzo rani tym Martę, do tego i tak zaczyna spędzać z nią i Jeffem coraz mniej czasu, co oczywiście Marta nie ma mu bardzo za złe, no ale kurde... Stary weź sie w garść i nie pij tyle, albo chociaż weź się podziel z kimś! :>

    co do Slasha... byłam kurde niemal do końca pewna, że on im wparuje do pokoju. chciałabym zobaczyć zażenowanego McKagana i Martę. ciekawe co by z tego wynikło, jakby się to dalej ptoczyło. niemniej jednak, cholera no. Slashowi trzeba laskę znaleźć, żeby wreszcie odpieprzył się od Marty, bo zaczyna mnie irtyowac. rozumiem jego zachowanie, w jakimś stopniu, i to że chce się z nią pogodzić, ale jestem tego zdania, ze jesli się kogos kocha to powinno się pozowlić mu być szczęśliwym. bez nas, czy z nami.

    i Jason! jak doszłam do tego momentu z nim to normlanie morda sama mi się cieszyła! i to z tymi kartami przypomniało mi o Cliffie, tak nawiasem. nie no, nadla z tego fragmentu nie mogę.

    kuźwa! pominęłam to z Izzym1 ja pierdole... jak mogłam. wiedziałam, ze sie jakoś miga, no kurde, no! to było do przewidzenia. zrestzą, zaczynam sie zastanawiać poważnie nad tym co ten izzy ze soba robi. stary chłop jest, 30 na karku, a tak nieodpowiedzialny. twierdzi, ze nie jest dzieckiem, a w domu to tylko są ścieżki.zamiast tak siedzieć i rozwalać kolejne rzeczy albo rozmyślać filozoficznie and swoim życiem wział by sie do roboty!

    no, teraz spokojnie mogę wrocić do kolejnych fragmentów. i też Ci pisałam, że tak myślałam, ze marta jakoś sie wymiga od odpwoiedzi przez telefon. zdaję sobie sprawę, ze to dla niej trudne i musi sobie poukadać wszytsko w głowie, ale najlepiej żeby zorbiła to jak najszybciej, bo bedzie z głowy i atmosfera nie bedzie juz taka napięta.

    i Mama said... uwielbiam.

    j bym izzyego szukała hm... hm... nie wiem dgzie, ale napewno nie w kwiaciarni. musiałabym sie powaznie zastanowić nad tym gdzi emógłby być, noa le w życiu bym nie psozła do kwiaciarni... jako pierwszego miejsca.

    dobra... to juz chyba było wszystko co bym chciała napisać. jak zwykle bezsensownie, wybacz! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze, co muszę napisać to: METAAA! Wielbię Cię za to! :D

    Rany jak ja kocham Isbella <3 Znajdź mu w końcu jakąś laskę, bo ta samotność i uczucie do Marty go w końcu zabiję :c Tak samo Slashowi też by się jakaś przydała :) a nie kurde jakieś szopki odstawia... tępy chuj..
    Duff, Duff, Duff... o co mu chodzi? Wszystko wychodzi w końcu na prostą, a on zaczyna chlać i kłóci się z żoną, akurat wtedy, kiedy mają trochę czasu dla siebie i mogliby nadrobić te 3 miesiące małżeństwa, bo wujek Izzy zabrał im małego Jeffa...
    A Axl jak zawsze zdenerwowany xd
    No i kurde biedny , chory Izzy :c Bardzo chętnie bym się nim zaopiekowała :P I po raz kolejny apeluje: znajdź mu kogoś ! :)


    A gdybyś chciała sobie poczytać o Skid Row to zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wolałam jak Slash był przyjacielem Marty niż tym kim jest teraz. Jezuu jak to wszystko w twoim opowiadaniu się pozmieniało.
    Biedny Izzy. Widać że coraz bardziej jest samotny. Przydałaby mu się jakaś dziewczyna...
    Duff znowu wraca do nałogu i jestem ciekawa czy równie sprawnie znowu z niego wyjdzie.
    Sorry że komentarz taki krótki ale jakoś nie mam weny nawet do tego...

    OdpowiedzUsuń
  8. Shannie's got a Gun - Rozdział 1

    http://highway-to-wherever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo zastanawia mnie gdzie poszedł Izzy. Mam wrażenie że ma to coś wspólnego z tą całą Emily. Muszę przyznać że jej nie lubie bo przez nią Izzy sobie ubzdurał nie wiadomo co. Szkoda że Duff znowu zaczął pić. Mam tylko jedną uwagę. Piszesz tak długie rozdziały że po przeczytaniu zapominam co chciałam napisać na początku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. notuj w trakcie czytania co chcesz powiedzieć :)
      hm... zastanawia gdzie poszedł Izzy? no... 44. wszyściuteńko wyjaśni :D

      Usuń
  10. Kurcze rozumiem, że Duff to wszystko przeżywa,ale nie może topić smutków w alkoholu. Biedna Marta ciągle jakieś kłopoty, ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko się ułozy. A gdzie ten Izzy się szlaja. Twgl fajnie bybyło jakby on sobie kogoś znalazł ;)
    Ogólnie bardzo mi się podobał ten rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To teraz ja zaczynam komentarz i podzielę go na 3 części.
    Po pierwsze Duff, ja rozumiem, że Duff się martwi, e bardzo boli go to,co spotkało jego ukochaną siostrę, ale do jasnej cholery Duff ma także rodzinę - swoją nową rodzinę, żonę i dzieciątko i nimi też powinien się zająć, a nie pić na umór i mieć wszystko w nosie. Pije, bo lubi i trzeba mu jakoś pomóc.
    Po drugie Slash... Slash teraz zachowuje się jak kawał chama, prostaka i buraka. Co jemu się w tym małym rozumku pomyliło? Mózg kompletnie wyżarły mu narkotyki i wóda? Czy on myśli, że jak powie Marcie, jaki był Izzy, to Marta się odwróci od Izzy'ego i wpadnie mu w ramiona?Czy on oszalał? Przecież to nie Izzy zaatakował Martę na jej weselu! Przecież zrobił to Slash. I on myśli, że Marta ot tak zapomni, jak prawie ją zgwałcił. Nie pamięta, co się jej przydarzyło. Może i Izzy był zły, paskudny, traktował kobiety, jak gó***, ale jednak nigdy, jak na razie nic Marcie nie zrobił, nie tknął jej wbrew jej woli i nie krzyczał jej w twarz, że ją kocha.
    A teraz trzecia rzecz Izzy. Izzy jak on mógł doprowadzić się do takiego stanu? Samotność stanowczo nie służy mu, a wspomnienia o Emily nie pomagają mu również. Przydałaby mu się dziewczyna i to dziewczyna, która pokocha Stradlina nie za to kim jest, ale za to jaki jest. Dostrzeże w nim to, co dostrzega w nim Marta, chodzi o dobroć, czułość, troskę. Nie dziwię się Marcie, że jak go zobaczyła to się wystraszyła. Nie dziwię się także, że chciała się nim zająć. Teraz ciekawi mnie jedno, czy Izzy zaszył się gdzieś i dealuje czy też ćpa do upadłego, byle by tylko zapomnieć.
    Co do rozdziału jest świetny, Ty sama wiesz jak pięknie potrafisz ukazać emocje, jak wspaniale opisujesz złożone charaktery i zależności pomiędzy poszczególnymi osobami. No i Metallica. Świetnie opisane, jak James wyprowadza Axla. No i biedny Jason między Slashem a Sorumem, chyba go nie lubisz.

    shiris

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurde, nie mogłam się skupić na zakupach, bo cały czas układałam sobie w głowie, jaki komentarz Ci tutaj jebnę, jak wrócę do domu XD

    No więc...
    Jak ślicznie <3
    Zacznę chyba od mamy Izzy'ego, Boże, jaka ona jest kochaniutka <3 Jak Izzy, wychowany przez taka matke, mógłby być chujem bez uczuć?... Skoro sam tak uważa :O Naprawdę musiał przeżyć wielką traumę, żeby się zmienić.

    Duff... eh, Duff... Przypomina mi się ten Duff z samego początku opowiadania. Z jednej strony fajnie poczytać o starym Duffie, ale czemu on tak odpierdala, jako poważny ojciec i mąż nie powinien już tak robić :c Ale cóż. wiem, że to niezdrowe, ale cieszę się, że pokazał trochę swojej natury. Myślałam, że już całkiem wszystko się w nim zmnieniło, a tu jednak zaskoczenie. Mógłby tą swoją dawną naturę pokazać na przykład Marcie w łóżku, a nie przez upijanie się, ale ehhh... to jest Duffy.

    Izzy. Co się dzieje z Izzy'm? :o Ta choroba, i zniknięcie. Gdzie on łazi :O Martwię się, ze to się źle skończy, że mu się coś zaraz stanie. BOŻE, jak Ty to robisz, że martwię się o BOHATERA OPOWIADANIA jak o własną rodzinę?! :O W sumie... Izzy to mój mąż więc... eh... jestem pojebana XD No, ale martwię się strasznie, mam złe przeczucia odnośnie Jeffrey'a :C

    A Slash... uhm... Chyba pozostawię to bez komentarza. Przestaję go lubić przez Ciebie! XD

    I jeszcze muszę dodać, że jak przeczytałam "Kirk Hammet" to DOSZŁAM, po prostu orgazm, kolejny mój mąż w jednym, najzajebistrzym na świecie opowiadaniu! <3 <3 <3 <3

    Kochamkochamkochamkochamkocham! :*:*:*:*
    Boze, jak Ci zaspamowałam XD Ale dobra, jestem pojebana i każdy o tym wie, hahahah XD
    A Ty tak nie gadaj, że Cie zabije za reklamowanie mojego bloga, kochana moja! XD Być polecanym przez Ciebie, to jest zaszczyt, prestiż, po prostu górna półka :D Ty jako jedyna wytrwałaś tyle czasu w środowisku blogowym, powinnaś zostać świętym patronem fanek gunsów i napalonych bloggerek, hahahah XD
    Mówiłam już, że Cię kocham i wybacz mi ten spam? XD <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, palantka, zapomniałam o Axlu napisać :C

      Bardzo mi się podobała ta scena z nim, chociaż bylo go tam tak mało, ale fajne było to, że był taki... ludzki? Przynajmniej na początku, nie mówię tutaj o rzucianiu szklankami o ścianę XD Ale jego króciuteńka wymiana zdań z Martą była zdecydowanie pozytywna. Podobało mi się, że gadają ze sobą w zgodzie. Jakoś mi się kojarzyło, że wcześniej z Axlem zbyt dobrze nie było, poza tym tak strasznie dawno go nei było w żadnym rozdziale, to taka milutka wstaweczka <3

      Jeszcze a'propos tego co Ci pisałam, że tak mało jest scen erotycznych z Duffem i Martą, to Duffowi chyba zakupię viagrę, bo się nie doczekam żadnego seksu w tym tempie ;/

      heyeheyehyehye XD koniec, już nie spamuję XD

      Usuń
  13. I po nieobecności...zapraszam na kolejny rozdział.
    http://tacy-pozostaniecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Byłam, przeczytałam, idę uradowana spać. Już zaczęty w notatniku komentarz dokończę i zamieszczę raniutko bo nie chcę totalnych głupot popisać:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Analiza psychologiczna bohaterów czyli komentarz czas zacząć...tylko nie wiem od czego. Ostrzegam, że może być chaotycznie, nawet bardzo.
    Może zacznę od moich McKaganków, którzy rzeczywiście troszkę się zaniedbali...ale co się dziwić. I jak ja lubię jak opisujesz te ich prywatne chwile:) Tacy kochani i słodcy są, że nawet taka wredna istota jak ja się rozmiękcza^^. Jednakże niestety czarne chmurki nadciągnęły w drugiej części na moich ulubieńców, czy też raczej ich demony przeszłości (nie tak odległej w sumie) dały o sobie znać. Marta twierdzi, że nie ma powodów. No tak z jednej strony nie ma, ale z drugiej może dopiero teraz może odreagować na to wszystko co się wydarzyło, teraz opuszczają go te wszystkie emocje (choć miałby pewnie i lepsze sposoby na to by się odstresować). Co jednak nie usprawiedliwia go by traktować Martę tak jakby nic nie rozumiała. Bo kto jak kto, ale ona dobrze wie jak sie czuła Joan. A tak ze strony czysto technicznej, nie patrząc na odczucia bohaterów, gdyby Duffy był non stop taki potulny...trzeba im troszkę życie urozmaicić, żebyśmy potem mogły przeczytać jak się godzą (bez kosmatych skojarzeń).

    Sytuacja z Jonem. Może mam jakąś zaćmę na umyśle, ale nie wiem o co cały problem. Przecież nic złego się nie wydarzyło. Miała swoją chwilę słabości (wiemy jaką)... i przez to jej tak głupio, przez to co myślała, co sobie przypomniała, że potem uciekła. Przecież nie sądzę żeby Jon był (czy będzie) przez to źle do niej nastawiony.

    Slash...zrobiłaś z niego niezłego xxxxx. Ja rozumie nieszczęśliwa miłość, ulokował uczucia nie tam, gdzie trzeba, ale czy on naprawdę nie może zrozumieć jak jest sytuacja i sobie odpuścić. Czepia się Duffa, że ma Martę. Robi przedstawienia z rozwalaniem butelki jakby coś to miało zmienić w jego sytuacji (no w sumie zmienia-pogarsza ją). Czepia się Izziego, że Marta mu ufa, że się go radzi, ale dlaczego ma tego nie robić. Dla Marty Izzy nie jest tym samym kim dla Slasha. Ona nie poznała Izziego - faceta zmieniającego partnerki jak rękawiczki, wykorzystującego panienki etc. Dla niej jest on tą osobą, która jej pomogła gdy nikt inny nie chciał. Dla niej jest inny, pokazuje swoje lepsze oblicze i wątpię aby Marta zmieniała o nim zdanie nawet w momencie, gdyby Slash szczegółowo przedstawił jej życiorys jej brata (przyganiał kocioł garnkowi).
    Ciekawe czy go w końcu jakoś kiedyś zrehabilitujesz?

    O i widzę, że Metallica się zadomowiła w opowiadaniu:) I widzę, że dzięki obecności chłopaków w ogóle się im nie nudzi^^ A fragment: ...,, jeden skończy posuwać jakąś pannę, to kurwa mać drugi zaczyna! I jeszcze Axl naprzeciwko się cały czas awanturuje z obsługą, bo mu przynieśli za zimne jedzenie, bo ręczniki są zielone a nie niebieskie, bo szampan, który zamówił jest za mało schłodzony – wywrócił oczami – teraz jeszcze szarpie się z Jamesem”… zajefajny. Od razu mi się humor poprawił (...)


    OdpowiedzUsuń
  16. (...)Creme de la creme na deser. Izzy. Zacznę jednak od jego nowej profesji: Izzy - zawodowa opiekunka. Dwa słowa, które również bardzo poprawiły mi humor poprzez wyobrażenie Izziego w fartuszku, z chustka na głowie i Jeffem na rękach :p Jednak to jego radośniejsze oblicze niestety nie stanowi głównego wątku. Dopadły go spore...yyy... problemy psychiczne. Ciekawi mnie co sprawiło, ze akurat w tym momencie się tak załamał. Odejście z zespołu? Nieudany związek z Annicą? Świadomość, że jego przyszywana siostra nie stawia go już na piedestale? Ale przecież Marta nie zaniedbuje go, nie olewa, martwi się, opiekuje, wręcz po części obwinia siebie za jego stan. Chce mu pomóc, ale pomóc tak silnej osobowości jak Izzy jakby nie patrzeć jest trudno tym bardziej, że on nie chce jej powiedzieć o co chodzi (nie licząc nieświadomego majaczenia w gorączce). Taki zrobił się z niego poniekąd Dr Jeckyll i Mr Hyde. Uważa sie za sk...a, a dla Marty jest potulny jak baranek.
    Ciekawi mnie początek przyszłego rozdziału: czy Marta znajdzie Izziego, czy będzie to jednak coś innego:) Pewnie domyślasz się o co mi chodzi.

    I widzisz, widzisz jak dobrze musisz pisać, że stara baba analizuje twoich bohaterów jakby żyli naprawdę, ich problemy były rzeczywiste, a ona znała ich od zawsze i starała pomóc^^

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapraszam
    http://breath-of-memories.blogspot.com/2013/02/slash-story-piaty-cz-i.html

    OdpowiedzUsuń
  18. A on zaczął szukać Emily hahaha XD Duff znów pije... palant.-,- CZY MOGĘ PRZYTULIĆ SAMOTNEGO IZZIEGO?

    OdpowiedzUsuń
  19. Boże, jaki biedny Izzy... Nie dość, że się rozchorował, to jeszcze jest taaaaki samotny. :C Szkoda mi go. :C
    Co odpierdala Duffowi?! Do cholery, założył rodzinę, Joan się poprawia, a on znowu pije! CHUJ. Tak się zastanawiam... Czy masz zamiar umieścić w opowiadaniu "wybuch" jego trzustki? Bo się na to zapowiada XD
    Slash... Ah, Slash jak Slash. Ciągle wszystkich wkurwia XD
    Pani Isbell! <3 Pani Isbell jest taaaaaaaaaka kochana! :3 Ah, te mamy! :D
    Teraz mogę to napisać! Tak! WHERE'S IZZY? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, zapomniałam! -.-
      METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA, METALLICA! *.*
      Tak, uwielbiam ich XD

      Usuń
  20. Zmobilizowałam się żeby skomentować :D Nie będę się rozpisywać jak inni gdyż tak nie potrafię .. Ale Duff zaczyna mnie trochę irytować :D A ogółem to nie mogę się doczekać następnego rozdziału i stwierdzam że z wszystkich blogów jakie czytam twój jest najlepszy :D Uwielbiam twój styl pisania <3

    OdpowiedzUsuń
  21. tak, piszę komentarz! sama nie mogę w to uwierzyć,ale się zmobilizowałam po twoich prośbach na fejsie.
    kocham twoje opowiadanie, jest takie zajebiste, że można czytać bez przerwy. zakochałam się w tym jak było 40 rozdziałów i przeczytałam sobie wszystkie w jeden dzień :D
    dodatkowym plusem jest moje imię,rysunek,Duff jako mąż :D
    PROBLEMY,PROBLEMY WSZĘDZIE
    Duff pije, Slash ma jakieś jazdy, biedny Izzy.
    dobra, można tylko mieć nadzieję,że wszystko będzie w porządku jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak McKagan dalej będzie się tak zachowywał to dojdzie do rozwodu albo nie wiem... Nie no, rob co chcesz tylko do cholery nie krzywdź Marty.....
    No dobra Twoj swiat fikcyjny, rob co chcesz ale fajnie by było gdyby Slash znowu był bliski Marcie.Tak wiem, wiem nie mozesz wszystkich pogodzić bo nie bedzie o czym pisać. Coż takie zycie.... ja prawie zabiłam swoją bohaterkę (szczegół ze ledwo uszłam z zyciem jak czytelnicy to zobaczyli)
    Nigdy wcześniej nie komentowałam bo czytałam to na telefonie i sie nie dało.Uwielbiam Twoje opowiadanie i podziwiam Cię za wyobraznie.Kurde, to jest tak strasznie realistyczne i wiesz co mi sie jeszcze bardzo w tym podoba? Piszesz tak powaznie.Nie ma jakichś "słitaśnych ochow i achow" wszysto jest prawdopodobne i jak w prawdziwym zyciu.
    Starsznie głupio sie czuje oceniajac tworczosc kogos starszego, wiec lepiej juz skoncze...

    OdpowiedzUsuń
  23. No to jestem, w końcu. Na początku rozdziału wręcz rozczulałam się, kiedy czytałam o Duffie i Marcie, no idealna parka. Pod koniec niestety nie byłam już tak pozytywnie nastawiona... no do cholery, czy on musi wszystko psuć tym swoim piciem? przecież dobrze widzi, że rani swoim zachowaniem osobę, którą kocha, która powinna być dla niego najważniejsza, a to wygląda, jakby zamiast niej alkohol grał w jego życiu główną rolę... Mam nadzieję, że w końcu ktoś mu walnie w ten tleniony łeb i się opamięta... szkoda byłoby, żeby stracił taką wspaniałą rodzinkę przez własną głupotę.

    No, a co do Slasha, to chyba chcesz zrobić wszystko, żebyśmy go znienawidziły... To znaczy, w sumie już wszyscy go nienawidzą, ale mi też zaczyna się to udzielać.. To znaczy, może nie, że nienawiść taka całkiem, tylko... tracę sympatię. No bo do cholery, co za hipokryta! że on niby jest lepszy od Izzy'iego tak? No jak cholera! Bo on wcale nie obraca lasek.. dobra, stop, bo się zbytnio wzburzę. Drażni mnie pan, panie Hudson, tyle.

    A wracając do Izzy'iego to zdecydowanie nie podoba mi się to, co się z nim dzieje... Jest taki jakiś przybity... nie, nie lubię tego. Fakt, że duszą towarzystwa, to on raczej nie był, ale mimo wszystko, teraz wyjątkowo mam ochotę go przytulić, jak takiego pluszowego misia. Haha, dobra ta godzina nie działa zbyt dobrze na mnie.

    Podejrzewam jeszcze, że Marta doszuka się czegoś/kogoś w tej kwiaciarni, prawda? Teraz tylko pytanie, co/kto to dokładnie będzie... ;)

    Pozdrawiam,
    Kam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dobra, w końcu się wzięłam za przeczytanie rozdziału, bo nie chcę mieć aż tylu zaległości tutaj, a widzę, że bardzo, ale to bardzo dużo się dzieje xD W ogóle, to muszę się jeszcze tylko przyzwyczaić do tych długości i będzie gites malina :D
    Wracając do rozdziału - uwielbiam te romantyczne momenty z Duff'em i Martą. Są takie.. urocze. Po prostu widać wtedy, jak bardzo się kochają, jak jedno troszczy się o drugiego i na odwrót. Jak na sobie im zależy, jak są stworzeni po prostu dla siebie. Znają siebie najlepiej, wiedzą, kiedy w danej chwili osoba czegoś konkretnie potrzebuje. Chyba właśnie tak powinna wyglądać miłość, jak miłość Marty i Duffa. Idealny związek, oparty na zaufaniu i miłości obu stron, która jest jednocześnie przelana na ich uroczego synka, który jest owocem tego, co tak obydwoje długo budowali.
    Z drugiej strony jest Slash, który chyba się zagubił gdzieś. Zagubiony człowiek, który tak naprawdę chyba nie wie, co tak naprawdę chce. Dziwi mnie fakt, że skoro chce zostać na nowo przyjacielem Marty, to chce tym sposobem zniszczyć jej relacje z Izzy'ym. Przecież to wcale nie pomoże, po za tym, właśnie, jakby sam byłby lepszy od niego. Naprawdę, nie dostrzega, że tym tylko jeszcze bardziej zrujnuje całą sprawę, a Marta jeszcze bardziej się od niego oddali? Rozumiem, że chce ją odzyskać, ale niech nie podejmuje się takich kroków, bo to do niczego nie doprowadzi, a jeszcze będzie gorzej. Po za tym, ja jego chora zazdrość o Izzy'iego i Duff'a jest bez sensu. Chyba dobrze, że Martę otaczają zaufane osoby, prawda? Powinno mu chyba zależeć na jej bezpieczeństwu, na tym, aby czuła się dobrze. Skoro czuje się dobrze w towarzystwie Izzy'iego, to niech to zaakceptuje. Tak naprawdę nie ma wyboru, jeśli naprawdę chce się do niej zbliżyć. Po za tym, jestem troszkę zdziwiona, że Slashowi aż tak bardzo na tym zależy, żeby w sumie odebrać Marcie to szczęście, które dają jej Izzy i Duff. Owszem, był jej przyjacielem, ale chyba to, że wtedy kiedy próbował ją przelecieć (bo jak dobrze pamiętam, była taka akcja, prawda?) to chyba właśnie wszystko zniszczyło. Chyba nie ma przyjaźni damsko-męskiej.. no dobra, może jest między Izzy'ym i Martą, ale oni to jak rodzeństwo się traktują, nie wiem, czy to można do tej opcji zaliczyć? W każdym razie oburzenie Slasha na Izzy'iego wcale do mnie nie przemawia. Powienienen znaleźć jakieś inne rozwiązanie, a nie z obrażoną miną roztrzaskiwać butelkę z winem, tak jak moja poprzedniczka określiła, miałoby to wielce coś zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa z Duffem to mnie zasmuciła, gdyż nie sądziłam, że McKagan wróci do picia. Co go kierowało, że sięgnął po wódkę? Przecież sprawa z Jo się polepszyła, to naprawdę, nie wiem...naprawdę otaczają nas sami idioci na tym świecie? Najpierw hipokryta Slash, wkurwiający Axl, który robi sceny przy Mecie, chlejący Duff. Rozumiem, że chcesz pokazać jego słabości, ale kurde, szkoda, że zrobiłaś, że wrócił do tego picia ;< mam nadzieję, że to była jego chwila słabości. No i zmartwił mnie wtedy stan zdrowia Izzy'iego. Biedny, tak strasznie się rozschorował, a jak go sobie takiego wyobraziłam, wychudzonego i z gorączką w dodatku, to miałam ochotę tam iść do niego i razem z Martą przy nim być. Dobrze, że wtedy przy nim była, bo nie wiem, co by się z nim stało, jak miał taką wysoką gorączkę. Co ta samotność może zrobić z człowiekiem.. w ogóle to naprawdę nikt nie zauważył, że Izzy wysyła nieme sygnały, że błaga o pomoc? Tacy z nich wszyscy przyjaciele? Do tego jeszcze Slash, który się na niego uwziął i chce zniszczyć jego relacje z Martą. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. W ogóle, to Izzy mi nie pasuje na takiego babiarza, mam wrażenie, że Slash to wszystko przerysował sobie jak zwykle, ale wiadomo jak to Hudson, to Hudson. No i Metallica! Pamiętam swoją fazę na nich, teraz troszeczkę się osłabiła, ale i tak ich uwielbiam, także cieszę się, że mieli swoje pięć minut w tym rozdziale :) James jest bardzo tutaj taki spokojny, a niech się cieszy, że Meta coś ma, chociaż te dwa kawałki, lepsze to niż nic, a nie tak jak Gunsi, że z coverami jadą xD No i jestem ciekawa co tam będzie się działo z tą kwiaciarnią, czekam na kolejny rozdział w takim razie :D trzymaj się :****

      Usuń
    2. Lily ma dziś wenę na komentarze :D

      Swoją drogą, to myślę o tym rozdziale dokładnie to co moja siostra, ale.. dobra, postaram się skrobnąć coś swojego.

      Usuń
  25. chcę przytulić smutnego Izzy'ego!!! On musi w końcu być szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń
  26. No dobra, to Rosie zabiera się za pisanie komentarza. Rosie oczywiście jest wkurwiona, jak Axl Rose, ale cóż poradzić. Rosie ma dosć, ale Rosie cieszy się z rozdziału. (czy Rosie za każdym razem teraz ma pisać, że dostaje orgazmu na rozdział?)
    I tak sobie myślę, co mam tu napisać. Myślę tak samo, jak Lily, bo my ciągle tak samo myślimy... ale no.. chyba wypada napisać coś od siebie. No dobra.. to jedziemy z tym koksem. (cieawe dlaczego mówi się ze z koskem?)

    Na początku mamy nadal słodkiego Duffa, uroczą Marteczkę i miłość, od której robi się już nie dobrze. Dobra, co tam, że Jo leży w szpitalu i jest jakby oderwana od życia. Duff i Marta i tak mają miesiąca miodowego. No i tak jak Lily napisała, to właśnie zdaje mi się, że tak powinna wyglądać miłość. Może czasem jest troche za słodko, ale chyba tak powino być. Bo tu właśnie tak fajnie jest pokazane, że Marta wszystko trawi, to że Duffa nie ma itp. Po prostu to rozumi i się o to nie czepia. No a Duff ma wyrzuty, czyli zalezy mu na rodzinie i w sumie, to teraz jest w małej rozsterce, bo nie wie z kim ma byc. No ale Marta wszystko rozumie, to jest ok. No i tak właśnie powino być. Bo mam wrażenie, że w tej części rozdziału Duff i Marta rozumieją się bez słow. W sumie, to nie muszą nic mówic, a i tak wszystko będzie jasne. No i jest miedzy nimi ta magia? Sama nie wiem, ale jak sobie to czytałam, to się zaczęłam zastanaiwać, dlaczego mnie takie coś nie spotkało.. i pewnie nie spotka. Dobra, widać, że tylko wybranca to jest pisane. I to też jest przygnębiajace. Slash z tego powodu czuje się tak samo przygnębiony jak ja. Dobra, ja mogę iść ze Slashem na układ. On niech sobie bierze Martę, ja wzemę Duffa i będziemy wszyscy szczęśliwi, haha.. Muszę to obgadać z Hudsonem przy butelce Danielsa.
    No dobra, ale wórcę do rozdziału. Hmm, no to Slash.. sie wkurzył, ze jest Duff. Dobra, rozwalił mnie ten tekst "Dlaczego on musi ją piperzyć?!" czy jakos tak. Leżałam i kwiczałam. Hudson, bo on jest jej mężem, aż chce się powiedzieć. No ale ja tam mówiłam wcześniej, ze Slash zawsze wchodzi do pokoju McKaganów, albo robi jakiś hałas, aby im celwo przerwać. Taa, perfidna żmija z niego. Ale co tu się dziwić. Slash lubi węże, zmija to wąż i wszystko jasne. Ale jest mi tu szkoda Slasha :( Bo on taki biedny jest i za bardzo nie potrafi poradzić sobie ze wszystkim. Nawet już się posuwa do tego, aby obrzydzić Izzyego Marcie. Ale chyba tego nie da się zrobić. Chociaż Izzy tam nie zawsze był w porządku wobec Slasha. Wezmi sobie np tą Daizy, czy jak ona tam miała. No to Izzy pojechał z nią po bandzie, a Slash może się poczuć urażony, nie? No ale z drugiej strony przecież to były już jakieś tam prehistoryczne czasy. No panowie, nie zachowywać się jak obrażone na siebie przyjacióleczki, bo to juz zaczyna robić się smieszne. Dać sobie po mordach, potem iśc na piwo i sprawa jasna. .

    OdpowiedzUsuń
  27. No dobra Izzy. Co ja mogę powiedzieć na temat Stradlina? On się zaczyna robić załosny. Użala się na sobą. Ciagle tylko Emily, Emily... maskara już jakaś. No dobra, laska była, laki nie ma i tyle. No i chyba Stradlin był bardziej twardy, bo ten Isbell, co się pcha, aby przejąc władze, to już zaczyna mnie wkurzać. Dobra, wiem, Izzy w tym opowiadaniu, to mnie zawsze wkurzał, bo jednak na poczatku to taki ciapek był. Ha, kiedyś to się zastanawiałam, co by Izzy zrobił, aby np w tym samym czasie tonęła Anncia i Marta? I którą by ratował? Z naszych wspólnych przemyślen wyszło, ze Marte. A teraz tak sobie myśle, że co by było, jakby w tym samym momencie tonęła Marta i Em? Ha.. no i tu mam dylemat... chociaż inaczej kocha te dwie panie, ale każda jest dla niego ważna. I nie wiem. Oświeci mnie dorga autorko, w tej kwestii.

    No i minęło trochę czasu, a Duffy zaczął pić. Ha, no Duff i wódka to dobra para. Nie ma co. Marta się wkurza, ale w sumie, to nie ma co się dziwić. Żadna żona nie chce mieć męża alkoholika. No cóż. A Duff sobie jeszcze tak pływa, ze w sumie, to nie wiadomo o co mu chodzi. Ale jak to narraotr ujął, on może po prostu lubi się nawalic i tyle. No czasem tak ludzie mają, że lubią i to jest problem.
    No ale jak minęły 4 miesiące od slubu, to Jeff ma tak około 8 miesiecy? To zaraz będzie roczek, a jak będzie roczek, to moja wymarzona scena między Izzym a Martą, haha..

    No dobra, chyba tyle mam do powiedzenia

    OdpowiedzUsuń
  28. Dobrze że mi na fanpage'u przypomnialaś bo zapomniałam o tym komentarzu.
    Ja będe obstawać przy tym że bym chciala żeby się tam pojawila Emily, nie tylko w myślach Izzyego.
    Bardzo podoba mi się to że Marta wspiera tak Duffyego. A Izzyemu kibicuję żeby znalazł sobie jakąś... I szczerze mówiąc chciałabym żeby ja pokochał równie mocno jak Martę. I żeby wyjaśnił Marcie o co chodzi z tą Emily. To chyba tyle odemnie :D Świetny rodzial, jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  29. Czytając poprzednie komentarze: JA ABSOLUTNIE JESTEM ZA TYM ŻEBY MARTA BYŁA ZNOWU BLISKA SLASHOWI. TAK, TAK, TAK!
    A co do Izzyego: Myślę, że wcale się nad sobą nie rozczula. Potrzebuje kogoś, teraz, natychmiast. Tylko, kurde, mam wrażenie jakby nawet Marta tego do końca nie zauważała.

    OdpowiedzUsuń
  30. Rozbierając ten rozdział na części pierwsze mogę stwierdzić, że stosunek treści o wymowie (poniekąd) seksualnej jest zdrowy :) Hahahahah, pomagają na pewno głębokie myśli podczas gry wstępnej, kocham Cię :*
    Z tym Izzym to naprawdę mu wypada osłodzić trochę życie i dać kochającą żonę (taką mnie np). Coś się tam z nim rusza, ale jakoś jeszcze nie widzę żebyś szczególnie się starała hahhahahhaha Zobaczymy, zobaczymy, jak tam się jego, dość marne dotąd, losy potoczą :)
    I w sumie to Slash taki średnio miły dla Izzyego w swoich rozmyślaniach, ale efekty będą chyba fajne, bo ja, jak większość osób tutaj, też jestem za Martą i Slashem (no nie do końca tak jak to zabrzmiało, ale w sumie... GODDAMN ZNOWU TO W SUMIE!)
    No.
    Rozdział, oczywiście, zajebiście.
    Komentarz średnio ambitny, bo oglądam Sąd rodzinny - laska, która ma matkę wyglądającą jak Annie Lennox, jest do szaleństwa zakochana w wokaliście disco polo... Boże, chyba nie przetrwam tego odcinka!
    Kocham Cię :**

    OdpowiedzUsuń
  31. Zapraszam na kolejny fragment Slash story, dłuższy niż poprzedni, ale chyba gorszy. ;<
    http://breath-of-memories.blogspot.com/2013/02/slash-story-piaty-cz-ii.html

    OdpowiedzUsuń
  32. Cześć :* To ja :D (chyba). Cieszysz się? Tak? Tak? Nie? Ja też nie :(
    Przybywam z najkrótszym komentarzem w mojej wieloletniej karierze, wybacz mi proszę, bo i tak już się zagryzam, że Cię zawiodłam D:
    Generalnie cały ten rozdział ma taki... Nieciekawy klimat. Można powiedzieć, że dołujący... W pewnym sensie niepokojący... Tak jak Ci pisałam, wszyscy są jakoś tak dziwnie poirytowani, sytuacja jest niejasna... W kwestii Marty i Duffa, w kwestii Axla i Steph, w kwestii Izza to już w ogóle odlot... Koleś ma takie schizy, że grzybków nie musi brać! Wszystkim bohaterom jest źle, krótko mówiąc, a jak im jest źle to i mi... Serio :( Przeżywam to razem z nimi kurwaa :c
    Hmm pierwsza scena jak zawsze mi się podobała, wiem, wiem, to jest trochę słodkie do porzygu i w ogóle, ale kurde ;__; Co ja poradzę, że lubię rzygać?
    Za tego 'drugiego' Duffa to Cię utłukę, utłuuukęę moim mopem antywłamaniowym! Jak mogłaś?!?! No jaaak? D: polały się łzy me czyste, rzęsiste D: Nie rozumiem tego, no nie, nie, nie. Teraz, gdy wszystko jest prawie idealnie to on... Nie no. To mi tak trochę tu nie pasuje. Nawet baaardzo. Kurewsko! Kłóci się z wizerunkiem Duffa z ostatnich rozdziałów... Z początku TEGO rozdziału... No bo tak... Są po ślubie, nie? On jest tak kurewsko zakochany w Marcie, w Jeffie, ale... Okrutnym, fatalnym trafem nie miał dla nich czasu. Przez Joan. Załamał się, znowu odezwało się w nim to skrzywdzone dziecko... A teraz... Kurwa. Nagle przestaje go obchodzić Marta i Jo? Niby martwi się o siostrę, ale... Już tego nie przeżywa, nie przesiaduje w szpitalu... Skoro jest mu źle, powinien chyba zbliżyć się do żony, bo tego właśnie brakowało mu przez Joan. Przez nią nie mieli dla siebie czasu, przez nią rozpaczali... I nagle JEBUT! McKagan ma wszystko w chudej dupie i zaczyna pić? Praktycznie od razu po ślubie?
    Nie wiem... Nie rozumiem tego... Musi być chyba jednak jakiś powód, bo to by było raczej niemożliwe, żeby zachował się tak... Nie on... Owszem, kiedyś tak właśnie żył i w taki sposób ranił Martę, ale... Kurwaaasz orzeszki! :o To było daaaaawnoooo! Bardzo dawno! Przed urodzeniem Jeffa! Chyba już wydoroślał? Musi mieć jakiś powód, bo mimo wszystko... To nie jest do niego podobne, nie TERAZ. Tylko jaki, do chuja pegaza, jaki?! D:
    Hmm strasznie przewrotne to wszystko. Wydawało mi się, że już nie wciśniesz mu Absoluta w rączki, a jednak... To takie dziwne. ;__; taki powrót do daawnej przeszłości. Nie pasuje do niego. Ahggpsjsoamlpsnmmm

    ''Potrzebowała go. Tak strasznie go potrzebowała, mimo że nie chciała się do tego przyznawać.'' <-- Fajne zdanie. :3 Każdy ma swoje POTRZEBY. xd
    ''nie zmuszaj się, jeśli nie masz ochoty'' - HAHAHAHA Duff nie ma ochoty hahahahahaha, hahahaha taaaak :D
    "Zaś się nachlał" - eee... chyba powinno być ZNÓW się nachlał?

    Slash... Tak jak mówiłam... To skończony chuj, teraz już jestem pewna i wcale go nie żałuję... Niech sobie słucha jęków Marty, niech go to boli... On sam rani ludzi, o wiele bardziej niż mu się wydaje. Ja jebię, te jego myśli to... Kurwa! :o No IDIOTA, IDIOTA jakich mało. Gadać takie rzeczy o Stradlinie... O Duffie... Myślałam, że może coś zrozumiał, że może zorientował się, jak wielki błąd popełnił odsuwając się od Marty, Izza, Duffa, od swoich przyjaciół praktycznie na własne życzenie. Izzy też nie jest z Martą i co..? Zachowuje się jak Slash? (głosem Izzy'ego: NOŁ.) Ciężko mi w to uwierzyć zważywszy na to jak zajebistym lrzyjacielem był wcześniej... No ale cóż... Czasem w ludzi strzela jakaś magiczna włócznia idiotyzmu i świrują :( Lajf is brutal...
    Chyba nici z moich nadziei na odzyskanie dawnego, kochanego Hudsona? ;__; Odleciał na brunatnej alpace do surrealistycznej Krainy Byłych Przyjaciołów. :( A taka była z niego dobra poduszka...
    data.whicdn.com/images/40633542/tumblr_mc7iqgvfSE1rima4no1_500_large.jpg

    OdpowiedzUsuń
  33. Izzy to ruchacz, hmm... No tak... Jak wspominałam... Kocham Cię, IZZY! :DDD ruchaj, Izz, ruchaj! Ekhmm, przepraszam, poniosło mnie... Haha myśląc o tym, o czym ostatnio rozmawiałyśmy... Myśląc o Izzy'm... xD yyy ogółem to... rób z nim co chcesz (......), kocham Stradlina. Wybaczę mu wszystko :3. WSZYSTKO. Tylko... Gdzie do cholery ten skurwikłak polazł? Gdzie się włóczyyy? Jakież włóczęgostwo uprawia (jest takie słowo!) ? W jakim klubie tańczy na rurze?!?! Jakich zbłąkanych duchów szuka w zaciszu Indiany? W jakiej dziupli ukrywa swoją kruczoczarną grzyweczkę?! DD: Straaaasznie mnie to nurtuje i straaaasznie nie mogę się doczekać 44, tego cuda co to je będę czytać 2 dni <3 No zaślinie ekran na myśl o mhocznym Isbellu Batmanie, bo TAK, moim zdaniem taka rola o wiele bardziej do niego pasuje (choć jak go przedstawisz jeszcze w 100% nie wiem), a najlepsze to jest w ogóle alter ego i chuj!

    Podsumowując: Slash się szlaja, jest dziwnym, wkurwiającym typem rządnym zemsty, afe. Izzy to tró Dark Knight, czekam na niego, czekam. Duffowi padło na mó... Yyy... On ma mózg? Nie rób z niego menela! D: Marta się wkurza. Joan żyje, Matt... nie wiadomo czy tam się w ciemnym kąciku zaraz nie zaćpie. Jameeeeesssss :D Więcej go, więcej! Daj mi więcej Jamesa! Za mało -.- Gdzie jest Lucy? Gdzie jest Kate? To również mnie nurtuje i zastanawia, jaki wpływ (o ile w ogóle jakiś) będą miały na Izzy'ego... Ale to wiadomo, keep calm, po 44.
    Wybacz, że to takie chujowe, ale mam depresję, w kółko słucham When a Blind Man Cries, Deep Purple, Metallica, Deep Purple, Metallica, Deep Purple, Metallica... I tak 100 razy pod rząd :(
    Zlinczuj mnie ;__;

    OdpowiedzUsuń
  34. Boskie, z resztą jak zawsze. Nie mogę się doczekać nowego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  35. No witaj :)
    Na http://highway-to-wherever.blogspot.com/ pojawił się rozdział czwarty Crazy Little Thing Called Love (szkoda, że nareszcie xD)

    OdpowiedzUsuń
  36. Duffowa, jesteś niesamowita! Na Twojego bloga trafiłam całkiem niedawno, kiedy miałaś może 35 rozdziałów. Zaczęłam czytać od początku i... to niezwykłe w jaki sposób piszesz. Oczarowałaś mnie! Lajknię Cię na fb, będę tu wpadała za każdym razem, kiedy pojawi się od Ciebie jakaś informacja.

    P.S Dopiero zaczynam, mam tylko pierwszy, bardzo króciutki rozdział i zwracam się do Ciebie...Ocenisz? Czy w ogóle warto dalej pisać? Blog też jest o GN'R <3 http://mrsstradlinblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  37. Kurde aż zapiera dech w pierciach *.* Epicki jest rozdział, z resztą jak każdy. ;3 Pisz dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  38. Zapraszam na III część piątego rozdziału Slash story.
    http://breath-of-memories.blogspot.com/2013/02/slash-story-piaty-cziii.html

    OdpowiedzUsuń
  39. No to ma tyle części, bo nie dałabym rady pisać tylu rozdziałów XD

    OdpowiedzUsuń
  40. NN na right-next-door-to-hell.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  41. Powrót odświeżonego Rock N' Roll Love Story :)
    http://highway-to-wherever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  42. Duffowa, ty geniuszu <3 dosłownie kocham tego bloga. Mogłabyś wpaść do mnie? Baaardzo mi zależy ;D http://sophiestradlin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  43. zapraszam na szósty rozdział Slash story ;P
    http://breath-of-memories.blogspot.com/2013/02/slash-story-szosty.html

    OdpowiedzUsuń
  44. Zmuszona przez psychopatycznych i przerażających ludzi, zwanych w niektórych kręgach BLOGERKAMI, dodałam rozdział pierwszy po całych dwudziestu czterech godzinach od wrzucenia prologu xD
    http://highway-to-wherever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  45. http://sad-bad-true.blogspot.com
    Dodałam nowy! Szybka jestem, wiem. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  46. Boże, dziewczyno, jestes cudowna. Zakochalam sie w Twoim blogu i nie moge doczekac sie 44 rozdzialu ; 3 pisz szybciej, bo zwariuje bez nowosci ; D

    OdpowiedzUsuń
  47. Zapraszam na siódmy i ósmy rozdział Slash story w jednym. XD
    http://breath-of-memories.blogspot.com/2013/02/slash-story-siodmy-i-osmy.html

    OdpowiedzUsuń